Jej irytacja rosła z każdą spędzoną w tym miejscu minutą. Była wkurwiona, jeszcze chwila i wybuchnie. Miała bardzi krótki lont, niewiele było trzeba, aby faktycznie mocno się zirytowało. Miało to jednak również swoje plusy. Panna Yaxley dosyć szybko się uspokajała. Jak na razie była jednak jeszcze w fazie przed kumulacją zdenerwowania, więc nie ma co myśleć o tym, kiedy jej przejdzie.
Próbowała pociągnąć nogę, jej ruchy stawały się coraz bardziej nerwowe - przez zdenerwowanie, które ogarnęło całe jej ciało. Jak mogła być tak nieuważna. Ona, potężna łowczyni potworów dała się złapać w pierwszą, lepszą pułapkę. Dobrze, że nikt z jej rodziny tego nie widział. Nie daliby jej pewnie spokoju od tego wspomnienia do do końca życia. Na szczęście była tutaj sama i nikt nie widział tej kompromitacji, chociaż może trochę też żałowała, że nikogo z nią tu nie ma. Mogłaby przynajmniej uzyskać jakoś pomoc z wydostanie się z tego zabezpieczenia.
Była tak zaaferowana próbą wydostania się z tego miejsca, że nie zauważyła kiedy się pojawił. Jako łowczyni powinna mieć wyczulone zmysły, tyle że teraz wszystkie były skupione na tym, żeby jakoś wydostać się z tej nieszczęsnej pułapki. Dopiero kiedy usłyszała głos odwróciła się gwałtownie. Poczuła zażenowanie, jeszcze tego brakowało, żeby ktoś obcy dostrzegł jaka jest nieporadna. Przeliczyła się jednak, jak zawsze mogło być gorzej - kojarzyła mężczyznę który się tutaj pojawił. Nie mogła o nim zapomnieć. Ich ostatnie spotkanie z nim i jego wielkim wężem nie dawało jej spokoju, czuła, że coś z nim jest nie tak. Tyle, że nie potrafiła stwierdzić co. Powodowało to ciekawość, bo jako Yaxley nigdy nie miewała problemów z rozpoznawaniem anomalii które występowały wśród czarodziejów.
- Skąd wiesz, że cudze? - Odkrzyknęła do niego. Cathal mógł dostrzec kuszę w ręce panny Yaxley. Nie podniosła jej jednak do góry. Nie obawiała się go. Przynajmniej jak na razie. Była w gorszej sytuacji niż ostatnio bo musiała trafić na teren należący do niego, tak przynajmniej założyła. - Będziesz się tak gapił zamiast uratować damę w potrzebie? - Powiedziała jeszcze donośnym głosem.
Geraldine poza tą kuszą w ręku wyglądała zwyczajnie - tak jak nosiła się na polowanie. Ubrana była w skórzane spodnie, do tego gruby sweter, na nogach buty, które sięgały jej za kostki. Na ramieniu miała kołczan, w którym znajdowały się bełty do kuszy, Shafiq bez problemu mógł dodać dwa do dwóch i domyślić się, co tutaj robiła jeśli był chociaż odrobinę bystry.