Jej obecność tutaj wiązała się z bardzo sprzecznymi uczuciami. Bała się bowiem tego spotkania, nie miała pojęcia, czego powinna się spodziewać. W końcu ustalili, że nie mogą kontynuować znajomości, a on jakby nigdy nic nagle sobie o niej przypomniał. Z drugiej strony pojawiała się ciekawość. Przez rok człowiek mógł się bardzo zmienić, chciała zobaczyć, jak to było u niego. Trochę ze sobą walczyła, żeby nie dać się ponieść ten ostatni raz, aczkolwiek przecież mieli już ostatni raz za sobą. To nie powinno nadal trwać, ustalili to przecież. Nie mogła zrozumieć, co miał w sobie ten gówniarz, że potrafił ją sobie owinąć wokół palca. Mimo wszystko teraz podchodziła do całej sytuacji zdecydowanie z większym dystansem, widać była, że jej myśli są chłodne, nie pozwalała sobie na spontaniczne reakcje, przynajmniej próbowała walczyć z tymi odruchami. Nie było to wcale takie proste zważając na to, co ich łączyło.
- Tak, bezużyteczne. To tylko gra, jeden z dodatków do wszystkich innych rzeczy, którymi się zajmujesz. - Przynajmniej dla większości. Uczyła gry na fortepianie w większości dlatego, że rodzice sobie wymyślili, że ich dziecko musi mieć jakieś dodatkowe zajęcie, a to przecież tak ładnie wygląda. Nie było istotne, że kaleczyli strasznie dźwięki, że nie mieli żadnej smykałki do tej czynności, miała ich nauczyć podstaw, aby mogli zaprezentować tę umiejętność przed rodziną. Nie było to coś, czego oczekiwała od tego zawodu, uwłaczało to jej umiejętnościom, miała wrażenie, że zupełnie, czego innego się spodziewała. Niewielu uczniów było takich jak Oleander.
Spoglądała nań uważnie, wracały do niej wspomnienia związane z tymi lekcjami. Miała ich naprawdę sporo, w końcu nie był to jeden rok. Jego rodzice płacili jej za to, żeby go uczyła przez kilka lat, starała się wykorzystać ten czas jak najbardziej efektywnie, chyba nawet za bardzo, bo udało im się nawet zajmować rzeczami innymi od muzyki. Na samą myśl o tym wszystkim zimny dreszcz przechodził jej po ramionach. - Przecież zawsze doceniałam to, co wartościowe. - Sięgnęła dłonią po kieliszek, jednak zawahała się przez moment. Czy powinna pić? Alkohol mógł spowodować, że przestanie panować nad swoimi emocjami, nie do końca wiedziała w którą stronę może zostać kierowane jej zachowanie jeśli poczuje się zbyt lekko. Uniosła go w ramach toastu, a następnie przysunęła szkło do ust i jedynie delikatnie zanurzyła je w trunku. Nie powinna pić.
Dostrzegła, że on postępował wręcz przeciwnie. Szybko wypił całą zawartość kieliszka. Cóż, takiego go pamiętała, zawsze działał szybko, nie przejmował się tym, co wypada. Chciał więcej. Może właśnie też to jej się w nim podobało. Bogaty gnojek, który mógł dostać wszystko, co mu się tylko podobało. Ona nigdy nie miała takiej możliwości. Sama zresztą padła ofiarą jego uroku, miała wrażenie, że działa nie tylko na nią. Sporo mu byli w stanie wybaczyć.
- Naprawdę? Pierwsze słyszę, skąd posiadasz takie informacje? - Rhiannon nadal była wyprostowana niczym struna, ani drgnęła odkąd się znalazła przy tym stoliku. Bawił się nią. Czuła to, chciał sprawdzić na ile może sobie pozwolić, najgorsze w tym wszystkim było to, że nie miała pojęcia, jak zareaguje na wyznaczanie granic, czy się zdenerwuje? Wykorzysta swoja przewagę? Ciężko jej było ocenić. Wydawało jej się, że mógłby, w końcu zaprosił ją tutaj mimo tego, że nie mieli mieć już ze sobą nic wspólnego, dlaczego więc nie miałby próbować innych rzeczy? Była przegrana w tej sytuacji i bardzo dobrze zdawała sobie z tego sprawę.
Ta świadomość spowodowała, że przesunęła ponownie szkło do ust, tym razem upiła z kieliszka większy łyk szampana. - Niby taka mała rzecz, jednak gdyby się miała sprawdzić, to możnaby nieco żałować. Siedem lat to szmat czasu, nie sądzisz? - Nie odrywała mimo wszystko spojrzenia od jego oczu. Były intensywnie zielone - takie zapamiętała, aczkolwiek zdawała sobie sprawę z tego, jaką umiejętność posiadał. Dane jej było zauważyć kilka razy, jak kolor tęczówek zmienia mu się pod wpływem emocji, jak na razie widać było więc, że panuje nad sobą, a cała sytuacja nie sprawia mu żadnego dyskomfortu.
Wsłuchiwała się w to, o czym jej opowiadał. Dumna nawet była z tego, że postanowił kierować się ścieżką w pewien sposób wykreowaną przez nią, to ona uczyła go grać. Tak się składało, że dla samej Pettigrew był to raczej dodatek do życia, a on zamierzał zajmować się tym na co dzień. - Nie wiem, czy nie doszliśmy do sytuacji, w której to uczeń przerósł mistrza. Dobrze wiedzieć, że myślisz o tym w ten sposób, to miód na moje serce. - Była szczera, dopiero teraz dopiła szampana do końca. Trudno jej było panować nad swoim zachowaniem, szczególnie, że on znał ją na tyle, aby dotknąć odpowiednich miejsc jej duszy i nie tylko. Wiedział, jak sprawić jej przyjemność.
Uśmiechnęła się pierwszy raz zupełnie spontanicznie. Czytała o tym, co zrobił, rozbawiło ją to przeogromnie, bo wiedziała, że nikt inny raczej nie pozwoliłby sobie na taki komentarz. - Jak to było? - Próbowała sobie przypomnieć słowa, które przeczytała. Na jej twarzy mógł dostrzec skupienie. - Połknęła zbyt wiele dzieci i dlatego wszystko, co wychodzi z jej ust brzmi tak dziecinnie, miałam się ciebie zapytać, czy to prawda, czy plotka, chociaż skłaniałam się ku temu, że jednak prawda. - Bo znała go na tyle, że potrafiła stwierdzić, że mógł się odezwać dokładnie w ten sposób. - Przynajmniej ojca masz z głowy, teraz chyba nie będzie się mieszał w to, czym chcesz się zajmowac. - Skomentowała jeszcze, chociaż nie do końca wiedziała, jak to tam działa u tych wysoko postawionych. Rodzice często chcieli mieć wpływ na to, jak wygląda życie ich dzieci, trochę dramatyczne to było zważając na to, że podejmowali oni decyzje o tym, czym mają zajmować się w przyszłości, czy z kim zawierać małżeństwa. Przerażało ją to zawsze.
Kolejne pytanie przez niego zadane spowodowało, że zamilkła przez chwilę. Gdzie by była? Zapewne w domu, z książką w ręku. Pettigrew nie spędzała czasu w jakiś wyjątkowy sposób. Była przecież zwykłą nauczycielką, szarym człowiekiem klasy średniej, który próbował jakoś przeżyć w czasie konfliktu, który zaczął eskalować. Nie była osobą mile widzianą w czarodziejskim świecie. Krew jej rodziny nie była idealna. Dlatego też Rhii nie kusiła losu i większość czasu spędzała głownie w pracy i w domu, czasem zdarzyło jej się grać wieczorami w kilku kawiarniach i to by było na tyle. - Nie byłoby to żadne specjalne miejsce Oleander, ostatnio bardziej wegetuję niżeli żyję. - Jakby nie chciała mu dać odpowiedzi na to pytanie, bo samą ją ona nie satysfakcjonowała.