— Huh?
Absolutnie nie mógł wyobrazić sobie powodu, dla którego Geraldine mogła prowadzić ich do łóżka. Szczególnie, że go nie pamiętał. Ale dał dziewczynie dokończyć historię.
Pokiwał głową i upił alkoholu, gdy wspomniała o Voldemorcie. Jo oczywiście nie okazywał żadnego strachu. Co tam Voldemort. Prawdziwym problemem był tutaj Giovanni. Dziwakował i się przejmował za bardzo. Jak zwykle. I jak tu takiego chronić, skoro sam dla siebie jest największym zagrożeniem?
Wtedy Jonathan zastygł.
— Chłopiec?
Odłożył szklankę i przetarł twarz.
— Jak to "chłopiec"? Masz na myśli, że był... młodszy?
Rozsiadł się szerzej na krześle. Czyli to dlatego nie rozumiał, co tu się wydarzyło. Skończyło się bycie tylko we dwójkę.
— Gio nie może o tym wiedzieć. To znaczy nie teraz. Widziałaś w jakim jest stanie. Powiemy mu jak... jak się sytuacja trochę ogarnie, dobra?
Jonathan był niezwykle poważny, szczególnie jak na niego. Chociaż na ogół był bezmyślnym debilem, to jednak pamiętał o głównym celu swojego istnienia — miał chronić Giovanniego. Nawet jeśli ten czasem wpadał w kłopoty z powodu samego Jonathana.