22.05.2023, 15:21 ✶
Brenna nie wręczyła listu. Trochę celowo, bo chciała wybadać, z kim mają do czynienia – kto wie, czy to nie ten mężczyzna rzucił na nią klątwę? Nie zezłościła się jednak, kiedy Dellian Ollivander wspomniał o liście, bo wszystko wskazywało na to, że ten był jej ukochanym. Po chwili wahania sięgnęła więc za pazuchę i przekazała mu kopertę.
Bowman nic nie powiedział. Ujął kopertę drżącą ręką. Jego wyraz twarzy zmienił się na moment, kiedy dostrzegł, że ta była otwarta i zerknął przy tym na Brennę. Ta nie drgnęła, udając, że nie dostrzega jego niesmaku. Jakby nie było, mieli do czynienia z sytuacją, w której niezbyt mogła sobie pozwolić na dbanie o prywatność adresata i nadawczyni.
- Znaleźliśmy ten list badając sprawę… jej zaginięcia – powiedziała powoli. – Nie jesteśmy w stanie go odczytać. Jeżeli w środku znajdzie się jakaś podpowiedź… będziemy wdzięczni za jej przekazanie.
– To… jej pismo – wyszeptał Bowman, skupiając wreszcie spojrzenie na zawartości koperty. Najwyraźniej nie potrzebował tłumacza, bo jego wzrok szybko przemieszczał się po tekście. List był długi, i Brenna, choć w duchu wychodziła z siebie z niecierpliwości, trzymała język za zębami, próbując powstrzymać się przed zadawaniem pytań.
Kiedy po jego policzkach popłynęły łzy, przyszło jej do głowy, że być może nie powinni przynosić tu tego listu. Ani w ogóle wspominać mu o Zoyi. Ale jak miała po prostu zignorować dziewczynę, uwięzioną w wiecznym koszmarze? Odruchowo wyciągnęła ręce, by go powstrzymać, bo nawiedziła ją obawa, że mężczyzna przewróci się z braku sił… Podparł się jednak o futrynę i wyglądało na to, że zdoła ustać sam.
– Dziękuję wam – powiedział w końcu, a jego głos brzmiał jakby trochę słabiej niż wcześniej, być może dlatego, że starał się powstrzymać łkaniem. – Cieszę się, że mogłem przeczytać ten list, zanim… zanim przyszła po mnie śmierć, która stoi pewnie tuż za rogiem.
– Panie Bowman… bardzo mi przykro, ale muszę spytać…
– Zoya napisała tu, że padła ofiarą klątwy – przerwał jej, być może domyślając się, co Brenna chce powiedzieć. – Klejnot zakupiony… na Nokturnie? Stał się dla niej zgubą. Czar zamienia… zamienił ją w klątwę, co gorsza dotykał i tych, którzy przebywali blisko niej, i żadni klątwołamacze nie zdołali go złamać… Znaleźliście ją, prawda?
Brenna z pewnym trudem przełknęła ślinę. Co miała mu powiedzieć? Że Zoya stoi gdzieś w lesie, zamieniona w kamień, że rzuca się do ucieczki, gdy ktoś ją odczaruje? Nagle Brygadzistka zrozumiała, dlaczego dziewczyna była w takim miejscu i dlaczego tak uparcie nie pozwalała się do siebie zbliżyć. Bała się, że kogoś skrzywdzi.
Czy gdyby znaleźli tej klejnot, nie mieliby szansy jej odczarować…?
To nie było sprawiedliwe. Że Zoyi odebrano całe życie. Że Bowman nie miał szansy przeżyć własnego u boku ukochanej. Wściekłość na tego, kto przeklął te klejnoty, kotłowała się gdzieś we wnętrzu Brenny, ale nie dała tego po sobie poznać.
– Przykro mi, panie Bowman, ale Zoya zginęła – skłamała w końcu. Nie mogła mu wyznać, że ona wciąż tam była, wiecznie młoda, wiecznie zaklęta. Co jeżeli chciałby ją spotkać? – Chciałam ustalić, kto jej to zrobił. Rzucił… tę klątwę. Nie pisze więcej niczego o tym… klejnocie?
Pokręcił głową. Przez chwilę zdawało się, że nie jest w stanie wykrztusić ani słowa.
– Nie. Tylko… o naszych spotkaniach. O tym, że miała nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Ten list… czy mogę go zatrzymać?
Znów się zawahała. Do licha, on chyba był mugolem. Jak zostawić list o magii w jego rękach?
– Jeżeli wskaże mi pan ustęp o klątwie. Ten… ten muszę usunąć. Przykro mi – wymamrotała cicho. Gdy upewniła się, że nikt tego nie zobaczy, osłaniając się płaszczem, za pomocą różdżki usunęła jeden z akapitów. Nie musiała odbierać mu reszty, ale tego fragmentu zostawić nie mogła.
– Mogę zrobić dla was coś jeszcze? – spytał mężczyzna, spoglądając na Delliana.
Bowman nic nie powiedział. Ujął kopertę drżącą ręką. Jego wyraz twarzy zmienił się na moment, kiedy dostrzegł, że ta była otwarta i zerknął przy tym na Brennę. Ta nie drgnęła, udając, że nie dostrzega jego niesmaku. Jakby nie było, mieli do czynienia z sytuacją, w której niezbyt mogła sobie pozwolić na dbanie o prywatność adresata i nadawczyni.
- Znaleźliśmy ten list badając sprawę… jej zaginięcia – powiedziała powoli. – Nie jesteśmy w stanie go odczytać. Jeżeli w środku znajdzie się jakaś podpowiedź… będziemy wdzięczni za jej przekazanie.
– To… jej pismo – wyszeptał Bowman, skupiając wreszcie spojrzenie na zawartości koperty. Najwyraźniej nie potrzebował tłumacza, bo jego wzrok szybko przemieszczał się po tekście. List był długi, i Brenna, choć w duchu wychodziła z siebie z niecierpliwości, trzymała język za zębami, próbując powstrzymać się przed zadawaniem pytań.
Kiedy po jego policzkach popłynęły łzy, przyszło jej do głowy, że być może nie powinni przynosić tu tego listu. Ani w ogóle wspominać mu o Zoyi. Ale jak miała po prostu zignorować dziewczynę, uwięzioną w wiecznym koszmarze? Odruchowo wyciągnęła ręce, by go powstrzymać, bo nawiedziła ją obawa, że mężczyzna przewróci się z braku sił… Podparł się jednak o futrynę i wyglądało na to, że zdoła ustać sam.
– Dziękuję wam – powiedział w końcu, a jego głos brzmiał jakby trochę słabiej niż wcześniej, być może dlatego, że starał się powstrzymać łkaniem. – Cieszę się, że mogłem przeczytać ten list, zanim… zanim przyszła po mnie śmierć, która stoi pewnie tuż za rogiem.
– Panie Bowman… bardzo mi przykro, ale muszę spytać…
– Zoya napisała tu, że padła ofiarą klątwy – przerwał jej, być może domyślając się, co Brenna chce powiedzieć. – Klejnot zakupiony… na Nokturnie? Stał się dla niej zgubą. Czar zamienia… zamienił ją w klątwę, co gorsza dotykał i tych, którzy przebywali blisko niej, i żadni klątwołamacze nie zdołali go złamać… Znaleźliście ją, prawda?
Brenna z pewnym trudem przełknęła ślinę. Co miała mu powiedzieć? Że Zoya stoi gdzieś w lesie, zamieniona w kamień, że rzuca się do ucieczki, gdy ktoś ją odczaruje? Nagle Brygadzistka zrozumiała, dlaczego dziewczyna była w takim miejscu i dlaczego tak uparcie nie pozwalała się do siebie zbliżyć. Bała się, że kogoś skrzywdzi.
Czy gdyby znaleźli tej klejnot, nie mieliby szansy jej odczarować…?
To nie było sprawiedliwe. Że Zoyi odebrano całe życie. Że Bowman nie miał szansy przeżyć własnego u boku ukochanej. Wściekłość na tego, kto przeklął te klejnoty, kotłowała się gdzieś we wnętrzu Brenny, ale nie dała tego po sobie poznać.
– Przykro mi, panie Bowman, ale Zoya zginęła – skłamała w końcu. Nie mogła mu wyznać, że ona wciąż tam była, wiecznie młoda, wiecznie zaklęta. Co jeżeli chciałby ją spotkać? – Chciałam ustalić, kto jej to zrobił. Rzucił… tę klątwę. Nie pisze więcej niczego o tym… klejnocie?
Pokręcił głową. Przez chwilę zdawało się, że nie jest w stanie wykrztusić ani słowa.
– Nie. Tylko… o naszych spotkaniach. O tym, że miała nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Ten list… czy mogę go zatrzymać?
Znów się zawahała. Do licha, on chyba był mugolem. Jak zostawić list o magii w jego rękach?
– Jeżeli wskaże mi pan ustęp o klątwie. Ten… ten muszę usunąć. Przykro mi – wymamrotała cicho. Gdy upewniła się, że nikt tego nie zobaczy, osłaniając się płaszczem, za pomocą różdżki usunęła jeden z akapitów. Nie musiała odbierać mu reszty, ale tego fragmentu zostawić nie mogła.
– Mogę zrobić dla was coś jeszcze? – spytał mężczyzna, spoglądając na Delliana.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.