29.05.2023, 12:38 ✶
Edgar, który zaczął szarpać się z Brenną, zamarł, kiedy usłyszał krzyk Nory, a potem rzucił na swoją niedoszłą ofiarę spanikowane spojrzenie. Brenna z kolei nie oderwała wzroku od Edgara, głównie dlatego, że była pewna, że jeżeli straci czujność, ten zacznie coś kombinować.
- Cześć, Nora. Nie wiedziałam, że dorobiłaś się wnuka. Popatrz, Edgar, to właścicielka torebki, czy dalej utrzymujesz, że jest twoją babcią? – rzuciła, po czym dźwignęła się na równe nogi, zmuszając Edgara, by zrobił to samo. Nie zważając na jego okrzyk protestu, skuła mu ręce z tyłu kajdankami. Chłopak jakby trochę oklapł, chyba świadom, że tym razem się nie wywinie. Faktycznie, Brenna nie miała z nim większych problemów. Nawet nie dlatego, że ona sama była tak świetną brygadzistką – on po prostu był bardzo marnym złodziejem. Dość szybkim, ale niezbyt silnym, za mało uważnym, za mało sprytnym.
– Wy się znacie! To spisek. Totalny spisek. Chcecie mnie wrobić – wyjęczał Edgar, na co Brenna potrząsnęła nim lekko.
– Siedź cicho, bo dostaniesz silenco.
– To łamanie moich praw!!!
– Jestem pewna, że znasz je doskonale, skoro odczytywano ci je już dwa razy, ale silenco żadnego z nich nie łamie – westchnęła Brenna, po czym przycisnęła chłopca do ściany i za pomocą zaklęcia opróżniła jego kieszenie. Tak, jak się obawiała, w środku była jedna sakiewka… I tak, dobrze, że jedna.
– Niestety, mieliśmy nieprzyjemność – odpowiedziała Norze, zwracając wreszcie na nią spojrzenie, skoro Edgar miał skrępowane ręce, a w dodatku Brenna przyciskała go do muru. Cieszyła się, że ma na sobie mundur, inaczej sytuacja mogłaby zostać zinterpretowano jako faktycznie znęcanie się nad dzieciakiem… Edgar miał wprawdzie dziewiętnaście lat, ale wyglądał na jakieś siedemnaście. – Złapałam go, kiedy okradł mojego kolegę z pracy. A potem ten kolega złapał go, kiedy okradł kogoś innego…
– Nikogo nie okradłem! Zgubili te portfele!
– A Nora zgubiła torebkę?
– Tak!
– Jaka szkoda, że widziałam, jak ją zabierałeś. Trzecia recydywa, opór przy aresztowaniu i składanie fałszywych zeznań? Bardzo chcesz spędzić pół roku z dementorami? – rzuciła, po czym posłała Norze trochę blady uśmiech. – Torebka cała? I skoro spadłam z nieba, to by mnie czyniło aniołem, i bardzo źle świadczyło o tej nacji… chociaż czekaj, może dobrze, bo mnie stamtąd wyrzucili?
- Cześć, Nora. Nie wiedziałam, że dorobiłaś się wnuka. Popatrz, Edgar, to właścicielka torebki, czy dalej utrzymujesz, że jest twoją babcią? – rzuciła, po czym dźwignęła się na równe nogi, zmuszając Edgara, by zrobił to samo. Nie zważając na jego okrzyk protestu, skuła mu ręce z tyłu kajdankami. Chłopak jakby trochę oklapł, chyba świadom, że tym razem się nie wywinie. Faktycznie, Brenna nie miała z nim większych problemów. Nawet nie dlatego, że ona sama była tak świetną brygadzistką – on po prostu był bardzo marnym złodziejem. Dość szybkim, ale niezbyt silnym, za mało uważnym, za mało sprytnym.
– Wy się znacie! To spisek. Totalny spisek. Chcecie mnie wrobić – wyjęczał Edgar, na co Brenna potrząsnęła nim lekko.
– Siedź cicho, bo dostaniesz silenco.
– To łamanie moich praw!!!
– Jestem pewna, że znasz je doskonale, skoro odczytywano ci je już dwa razy, ale silenco żadnego z nich nie łamie – westchnęła Brenna, po czym przycisnęła chłopca do ściany i za pomocą zaklęcia opróżniła jego kieszenie. Tak, jak się obawiała, w środku była jedna sakiewka… I tak, dobrze, że jedna.
– Niestety, mieliśmy nieprzyjemność – odpowiedziała Norze, zwracając wreszcie na nią spojrzenie, skoro Edgar miał skrępowane ręce, a w dodatku Brenna przyciskała go do muru. Cieszyła się, że ma na sobie mundur, inaczej sytuacja mogłaby zostać zinterpretowano jako faktycznie znęcanie się nad dzieciakiem… Edgar miał wprawdzie dziewiętnaście lat, ale wyglądał na jakieś siedemnaście. – Złapałam go, kiedy okradł mojego kolegę z pracy. A potem ten kolega złapał go, kiedy okradł kogoś innego…
– Nikogo nie okradłem! Zgubili te portfele!
– A Nora zgubiła torebkę?
– Tak!
– Jaka szkoda, że widziałam, jak ją zabierałeś. Trzecia recydywa, opór przy aresztowaniu i składanie fałszywych zeznań? Bardzo chcesz spędzić pół roku z dementorami? – rzuciła, po czym posłała Norze trochę blady uśmiech. – Torebka cała? I skoro spadłam z nieba, to by mnie czyniło aniołem, i bardzo źle świadczyło o tej nacji… chociaż czekaj, może dobrze, bo mnie stamtąd wyrzucili?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.