Corvus był nie zawodny - działał niczym szwajcarski zegarek. Nic więc dziwnego, że pojawił się na miejscu idealnie o czasie. Nie mógł tego powiedzieć o reszcie Śmierciożerców z którymi mieli dzisiaj szerzyć dobre imię Czarnego Pana. Ich spóźnienie było jednak w akceptowalnych przez Borgina ramach, więc nie miał zamiaru robić im żadnego kazania odnośnie tego tematu.
Pokiwał z uznaniem na słowa najniższej osoby z ich grupy, ponieważ miała całkowitą rację. Nawet jeżeli byłaby ich tutaj dwudziestka czy trzydziestka, to i tak zapewne nie byliby w stanie przeczesać całego lasu gdyby ich ofiary się rozpierzchły - ten był po prostu za wielki. Już nie rozchodziło się nawet o sam mord, a o coś więcej. Znak, przesłanie czy inną wiadomość dla społeczeństwa, które miało zrozumieć, że już nikt, nigdy nie będzie bezpieczny. A każdy powinien obawiać się każdego. No bo skąd można wiedzieć, że przechodzień obok nie jest jednym z popleczników Czarnego Pana?
- Dużo osób już się bawi - odpowiedział, zerkając przez swoje ramie w kierunku światła przebijającego się z oddali. Zobaczył jak zza jednego z drzew wyłaniała się jakaś para gołąbeczków - wielce zakochanych zagubionych, którzy liczyli pewnie na chwilę prywatności aby mogli oddać się uciechom pod gołym niebem. Pech jednak chciał aby zamiast euforii, odnaleźli grupę zamaskowanych ludzi, którzy właśnie zbierali się do wyruszenia na łowy - Mam nawet naszą pierwszą ofiarę, także zapraszam do roboty - oznajmił swoim towarzyszom, a następnie sięgnął po różdżkę, która wyciągnął spod płaszcza. Nie czekając ani chwili dłużej, ruszył przed siebie, prosto w kierunku dwójki niczego nie świadomych ofiar.
- Inkarszerus! - wykrzyczał inkantację, wykonując odpowiedni gest swoim orężem, a mężczyzna, który jeszcze kilka sekund temu trzymał swoją wybrankę za rękę, nadal to robił. Formuła wypowiedziana przez Vulturisa była nie do końca poprawną, nic więc dziwnego, że to on sam został spętany, a moment później stoczył się z górki na dół. Nie dało się tego nie usłyszeć, zwłaszcza jak Borgin przeklął zaistniałą sytuację. Stojąca kilkanaście metrów od niego kobieta, widząc całą sytuację, podeszła o trzy kroki aby udzielić mu potrzebnej pomocy. Biedaczka pewnie myślała, że to któryś z imprezowiczów się potknął, a prawda okazała się z gołą inna o czym miała się za chwilę przekonać.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972