Pokiwał tylko przecząco na słowa Ezechiela - John, John, John... - powtórzył jego imię, a raczej ksywkę kilkukrotnie, a następnie zabrał się za robotę sam. Podszedł krok bliżej w kierunku stosu, rozglądając się wokół aby mieć pewność, że nikt nie przeoczy tak pięknej ceremonii. Większość grupy, o ile nie była martwa, nie była w stanie się ruszyć albo przedsięwziąć żadnej interakcji przeciwko nim. Kilku było nadal pod wpływem specyfików, które podał im Austriak - No to Paul. Raz jeszcze, wszystkiego najlepszego z okazji Twoich ostatnich urodzin. Pomyśl życzenie, chociaż świeczki i tak nie będzie w stanie zdmuchnąć - zaśmiał się widząc w jakim stanie znajdował się aktualnie solenizant. Nie czekając ani chwili dłużej, wymówił krótką inkantację aby sprawnym ruchem różdżki wyczarować mały pilar ognia w miejscu ułożonej sterty.
Kolejne płomienie łapczywie atakowały połamany drewniany stolik, który zajmował się w ekspresowym tempie. Zanim Stanley zdążył się cofnąć do Ezechiela, cały stos już płonął, znacząco podnosząc temperaturę w pomieszczeniu, powoli przenosząc się na okoliczne szafki i ludzi - Ahh.... Czujesz to? - zapytał się Johna, rozkoszując się zaistniałym zapachem - To zapach dobrze wykonanej roboty - wytłumaczył mu w akompaniamencie krzyków i lamentów, jeszcze żyjących mugolaków, którzy zdawali się błagać o pomoc kogokolwiek. To był ich pechowy dzień. Los tak niestety chciał i dzisiaj przyszła na nich kolej.
Borgin ruszył w kierunku drzwi aby tym razem już na poważnie opuścić to domostwo, ponieważ ogień buchał już niemiłosiernie w ich kierunku, pochłaniając cały salon w tym śmiercionośnym żywiole. Chwycił za klamkę, otworzył drzwi, a następnie wyszedł powolnym krokiem na zewnątrz, nie spoglądając nawet za siebie jakby to był dla niego chleb powszedni. Za nim pozostał tylko dźwięk trzaskanego szkła oraz drewna, które pod wpływem temperatury nie było w stanie dłużej wytrzymać. Płomienie zajęły już cały parter o czym świadczyła jasność, która nastała w tych pomieszczeniach.
Wyszedł za furtkę i dopiero wtedy się odwrócił aby przez krótką chwilę napawać się tym widokiem. Może chciał się upewnić, że nikt z zebranych gości nie ucieknie? Chociaż czy byli w stanie zrobić cokolwiek niż modlić się o to aby śmierć była szybka i bezbolesna? - No John... Dobra robota jak zwykle. Nic tu dłużej po nas - poklepał Ezechiela po plecach, ruszając w głąb lasu. Misja zakończona sukcesem. Kilku mniej mugolaków na drodze do nowego porządku świata. Gdyby tylko wszystkie ataki szły tak łatwo i sprawnie jak ten, to Czarny Pan przejąłby władze bardzo szybko.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972