Teatrzyk odegrany. Logan również spisał się w swojej roli, którą jej mąż mógł uznać za perfekcyjną. Od każdego oczekiwał bycia podnóżkiem, który nie będzie wadzić w jego życiu, a pojawi się w idealnym momencie, by pomóc mu, kiedy pojawi się kolejny cel. Nie wiedział jednak, że siedzący po drugiej stronie biurka mężczyzna nie nie nadaje się do tego, nie zegnie karku, kiedy William będzie tego oczekiwał. Już w szkole działał na pograniczu prawa, ale jeśli chodziło o jego osobę, nigdy się nie płaszczył, przed nikim. Nie uznawał autorytetów i to wtedy podobało się jej w Loganie i w sumie chyba nadal to szanowała. Może były to tylko przerysowane wspomnienia, które przychodziły nieraz w trakcie nocy, gdy długo nie potrafiła zasnąć. William był raczej typem, który miał się za wielką rybę, szkoda tylko, że w małym stawie, a kiedy pojawiał się ktoś wyższy od niego w szczeblach władzy, bez oporów próbował wsunąć się w jego łaski.
Skoro jednak jej rola została tu zakończona, postanowiła wrócić do swojego szarego życia.
— Faktycznie, w szkole człowiek poznaje tyle osób, że czasem ciężko spamiętać wszystkie twarze. Inne zaś ciężko wyrzucić z pamięci — rzekła tajemniczo, odbijając piłeczkę tego niewidzialnego niemal wyzwania i miękko odsunęła się od męża, wręcz niezauważalnie strącając jego dłoń ze swojej talii. Nadal jednak nie spuszczała wzroku z twarzy Logana. Jakby chciała doszukać się w niej tego samego mężczyzny, którym był kilka lat temu.
— W takim razie przepraszam za przerwanie rozmowy — skierowała się do wyjścia i opuściła je na miękkich, trzęsących się przez emocje nogach. Co właściwie czuła? Wstyd? Ból? Nie wiedziała jak określić to wszystko. W sumie odcięła tamto życie grubą kreską w dniu zakończenia szkoły, gdy matka obwieściła jej, że ma już plan na jej życie i jeśli nie zgodzi się na jego realizację, to ucierpi cała rodzina. Wiedziała, że z rodzicielką nie ma żartów. Przekonała się o tym boleśnie, kiedy ta dowiedziała się o niekoniecznie platynowej relacji z tym nieodpowiednim towarzystwem-jak miała w zwyczaju określać właśnie Borgina. Nawet ojciec nie potrafił zdziałać nic na tą furię.
Niemal automatycznie dotarła do swojej sypialni, tam oparła się o drzwi i przez chwilę myślała, nerwowo skubiąc skórki przy dłoniach. Czego jej mąż oczywiście nienawidził, bo to nie wygląda dobrze i reprezentatywne.
— W nos się cmoknij z tym swoim pokazem — szepnęła, patrząc w okno. — Zmorek — rzuciła tylko w powietrze i nagle obok niej pojawił się mały skrzat. Towarzysz jej niedoli, który tak samo, jak i ona przywiązany był do tego domu niewolniczą nicią.
— Wychodzę. Pan zapewne jak zwykle je w swoim gabinecie. — Nie zostawiła informacji, gdzie wychodzi. Wszak, jeśli nie mieli gości, William nie interesował się jej życiem, a ona nie zamierzała naprzykrzać mu się wspólnymi posiłkami.
Szybko przebrała się w wygodniejsze czarne luźne spodnie, wyglądające niemal jak spódnica do samych kostek. Czarny sweter i płaszcz w tym samym kolorze. Z domu wyszła tylnym wyjściem i czekała, aż Borgin opuści ich dom. Skrywała się pod parasolem, dopasowanym do jej stroju. Gdy wyszedł po jakimś czasie, zaczęła za nim kroczyć. Nie kryła się, więc pewnie widział, że ktoś go śledzi.
— Na twoim miejscu zrezygnowałabym — rzuciła, rozglądając się po opustoszałej ulicy. — Nikt nie wychodzi dobrze na zadawaniu się z nim. — Nie wiedziała, czemu to robi, czemu ostrzega dawnego kochanka, przecież życie popłynęło dalej, może czuła się w jakiś sposób zmuszona odpłacić Loganowi za zniknięcie. Chociaż to dziwne, przecież nigdy nic sobie nie obiecywali, nie mieli zobowiązań w stosunku do siebie. Czy to ta mityczna nić sympatii, resztki przyjaźni i szacunku? Może jednak coś więcej, coś, czego brakowało jej od tylu lat.
— A poza tym. Miło znów ujrzeć twoją jakże uroczą podejrzaną buźkę— dodała, unosząc kącik ust.