Oparła się plecami o wilgotną ceglaną ścianę, nie przejmując się brudem i zimnem. Bardziej obchodziło ją tu i teraz, wiatrem, który zaciekle ciął suchą skórę na zaczerwienionych policzkach, dźwiękami deszczu odbijającymi się o różne przedmioty wokół nich. Jakby nagle świat nabrał dużo więcej wyrazu niż zazwyczaj była w stanie dostrzec. Jakby powoli zaczynała budzić się z dziwnego letargu. Wpatrując się w twarz towarzysza, wciągnęła dym do płuc, pozwalając mu rozlać się po nich niczym zbawiennej truciźnie skracającej jej męczeństwo, chociaż o kilka minut. Błogi smak wolności, papierosy i kawa podlana czymś mocniejszym, co pozwala patrzeć, na znienawidzą twarz męża. Teraz jednak w zapachu papierosów było coś innego. Powiew przeszłości, lekki aromat wspomnień, a może i jakiś nowy smak, którego nie potrafiła jeszcze nazwać.
W zasadzie ta gra, która zaczęła się między nimi tak niespodziewanie, podobała się jej, w jakiś szalenie nielegalny sposób, wręcz grzeszny było to pociągające. Mówienie o śmierci z jednoczesną, ledwie dostrzegalną nutą flirtu. Czy można było to nazwać w ten sposób? Może teatrzykiem ironii i wzajemnego podpuszczania? Sama nie widziała, ale nie chciała teraz męczyć głowy tymi pytaniami. Po co? Zamiast tego uśmiechnęła się od ucha do ucha, krzyżując ręce na piersi i strzepując popiół, uważając, by nie przypalić lub nie ubrudzić ubrań. Rozmazała butem szary proszek, tworząc smugę na mokrym chodniku.
— Rzekłabym, że nawet bardziej — odparła bezwstydnie, odrzucając włosy. — Czy to już ten moment, kiedy idziemy, kulturalnie wypić nieco więcej ognistej niż planujemy? — zapytała, nie kryjąc złośliwego uśmieszku. Podkręcając grę i sprawdzając, ile może sobie pozwolić. Słuchając dalszej części jego wypowiedzi, przyglądała się papierosowi uwięzionemu w jego palcach i tylko westchnęła. Czy on nie wiedział, że wszystko ma swoje miejsce i czas, że możemy wykorzystać, to co daje nam los, lub zrezygnować, że wszystko było zapisane, ale to my jednocześnie zdecydowaliśmy o ścieżkach, jakimi pójdziemy? Gwiazdy miały swoje przesłanie, karty ostrzeżenia, a on nadal nie wierzył w jego dary. Może była to jej rodowa klątwa, może zwyczajnie chciała w to wierzyć i doszukiwać się znaków, albo się pocieszyć. Szukać innego wyjaśnienia swojej sytuacji i bierności, na którą pozwoliła sobie kilka lat temu, tej niszczącej jej codzienność i ją całą.
— A może to nie szczęście? Może tak zwyczajnie miało być. — Stwierdziła. — Mówiłam ci wiele razy, że przyszłość czasem daje pewne znaki. — Kolejne zaciągnięcie, równie smakowite co poprzednie, bezwstydne spojrzenie w jego oczy.
Przez chwilę pozwoliła, by dym wypływający ze zgrabnych, piękne wyciętych ust towarzysza zawisł między nimi tak samo, jak słowa, które wypowiedział. Cena? Wysoka? Płaciła ją codziennie, budząc się w klatce, z której nawet nie próbowała uciec, pozorna swoboda, którą dostawała, drażniła coraz bardziej. Idealne, baśniowe życie, którego zazdrościli jej ludzie z zewnątrz. Idealna ulica, zielone krzaczki przed pięknymi, lakierowanymi drzwiami ze złotymi kołatkami. Wspaniałe domy, a w środku pod warstwą białej tapety, śmierdzące grzybem i zepsuciem tajemnice. Wypełnione czarną breją nienawiści nie tylko do męża, ale i siebie samej. Kiedy odkryła, że zaczyna z coraz większym obrzydzeniem patrzeć na siebie, zrozumiała, że musi coś z tym zrobić. Jednak rozwód nie wchodził w grę. William na to nie pozwoli. Nie zgodzi się na taką skazę na swoim wizerunku, wiedziała, że albo zostanie, albo odejdzie zapakowana w drewnianą skrzynię. Albo ona, albo on. Wybór był prosty i dla niej oczywisty.
— A czy jest zbyt wysoka cena, jaką można zapłacić za wolność? — odpowiedziała pytaniem na pytanie. — Ile można poświęcać samego siebie? Oglądać młode siksy próbujące panoszyć się przed tobą, robić za jedną z tych drogocennych porcelanowych figurek ustawionych nad kominkiem i wyciąganych, gdy przychodzą goście. — Poczuła, jak zaciska szczękę. Nerwowo zaciągnęła się kolejny raz. — Nie ważne ile przyjdzie mi zapłacić. Mogę nawet umrzeć, ale chcę poczuć, że żyję. Nawet jeśli miałby to być jeden dzień, bez kajdan i sznura wokół szyi. Pieniądze nie grają roli, tych mam pod dostatkiem. — Zakończyła swoją wypowiedź, orientując się, że niemal dyszy z wściekłości. Zbyt długo ukrywane uczucia zaczęły znajdować swoje ujście, a to nie było bezpieczne. Nie lubiła tracić kontroli. Kilka lat małżeństwa jednak coś w niej zmieniły i nie były to zmiany dobre.
— W takim razie, proponujesz mi jakieś niezawodne rozwiązanie problemu? — zapytała. — Może to być na początek szklaneczka czegoś mocniejszego, nie pogardzę.