Zauważyła, że spogląda na nią, dostrzegła też entuzjazm w jego głosie, kiedy obdarzyła go komplementem. Najwyraźniej nadal trochę zależało mu na jej opinii, co nawet jej się spodobało. Zastanawiała się, czy wynika to z tego, że jest starsza, że była jego nauczycielką, czy zupełnie z innego powodu z tego, że połączyło ich coś więcej. Wiedziała bowiem, że uczniowie często traktują jej zdanie jako dosyć istotne. Zależało im na jej opinii.
- Naprawdę. - Potwierdziła jeszcze. - Dobrze wiedzieć, że zostało Ci coś po moich lekcjach, jednak nie były takie bezużyteczne. - Pamiętał w końcu jej słowa, jak widać stosował się do rad. Może jednak nie była aż tak słabą nauczycielką, jak się jej wydawało. Chyba wyniósł stamtąd coś więcej niż tylko umiejętność gry na instrumencie. Nawet ją to w pewien dziwny sposób usatysfakcjonowało. Powodowało, że czuła, że to, co robi ma jakiś sens. Skoro on pamiętał, to może i inni mieli podobnie, chociaż nie można nie zauważyć, że traktowała go wyjątkowo. Nie z każdym uczniem bowiem zbliżyła się aż tak bardzo, tak bardzo, że będzie tego żałować zapewne do końca swoich dni. Z początku dyskretne spojrzenia nie do końca odpowiednie, dotyk zupełnie przypadkowy zamieniły się w coś, co nie przystawało. Nie powinna, aż tak dać się ponieść, żałowała tego codziennie. Tym bardziej, że Oleander należał do jednej z tych rodzin, która mogła ją zniszczyć w kilka chwil. To było w tym wszystkim najgorsze. Chwilowe zaspokojenie potrzeby bliskości mogło zrujnować jej życie, starała się z tym pogodzić, przygotowywała się na każdą ewentualność. Wiedziała, że może to do niej wrócić w każdym momencie życia. Nie mogła planować, bo nie miała pojęcia, czego może się po nim spodziewać.
Wydawało jej się, że może czerpać z tego satysfakcję, że ma nad nią władzę. Nie mogła nic z tym zrobić, nie mogła go w żaden sposób wpłynąć na to, co zrobi. Gdyby bowiem to wszystko wyszło na jaw, to on by był tutaj ofiarą. Dlatego też starała się podporządkować. Nie umknęło jej jego niezadowolenie, które spowodowały jej słowa. Poruszyła się wtedy na krześle i próbowała wyprostować jeszcze bardziej, niż była wyprostowana, chociaż właściwie się nie dało. Nie chciała go prowokować, nie chciała mu sprawić przykrości, bo bała się, że będzie to mogło spowodować, że postanowi zdradzić ich tajemnicę. Powinna uważać na słowa, nie wzbudzać w nim żadnych negatywnych emocji, a może uda jej się nadal nie ponieść żadnych konsekwencji. - Masz rację, przepraszam. Trochę niejasno się wyraziłam. - Powinna wybrnąć z tego w delikatny sposób. - Tak, oczywiście, że przyjemną. Nie mogło być inaczej, byłam ciekawa, co u ciebie słychać i jak się masz. - Próbowała się uśmiechnąć, w taki sposób, aby wyglądało to jak najbardziej naturalnie. Nie chciała znowu spowodować u niego zmiany nastroju, zależało jej na tym, aby dać mu odpowiedzi, których oczekiwał, aby to wszystko skończyło się dla niej jak najmniej boleśnie. Musiała mówić to, co chciał usłyszeć, gdyby przyszła taka potrzeba zapewne też robić, to czego będzie oczekiwał. Nawet jeśli działałaby przeciwko sobie, za bardzo się bała, że może chcieć uprzykrzyć jej życie. Stała się trochę niewolnikiem tego młodzieńca, po którym nie do końca wiedziała, czego może się spodziewać.
Nie wiedziała, ile jest prawdy w tym wszystkim, co mówi. Powodowało to u niej lekkie zmieszanie, może faktycznie miała spory wpływ na to, czym miał się teraz zajmować, na jego przyszłość, nie sądziła jednak, że aż taki duży, aby mógł uważać ją za osobę odpowiedzialną za to, czym będzie się aktualnie zajmował. - Zamierzasz żyć z grania? Dobra decyzja. Byłeś chyba najlepszym uczniem jakiego miałam. - Nawet nie było to kłamstwo uważała Croucha za naprawdę utalentowanego, może też nie patrzyła na to zupełnie trzeźwo, jednak jak do tej pory nigdy z żadnym uczniem nie połączyła ją taka więź. Miała wrażenie też, że to przez jego pasję przekroczyła granicę, przestała w nim bowiem widzieć tylko chłopca, a traktowała bardziej jako równego sobie, co było błędem, ale do tego doszła zdecydowanie zbyt późno. - Teraz już wiesz czego chcesz? Odważne słowa. - Spoglądała na niego z ciekawością, bo był taki młody i już potrafił stwierdzić na czym mu zależy. - Możemy uczcić, czego tylko sobie życzysz, jestem tutaj dla ciebie - podkreśliła jeszcze, żeby o tym pamiętał. Sama zaś liczyła na to, że jeszcze moment, jeszcze chwila, będzie mu śpiewać tak, jak jej zagra, a będzie mogła opuścić to miejsce i może mieć spokój na kolejny rok.