Prawdę mówiąc to byłby zaskoczony, gdyby ktoś nie rozpoznawał go jako profesjonalnego zawodnika. Faktycznie większość spotkanych przez niego osób podchodziła często aż nazbyt entuzjastycznie na jego widok. Do tego przywykł. Okazało się, że jego rozmówca miał dobry powód ku temu, aby jednak nie uczestniczyć w rozgrywkach jako widz.
— Masz ku temu dobry powód. Są inne gry, chociażby gargulki czy szachy czarodziejów, które są znacznie cichsze — Odrzekł szczerze. Niejednokrotnie pokazywał, że czuł się lepszy od innych i nawet teraz mu się zdarzyło, ale nie było tak, że szczególnie przejmował się tym, że ktoś nie dostrzega tego i nie utrzymuje go w tym w tym przekonaniu. Po prostu nie musiał. Póki ktoś nie nadepnął mu na odcisk próbując dać mu do zrozumienia jakim jest bucem to nie zachowywał się jak dupek względem innych. Przynajmniej nie bardziej niż zwykle.
Przywiązywanie wagi do wyglądu wpływało na sposób, w jaki postrzegał ludzi. Już wcześniej zwrócił uwagę na nieodpowiednio zapiętą koszulę swojego rozmówcy, który zupełnym przypadkiem doprowadził do małej katastrofy. Zawsze doceni ogładę ze strony osoby, z którą zasiada przy stole. Przyjął to podziękowanie z lekkim uśmiechem.
Prawdę mówiąc to nie spodziewał się otrzymać takiej właśnie odpowiedz na zadane przez siebie pytanie. Dobrze wiedział, czym zajmują się łamacze, jednak sam proces ich zatrudniania i wymagania do pracowania w tym zawodzie stanowiły jedną wielką niewiadomą.
Nie powinno to nikogo zdziwić, że nawet nie podejrzewał tego iż Ministerstwo Magii zatrudniało na tak odpowiedzialne stanowisko niepełnosprawnych ludzi, umożliwiając im wykonywanie niebezpiecznego zawodu. Praca jak każda inna i każdy musi zarabiać, ale myślał prawdopodobnie jak większość czarodziejów. Nawet nie intencjonalnie. Żył na zupełnie innym poziomie, z często z dala od takich rzeczy.
— To bardzo odpowiedzialny i niebezpieczny zawód, nawet jak siedzisz za biurkiem. Co skłoniło Ciebie do wybrania tego zawodu? — Zdecydował się dopytać o to, co być może pozwoli zrozumieć mu motywy tego czarodzieja. Gdyby był na jego miejscu to wybrałby coś całkowicie bezpiecznego. Trudno powiedzieć, co to mogłoby być. W oczekiwaniu na odpowiedź, zjadł tkwiący na jego widelczyku kęs ciasta.
— Bo to lubię. Dla moich krewnych to rodzinny biznes. — Odrzekł. Pasję do Quidditcha zaszczepiono mu już w dzieciństwie i tego się trzymał. Nie mógł jednak zignorować wpływu rodzinnego biznesu na pewien etap w jego życiu w początkach kariery i skomplikował relacje ojcem. O tym jednak nie będzie opowiadać.