Jonathan był załamany. Jak to nie jest jedynym klaunem w tym cyrku? I to jeszcze nie miał o tym pojęcia?
— Młodszy chłopiec, no pięknie... To się niezłych rzeczy naoglądał...
Jonathan od razu dostał flashbacków wszystkich momentów swojego i Gio życia, które zdecydowanie były nieodpowiednie dla młodych oczu. A jak to w życiu każdego dorosłego bywa — trochę ich było. Czy to upity Jonathan, czy to Jonathan wdający się w jakąś bójkę, czy to Jonathan podglądający dziewczyny w szkole... trochę w życiu się narozrabiało.
— Następnym razem spytaj go, czym jest "jakiś czas". Chcę wiedzieć, jak dużo mam na sumieniu.
Nie to, żeby je miał.
— Nie wiem, Gerry. Ale serio, nie przejmuj się. Gio to nawet samemu Voldemortowi wybaczy. Cziluj bombę, wiem, co mówię. Jak mu teraz powiesz to nie zmruży oka przez najbliższy tydzień. Chyba wystarczająco fantastycznych wiadomości dzisiaj usłyszał, nie sądzisz?
Nie chciał, by Gio dowiedział się o nowym bycie od Geraldine. Chciał mu to przekazać sam. By pokazać, że nad wszystkim panuje. Co oczywiście nie było prawdą, ale kto się dowie.
Jonathan wlał sobie resztę zawartości butelki do szklanki. Geraldine na pewno miała więcej. Nie, żeby potrzebował więcej. Wystarczająco już wlano w to słabe ciało.