Geraldine miała wrażenie, że gdyby ich dwójka miała uwarzyć jakiś eliksir, to zakończyłoby się to eksplozją która byłaby w stanie zmieść z powierzchni ziemi kilka okolicznych budynków. Pamiętała, że jeszcze w szkole Longbottom jak i ona zupełnie nie radził sobie z tym przedmiotem. Jakimś cudem udało im się je zaliczyć, jednak gdyby nie wyrozumiałość profesora Slughorna to mogłoby być ciężko. Na szczęście przymykał oko na większość ich wybryków i niekompetencji.
- Czy ja wiem, mi strach raczej kojarzy się ze słabością. Nie przywykłam do tego uczucia, może przez to jest to dla mnie nie do końca zrozumiałe. Mam świadomość, że jestem w stanie się obronić, aczkolwiek nawet najsilniejszego drapieżnika można zabić. - Wiedziała, że nie jest nieśmiertelna, mimo, że zdarzyło jej się nieraz oberwać tak mocno, że mogłaby już gryźć piach, to wszystko było na własne życzenie. Zależało tylko od niej, w tym przypadku było zupełnie inaczej. - Mnie powinno ciągnąć do ciemności, mam wrażenie zresztą, że większa część osób, które mnie znają mogłaby mnie o to posądzić, a tu jednak wychodzi, że jestem jak ćma, która nie może przestać lgnąć do światła. - Przewrotne było to wszystko. Wiele osób skreślało ją przez jej profesję, która raczej kojarzyła się z przemocą. Nigdy jednak nie skrzywdziłaby ludzkiej istoty, oczywiście bez jej woli, bo z tym nie miała problemu.
- Tylko? Trochę podziwiam, ale wy zawsze kojarzyliście mi się z takimi osobami, które chcą uratować cały świat, co może być dosyć uciążliwe. - W końcu każdy miał jakieś ograniczenia, nawet ogromny majątek nie gwarantował sukcesu i możliwości uratowania wszystkich.
- To dobrze, że tak się wam wszystko ułożyło. Musicie mieć wesoło w tej swojej rezydencji. - Rzekła uśmiechając się przy tym serdecznie. Dobrze było wiedzieć, że są jeszcze tacy ludzie, szczególnie wśród czystokrwistych czarodziejów, którym ostatnio odpierdalało na punkcie krwi która płynęła w ich żyłach.
- Tylko mój brat? Kto wie, ilu ich jest tak naprawdę. Nie wiemy, kto ich wspiera, przecież oficjalnie tego nie robią, to jest w tym wszystkim najgorsze i mnie przeraża, może się przecież okazać, że twój kumpel z Hogwartu chce Cię zabić. Straszne to jest. - Nie miała oporów, aby podzielić się z Erikiem swoimi obawami. Wydawało się jej, że ją rozumie, co spowodowało, że nie bała się mówić w głos swoich myśli.
- Skoro tak mówisz, chyba powinnam Ci zaufać. Jesteś w samym centrum tych wydarzeń, a do tego po stronie prawa. To pokrzepiające co mówisz. - Chociaż nadal wydawało się jej, że coś przed nią ukrywa. Jakąś część prawdy, no ale nie będzie mu przecież wiercić dziury w żołądku. Nie był to odpowiedni czas. Skoro chciał, żeby mu dostarczała składniki, to się tym zajmie. Będzie miała przynajmniej jakieś stałe zajęcie, ceniła sobie takie regularne zlecenia.