29.05.2023, 12:16 ✶
Nie było przypadkiem, że Brenna znalazła się tuż przed zmierzchem na Pokątnej. Ani to, że była akurat w podobnej lokacji, co Nora. Mianowicie panna Longbottom po pracy zmierzała po prostu w stronę Nory Nory. (Wprawdzie obiecała bratu, że nie będzie wydawać w kwietniu pieniędzy na słodkości dla siebie, ale nie obejmowało to przecież ciemnej kawy, poza mogła po prostu pomóc trochę Norze i przy okazji poplotkować.) Wciąż miała na sobie mundur Brygadzistki. Ot… kawiarni nie zaszkodzi, jeśli ludzie będą wiedzieli, że czasem kręci się tam ktoś z Departamentu, na takie lokale trochę mniej chętnie napadano i mniej chętnie urządzano w nich burdy.
Dostrzegła nawet pośród tłumu – rzednącego powoli, bo w tych niespokojnych czasach ludzie starali się wracać do domu przed zmrokiem – sylwetkę panny Figg, obarczonej zakupami. Brenna przyspieszyła nieco, chcąc do niej dotrzeć, by jej z tym wszystkim pomóc, kiedy najpierw Nora z kimś się zderzyła, a potem…
Na okrzyk „złodziej” Brenna zareagowała instynktownie. Obróciła się gwałtownie na pięcie, śmigając ku alejce, do której kierował się chłopak, który okradł Norę, zdecydowana nie pozwolić mu pobiec na Nokturn. Wpadła na niego z impetem, a że była od złodziejaszka wyższa i silniejsza, w efekcie ten przewrócił się, wypuszczając z rąk torebkę Nory. Znajdowali się teraz może kilkanaście metrów od panny Figg.
- EJ! Tak nie wolno! – wrzasnął chłopak pełen oburzenia, jakby oto przewrócono go na ziemię bez żadnego powodu, gdy on grzecznie szedł, jak przykładny obywatel. Brenna dopadła do leżącego na ziemi dzieciaka w samą porę, by schwycić go za nadgarstek, kiedy już – już sięgał po różdżkę.
– Nie pogarszaj swojej sytuacji i… Edgar?!
– O nie – jęknął chłopak, obracając głowę, by spojrzeć na Brennę. Był młody, ledwie ukończył Hogwart. Mimo dorosłego wieku wciąż niski, raczej przeciętnej postury. Na nosie miał okulary w grubych oprawkach. I… tak, dla Brenny był znajomy. – To prześladowanie! Prześladowanie niewinnego obywatela! Złożę na ciebie skargę!
– Już to słyszałam – warknęła Brenna, wolną ręką wyrywając mu z kieszeni różdżkę. – Jesteś bardzo niewinny. A ta torebka to tak, bo ci pasowała do stroju?
– Eee… to torebka mojej babci!!! – wydarł się tak, że było go pewnie słychać na połowie Pokątnej.
Dostrzegła nawet pośród tłumu – rzednącego powoli, bo w tych niespokojnych czasach ludzie starali się wracać do domu przed zmrokiem – sylwetkę panny Figg, obarczonej zakupami. Brenna przyspieszyła nieco, chcąc do niej dotrzeć, by jej z tym wszystkim pomóc, kiedy najpierw Nora z kimś się zderzyła, a potem…
Na okrzyk „złodziej” Brenna zareagowała instynktownie. Obróciła się gwałtownie na pięcie, śmigając ku alejce, do której kierował się chłopak, który okradł Norę, zdecydowana nie pozwolić mu pobiec na Nokturn. Wpadła na niego z impetem, a że była od złodziejaszka wyższa i silniejsza, w efekcie ten przewrócił się, wypuszczając z rąk torebkę Nory. Znajdowali się teraz może kilkanaście metrów od panny Figg.
- EJ! Tak nie wolno! – wrzasnął chłopak pełen oburzenia, jakby oto przewrócono go na ziemię bez żadnego powodu, gdy on grzecznie szedł, jak przykładny obywatel. Brenna dopadła do leżącego na ziemi dzieciaka w samą porę, by schwycić go za nadgarstek, kiedy już – już sięgał po różdżkę.
– Nie pogarszaj swojej sytuacji i… Edgar?!
– O nie – jęknął chłopak, obracając głowę, by spojrzeć na Brennę. Był młody, ledwie ukończył Hogwart. Mimo dorosłego wieku wciąż niski, raczej przeciętnej postury. Na nosie miał okulary w grubych oprawkach. I… tak, dla Brenny był znajomy. – To prześladowanie! Prześladowanie niewinnego obywatela! Złożę na ciebie skargę!
– Już to słyszałam – warknęła Brenna, wolną ręką wyrywając mu z kieszeni różdżkę. – Jesteś bardzo niewinny. A ta torebka to tak, bo ci pasowała do stroju?
– Eee… to torebka mojej babci!!! – wydarł się tak, że było go pewnie słychać na połowie Pokątnej.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.