- Tak jest, ciemność potrafi pochłonąć każdego. Nawet tych, którym wydaje się, że mogą sobie z nią poradzić, że jest to ich miejsce, bo mimo wszystko jest tak rozległa, że mało kto jest w stanie przewidzieć, co dokładnie się tam znajduje. - Yaxley była pewna, że mrok był w stanie pochłonąć każdego, nikt nie mógł się oprzeć coraz głębszej eksploracji, tyle, że później znajdowali się zbyt daleko, aby zawrócić. Nie było światła, które mogłoby ich sprowadzić spowrotem. - Nom, nie spodziewałam się, że będziemy tutaj prowadzić takie filozoficzne dyskusje. - Zaśmiała się trochę nerwowo, aby nieco złagodzić pompatyczną atmosferę.
- U was bywają ich tłumy, podziwiam Cię, że jakoś udaje Ci się ze wszystkimi gawędzić. Jeśli mam być szczera, ja zawsze uciekałam z tych wystawnych bankietów. Najlepiej było zaszyć się gdzieś z butelką whisky i oglądać wszystko z boku, nawet nie wiesz, jakie bywały zabwane niektóre bale. - Bo i ona bywała na tych wszystkich spędach czystokrwistych rodzin, aby nie rozczarowywać swoich najbliższych, chociaż nie do końca jej się to podobało. Może nie do końca kierowała się ich przekonaniami, jednak wiedziała, że musi spełnić pewne oczekiwania, aby nie odcięli jej finansowo. W końcu potrzebowała pieniędzy, aby móc realizować wszystkie swoje plany. Całkiem nieźle jej wychodziło lawirowanie między dwoma światami. Wypracowała to sobie przez lata.
- Myślę, że możesz mieć rację. Zresztą chyba z większością czystokrwistych rodzin jesteśmy spokrewnieni, bliżej lub dalej, chore to jest, ale ta tradycja leży tak głęboko, że nie sądzę iż szybko się to zmieni. - Zwyczajowo bowiem większość czystokrwistych rodów zawierała małżeństwa między sobą.
- Bardzo dobrze, że jesteście podejrzliwi. W czasach w jakich przyszło nam żyć głupotą byłoby ufać wszystkim. - Sama Yaxley zmieniła swoje zwyczaje, choć zawsze była bardzo lekkomyślna. Może nie była az tak ostrożna, jak powinna być, jednak zdarzało jej się zaglądać przez ramię, co jeszcze kilka lat wcześniej nie miałoby racji bytu.
Geraldine niestety była zmuszona do tego, aby nie dzielić się wszystkim ze swoją rodziną. Filtrowała zawsze informacje, które im dostarczała, bo z tyłu głowy miała to, że od tego między innymi zalezy bezpieczeństwo jej przyjaciół. W końcu większość z nich nie była czystej krwi. Czasem się bała, że przyjdą i po nią, właśnie przez to, że nie miała problemu, aby zaakceptować tą małą skazę, bo jej zupełnie obojętne było jaka krew płynęła w ich żyłach w przeciwieństwie do tych, z którymi była spokrewniona. Wiedziała też, że stać ich na okropne rzeczy.
- Wydaje mi się, że dopiero jesteśmy przed całą eskalacją konfliktu. - Miała świadomość, że wiele się może wydarzyć. Musieli jednak się bronić i pokazywać, że nie tak łatwo jest przejąć władzę w tym świecie. Sama Yaxley póki co wolała się oficjalnie nie angażować, nie chciała być łączona jako ta, która wspiera mugolaków, chociaz robiła to od jakiegoś czasu. Bezpieczniej dla niej było, aby pozostała anonimowa.
Wypili razem kolejną kolejkę. Pogawędzili przy tym dalej o trudach życia, bo był to głowny temat poruszany przy tym stole. Gdy skończyła zawartość szklanki postanowiła się zbierać. Erik wyszedł z nią, udało im się dogadać, umowa została zawarta, będzie mu dostarczać potrzebnych składników, kiedy przyjdzie taka potrzeba.