Dla Yaxley również to nie było proste. Ten zarzut, który wysłuchała ze strony Gio był tak bardzo absurdalny, że nie mogła się z nim pogodzić. Jak w ogóle mógł pomyśleć, że ona by mogła z nim... którymkolwiek nim. Brało ją na wymioty na samą myśl. Przecież byli bardziej jak rodzeństwo, kto to widział tak z bratem...
- Mógł tak pomyśleć, bo prowadziłam Ciebie, właściwie nie Ciebie, ale prowadziłam Was do mojego łóżka. - Zdawała sobie, jak wyglądała ta sytuacja, naprawdę próbowała jakoś to wszystko wytłumaczyć, szło jej to jednak średnio na jeża.
- Kiedy Giovanni tutaj przyszedł bardzo mocno przejął się całą sytuacją związaną z Voldemortem. Nie ma się co dziwić, w końcu zaczynają działać jawnie, a on chciałby uratować wszystkich, co jest raczej niemożliwe. - Miała tego świadomość, przyjmowała raczej wersję, że trzeba się z tym po prostu pogodzić - bo nie uda im się pomóc każdej osobie, która tego potrzebuje.
- No i wtedy pojawił się ktoś nowy Jonathan. Pojawił się chłopiec. - Miała nadzieję, że zrozumie o co jej chodzi, chociaż w sumie tak to ujęła, że może nie było to wcale proste. - W waszym ciele. Pojawił się chłopiec. - Odetchnęła głęboko, udało jej się to z siebie wydusić. Spoglądała na Jonathana czekając na jego reakcję. Nie miała pojęcia, czy może zdawać sobie z tego sprawę. W końcu Filemone wspominał o tym, że on wie wszystko, to może i oni powinni?