29.05.2023, 21:43 ✶
Brenna rozpromieniła się na widok wielkiego kubka z kawą, który podsunęła jej Nora. Wprawdzie dziś w pracy wypiła już dwie kawy (choć zwykle ograniczała się właśnie do jednej – dwóch dziennie, gdy musiała wstać po zbyt niewielu godzinach snu lub pracowała do bardzo późna), ale biurowa lura była czymś zupełnie innym przepyszna kawa serwowana w kawiarni, a to był bardzo długi dzień.
- Dzięki, ratujesz mi życie – stwierdziła, zgarniając kubek i pośpiesznie upijając łyk nim jeszcze zdążyła zająć miejsce na stołku przy ladzie. Brenna była istotą energiczną, ale zdarzały się dni takie jak ten, gdy napędzały ją w dużej mierze wrodzony upór oraz kofeina. – Och, tylko dużo gadał. Wiesz, że system jest opresyjny, że ja nie rozumiem, jak żyją zwykli ludzie, że ktoś z rodziny czystej krwi… bo ostatnio poznał moje nazwisko… nigdy nie zrozumie doli ciężko pracującego czarodzieja… Tyle że z tego, co wiem, Edgar nie przepracował ani jednego dnia w ciągu ostatniego pół roku. Nawet nie próbował specjalnie się starać, by znaleźć pracę – westchnęła. Doskonale wiedziała, że czasem młodzi czarodzieje mają problem ze znalezieniem zatrudnienia. Najgorzej mieli ci z ubogich, mugolskich rodzin, nie mając ani koneksji, ani pieniędzy na dodatkową edukację, musieli zwykle zadowalać się najgorszymi zawodami – chyba że byli wyjątkowo utalentowani.
Ale Edgar nawet nie próbował.
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, kiedy pojawił się przed nią pączek i spojrzała na przysmak z prawdziwym uczuciem w ciemnych oczach. Gdy go ugryzła, aż westchnęła z zachwytu nad nadzieniem.
– Powinnam częściej się tu kręcić i zapobiegać przestępstwom, skoro taka jest nagroda… W każdym razie… – Brenna wyciągnęła z niewielkiego plecaka zwitek papierów i stuknęła w niego różdżką. – Uzupełniłam już twoje dane. Potrzebuję tylko krótkiego oświadczenia, co dokładnie się stało i formalności mamy załatwione. Mab już śpi? – spytała, rozglądając się jeszcze, czy w kawiarni jest Salem, i czy nie ma tylu klientów, że zawracanie głowy Norze mogłoby stać się problemem.
- Dzięki, ratujesz mi życie – stwierdziła, zgarniając kubek i pośpiesznie upijając łyk nim jeszcze zdążyła zająć miejsce na stołku przy ladzie. Brenna była istotą energiczną, ale zdarzały się dni takie jak ten, gdy napędzały ją w dużej mierze wrodzony upór oraz kofeina. – Och, tylko dużo gadał. Wiesz, że system jest opresyjny, że ja nie rozumiem, jak żyją zwykli ludzie, że ktoś z rodziny czystej krwi… bo ostatnio poznał moje nazwisko… nigdy nie zrozumie doli ciężko pracującego czarodzieja… Tyle że z tego, co wiem, Edgar nie przepracował ani jednego dnia w ciągu ostatniego pół roku. Nawet nie próbował specjalnie się starać, by znaleźć pracę – westchnęła. Doskonale wiedziała, że czasem młodzi czarodzieje mają problem ze znalezieniem zatrudnienia. Najgorzej mieli ci z ubogich, mugolskich rodzin, nie mając ani koneksji, ani pieniędzy na dodatkową edukację, musieli zwykle zadowalać się najgorszymi zawodami – chyba że byli wyjątkowo utalentowani.
Ale Edgar nawet nie próbował.
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, kiedy pojawił się przed nią pączek i spojrzała na przysmak z prawdziwym uczuciem w ciemnych oczach. Gdy go ugryzła, aż westchnęła z zachwytu nad nadzieniem.
– Powinnam częściej się tu kręcić i zapobiegać przestępstwom, skoro taka jest nagroda… W każdym razie… – Brenna wyciągnęła z niewielkiego plecaka zwitek papierów i stuknęła w niego różdżką. – Uzupełniłam już twoje dane. Potrzebuję tylko krótkiego oświadczenia, co dokładnie się stało i formalności mamy załatwione. Mab już śpi? – spytała, rozglądając się jeszcze, czy w kawiarni jest Salem, i czy nie ma tylu klientów, że zawracanie głowy Norze mogłoby stać się problemem.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.