Zaśmiała się delikatnie, niewymuszenie, lekko ironicznie. Jego słowa były aż nadto pasujące do jej planu, uznała więc, że musi mieć nieco bardziej na oku mężczyznę. Wszak, jeśli coś układa się zbyt dobrze to albo jest to naprawdę duży uśmiech losu, albo wierutne kłamstwo.
Co do jego pojawienia się w takich miejscach, fakt miał rację. Może i nie miała nosa tropiciela, skrupulatnie analizującego każdy krok człowieka, nawet mimo pewnych talentów, które przejawiała i ciężko było odgadnąć, gdzie przebywa. Jeśli zaś chodzi o jego słowa na temat mugoli, nie zdziwiła się. Zrobiłby to, gdyby było inaczej. Ona raczej się stawała obojętnością co do tego świata i jego ludzi. Czy jednak gdzieś z tyłu głowy nie kryło się współczucie, podparte szyderstwem z powodu pewnych ich braków w sztukach magicznych?
— Typowy wąż — skomentowała jego słowa i upiła kolejny łyk i odstawiła szklankę.
Zaskoczył ją gwałtowny ruch. Mocny chwyt wokół jej nadgarstka, silne pociągnięcie w jego stronę. Zszokowana w pierwszej chwili spojrzała na niego wielkimi oczami. Druga dłoń powędrowała do kieszeni i zacisnęła się na eleganckiej rękojeści. Pojawiła się tylko jedna myśl — jakim zaklęciem go ugodzić? Jednak odruch ten został zakryty przez dziwne mrowienie przebiegające po jej plecach i kumulujące się w podbrzuszu. Zapach papierosów, alkoholu i perfum mężczyzny zawirował w jej nozdrzach. Kusząca, zniewalająca zmysły mieszanka, zmuszająca do patrzenia na jego usta. Spiła z nich każde ociekające jadem słowo. Powinny wbić się w nią, niczym gwoździe, bezlitośnie przyszpilając ją do ściany bezradności, strachu i skruszenia. Jednak żadnego z nich nie było w niej. Może miała psychopatyczne zapędy po swojej matce, spaczenie wyniesione z jej wychowania, ale teraz działało to na jej korzyść. Mroczny uśmiech kolejny raz wyrysował się na jej twarzy. Nie wiedziała, na co liczył mężczyzna, ale lęku i płaczu nie zobaczy, nie kiedy już zdecydowała. Kiedy przekroczyła granicę fantazji i przeniosła ją do realnego świata.
Nieśpiesznie uniosła wzrok z jego ust na oczy i pozwoliła sobie przez chwilę utonąć w nieokiełznanym błękicie. Nie uśmiechała się już, a samo jej spojrzenie przybrało dziwny wyraz. Niczym u drapieżnika szykującego się do ataku. Oblizała dolną wargę, a następnie ją przygryzła. Nachyliła się jeszcze bardziej, niemal ocierając się swoim policzkiem o jego policzek. Czuła jak jego zarost muska jej skórę.
— Mogę ci wymienić kilka argumentów przemawiających za tym, że tego nie zrobisz Borgin. — Szepnęła, specjalnie przeciągając ostatnie sylaby, by poczuł ciepły, delikatny oddech na płatku ucha. Chciał grać, więc teraz zagra wedle swoich własnych zasad. Z boku pewnie wyglądali jak mizdrząca się do siebie parka, ale kto by o to dbał, w sumie spodobała się jej ta myśl. Nikt znajomy przecież ich nie zobaczy. Odsunęła się nieco i ponownie spojrzała na niego spod ciemnych rzęs.
— Po pierwsze. Oboje dobrze wiemy, że nie zapłaci ci więcej niż ja. — Kontynuowała swój szept. Wyjęła wolną dłoń z kieszeni i zaczęła jeździć palcem po brzegu szklanki. — Po drugie. Pójdziesz tam i co? Wydasz na siebie wyrok. Będzie czekał z zabiciem mnie, a twoją głowę poda mi na srebrnej tacy, by była to ostatnia rzecz, jaką zobaczę. Nie pozwoli ci żyć z wiedzą, że jego własna żona chce się go pozbyć. — Westchnęła. Jej mąż był jak bawiący się ofiarą kot. Cieszyło go jej cierpienie, póki mógł, dręczył. Z nią byłoby tak samo. Rozejrzała się po pomieszczeniu. Barman czyścił właśnie jakieś szkło, odwrócony do nich plecami. Inny gość, ledwo siedział przy swoim stoliku, lecz on również był tłem do nich. Chyba alkohol zaczął działać i zdjął pewne ograniczenia albo to lodowate spojrzenie ją prowokowało do takich zachowań. Smukła dłoń ze szklanki, równie gwałtownie co jego wcześniej, powędrowała na jego kark, przyciągając go do niej. Teraz już jej wargi, bezwstydnie i specjalnie muskały jego ucho.
— Po trzecie. Gdybyś chciał to zrobić, nie piłbyś teraz ze mną i już dawno polazł do niego niczym wierny piesek, ale nie oszukujmy się. Nie jesteś ani wierny, ani żaden z ciebie słodki piesek. Dobrze wiesz, że u mnie uzyskasz więcej. Zdecydowanie więcej. — Ostatnie zdanie wypowiedziała jeszcze ciszej. Następnie zabrała dłoń z karku i na koniec muskając go jeszcze opuszkami palców. Niby przypadkiem, niespecjalnie, ale chyba oboje wiedzieli, że była to część tej dziwnej, chorej gierki.
Pociągnęła łyk alkoholu, nawilżyła spierzchnięte wargi. Odstawiła szklankę i położyła dłoń na jego ręce nadal trzymającej jej nadgarstek.
— Tak w ogóle szanowny panie, wolę kupić dobrą książkę i porządny alkohol niż kolejną szmatę ku uciesze publiki— kręcąc palcem kółeczka na wierzchu jego dłoni, zadała pytanie. — Może jednak to ja sobie z tobą pogrywam co? — Odbiła piłeczkę. Jednak jej ton był podszyty raczej tonem nęcącej prowokacji. Nieśpiesznie, patrząc mu głęboko w oczy, zabrała swoją dłoń z jego dłoni, lecz nie wyrwała tej, którą trzymał. Przeniosła swoją uwagę na szklankę, której zawartość zaczęła sączyć powoli z pozornym wyrazem obojętności na twarzy.