28.05.2023, 12:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.07.2024, 10:52 przez Mirabella Plunkett.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
Rozliczono - Sebastian Macmillan - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Rozliczono - Sebastian Macmillan - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Brenna Longbottom przemierzała korytarze Ministerstwa, jak zwykle tutaj – odziana w mundur Brygadzistki (i niemal jak zawsze: bez płaszcza oraz marynarki, które leżały zapomniane w Biurze Brygady). Pod pachą niosła wypchaną teczkę, dotyczącą pewnej pozornie bardzo prostej sprawy, która w ostatecznym rozrachunku okazała się cholernie, cholernie trudna. I zmusiła ją do przesłania jakiś czas temu liściku do jednego z ministerialnych egzorcystów, z prośbą o spotkanie oraz konsultację terenową, dotyczącą możliwości opętania.
Jonathan Rose został oskarżony o złamanie zasad kodeksu tajności i atak na mugola, co gorsza – przeprowadzony na oczach jeszcze innych dwóch mugoli. Wprawdzie całą sprawę udało się szybko zamieść pod dywan, uzdrowiciel zdjął zaklęcia z zaatakowanego, a dwie inne osoby rzuciły kilka obliviate, ale za coś takiego Rose’a czekała rozprawa oraz przynajmniej miesiąc – dwa w Azkabanie. (Brenna mu tego nie zazdrościła, ale taka kara mogła go zniechęcić do kolejnych wybryków.) Zebrane dowody były właściwie niepodważalne i mogliby dokonać już aresztowania, ale…
No właśnie. Ale.
Po pierwsze, Rose od strony matki był spokrewniony z Abbottami, a była to rodzina majętna oraz wpływowa i jego ciotka zaczęła interweniować w Ministerstwie, nalegając na dokładne zbadanie sprawy.
Po drugie, zarówno zeznania ciotki, jak i sąsiadów, oraz wreszcie próba przesłuchania pana Jonathana przez Brennę, wskazywały na to, że z panem Jonathanem Rose „coś jest nie tak”. Na przykład, z niewiadomych powodów, nagle zaczął mówić w staroangielskim, używając akcentu i słów, które prawdopodobnie były normą jakiś tysiąc lat temu. (Prawdopodobnie – bo Brenna nie chodziła po świecie tysiąc lat temu i mogła tylko stwierdzić, że „pan Rose bardzo dziwnie się wyraża”. ) Nosił szaty o bardzo staroświeckim kroju – Brenna widziała takie na rycinie przedstawiającej założycieli Hogwartu, więc tak, zdecydowanie coś sprzed bardzo, bardzo wielu lat… Przejawiał wyjątkową nienawiść wobec mugoli i nie dało się z nim normalnie rozmawiać, chociaż dotąd uchodził za mężczyznę raczej spokojnego, a co jeszcze dziwniejsze – jego ojciec był mugolakiem, więc ta nagła niechęć pozostawała trudna do zrozumienia.
Brenna najchętniej na wszelki wypadek zakułaby go w kajdanki i zaciągnęła do aresztu, i tam dokonywała dalszych oględzin, ale tu pojawiał się problem pod postacią po pierwsze, nacisków pani Abbott, po drugie, fakt, że uzdrowiciel upierał się, że mężczyzna może być chory i aresztowanie go będzie „zbyt dużym szokiem”. Niestety, uzdrowiciela z domu szybko wyrzuciła żona Jonathana, krzycząc coś o tym, że jest szarlatanem i robi krzywdę jej ukochanemu...
Pozostawała więc próba ustalenia, czy mieli do czynienia z opętaniem i należało odprawić egzorcyzmy, co potem będzie okolicznością łagodzącą przed sądem, czy mężczyzna jest chory i powinien trafić do Munga, czy też wreszcie po prostu udaje, by uniknąć aresztu i Brenna powinna szybko wrzucić go do celi…
Tak, od tej sprawy coraz bardziej bolała ją głowa.
Zapukała do drzwi, na których wisiała tabliczka z nazwiskiem Macmillana, a potem wsunęła do środka rozczochraną głowę.
- Dzień dobry! – przywitała się, uśmiechając się szeroko na powitanie, jakby przyszła w celach towarzyskich. – Podrzucałam liścik z prośbą o wpisanie mnie do terminarza. Mam kogoś opętanego. Chyba. Ewentualnego szalonego albo chorego. Lub bardzo przebiegłego. To trzeba będzie ustalić.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.