29.05.2023, 13:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.05.2023, 13:40 przez Brenna Longbottom.)
- Widzisz, Edgar? Chyba coś ci się pomyliło z tą torebką – westchnęła Brenna. – Komu ukradłeś drugą sakiewkę?
– Nikomu nic nie ukradłem!
Merlinie, daj mi cierpliwość, pomyślała Brenna. Spotykała się w swojej pracy z różnymi złodziejami, ale Edgar… zdawał się przekraczać wszystkie granice. Wszystko było winą innych, on nic nie zrobił, nie pojmował, jak może zostać za coś ukarany… Kiedy jednak Nora wspomniała, że zrobiło się jej go szkoda i nawet chciała zaprosić go na darmowe pączki, postanowił zmienić taktykę.
– Potrzebuję pieniędzy na leki dla babci! To nie moja wina, że jestem z biednej rodziny i nie mam żadnych przywilejów! – wykrzyknął, próbując spojrzeć ku Norze. Najwyraźniej po poprzednim spotkaniu zdawał sobie sprawę z tego, że na Brennę to nie podziała. Owszem, może i by rozczuliła się nad losem nastoletniego złodzieja, który próbuje utrzymać rodzinę, gdyby nie przesłuchiwała go przy ostatnim wypadku… I nie wiedziała, że wcale nie kradł tych pieniędzy z troski o babcię.
– Azkaban i tak go czeka – mruknęła Brenna z westchnieniem. – Ostatnio wykpił się najpierw ostrzeżeniem i nocą w areszcie, a potem mandatem, ale tym razem będą pewnie dostanie jakieś dwa tygodnie, niewiele, ale może to go oduczy kradzieży. To już trzeci przypadek, gdy złapano go na gorącym uczynku…
– Nie chcę do Azkabanu! Nie możecie mnie po prostu puścić?! Przecież nic się nie stało! Ona ma tę cholerną torebkę, tak?!
– Jasne, ja cię puszczę, a ty za rogiem okradniesz kolejną osobę – prychnęła Brenna. Może powinna być pod wrażeniem, że Edgar jednak czegoś się nauczył: tym razem nie wybrał na ofiarę kradzieży dużo wyższego i mocniej zbudowanego mężczyzny, a drobną kobietę, w dodatku obładowaną zakupami. Szkoda, że ta nauka, jaką wyciągnął z poprzednich wypadków nie była o tym, że nie powinien dalej kraść. – Nora, nie chcę cię wlec do siedziby Brygady, więc może kiedy już odstawię go do aresztu, przyjdę do kawiarni i wezmę twoje oświadczenie? I tak właśnie się do ciebie wybierałam.
– Zmówiłyście się przeciwko mnie!
– Dobrze, teraz wyrecytuję ci twoje prawa, więc słuchaj uważnie… – zaczęła Brenna, ignorując jego absurdalne oskarżenia i szybko wyrzuciła z siebie tradycyjną formułkę.[/i][/i]
– Nikomu nic nie ukradłem!
Merlinie, daj mi cierpliwość, pomyślała Brenna. Spotykała się w swojej pracy z różnymi złodziejami, ale Edgar… zdawał się przekraczać wszystkie granice. Wszystko było winą innych, on nic nie zrobił, nie pojmował, jak może zostać za coś ukarany… Kiedy jednak Nora wspomniała, że zrobiło się jej go szkoda i nawet chciała zaprosić go na darmowe pączki, postanowił zmienić taktykę.
– Potrzebuję pieniędzy na leki dla babci! To nie moja wina, że jestem z biednej rodziny i nie mam żadnych przywilejów! – wykrzyknął, próbując spojrzeć ku Norze. Najwyraźniej po poprzednim spotkaniu zdawał sobie sprawę z tego, że na Brennę to nie podziała. Owszem, może i by rozczuliła się nad losem nastoletniego złodzieja, który próbuje utrzymać rodzinę, gdyby nie przesłuchiwała go przy ostatnim wypadku… I nie wiedziała, że wcale nie kradł tych pieniędzy z troski o babcię.
– Azkaban i tak go czeka – mruknęła Brenna z westchnieniem. – Ostatnio wykpił się najpierw ostrzeżeniem i nocą w areszcie, a potem mandatem, ale tym razem będą pewnie dostanie jakieś dwa tygodnie, niewiele, ale może to go oduczy kradzieży. To już trzeci przypadek, gdy złapano go na gorącym uczynku…
– Nie chcę do Azkabanu! Nie możecie mnie po prostu puścić?! Przecież nic się nie stało! Ona ma tę cholerną torebkę, tak?!
– Jasne, ja cię puszczę, a ty za rogiem okradniesz kolejną osobę – prychnęła Brenna. Może powinna być pod wrażeniem, że Edgar jednak czegoś się nauczył: tym razem nie wybrał na ofiarę kradzieży dużo wyższego i mocniej zbudowanego mężczyzny, a drobną kobietę, w dodatku obładowaną zakupami. Szkoda, że ta nauka, jaką wyciągnął z poprzednich wypadków nie była o tym, że nie powinien dalej kraść. – Nora, nie chcę cię wlec do siedziby Brygady, więc może kiedy już odstawię go do aresztu, przyjdę do kawiarni i wezmę twoje oświadczenie? I tak właśnie się do ciebie wybierałam.
– Zmówiłyście się przeciwko mnie!
– Dobrze, teraz wyrecytuję ci twoje prawa, więc słuchaj uważnie… – zaczęła Brenna, ignorując jego absurdalne oskarżenia i szybko wyrzuciła z siebie tradycyjną formułkę.[/i][/i]
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.