Nadal się szamotała, bo nie do końca odpowiadało jej to, że została tak wystawiona na ewentualne ataki. O Shafiqu nie wiedziała przecież zbyt wiele. Nie miała pojęcia, jakie mógł mieć intencje. Irytacja rosła. Tym bardziej, że wcale nie spieszył się, aby jej pomóc.
- Ranisz moje serce. Nie wiem, jak się po tym pozbieram. Jestem przecież najprawdziwszą damą z krwi i kości. Szkoda, że nie można już spotkać prawdziwych książąt na białych koniach. - Skrzyżowała sobie ręce na piersiach i przyglądała mu się uważnie. Przestała walczyć z zabezpieczeniem, wiedziała, że nic więcej nie wskóra własnymi siłami. Nie miała szans z tymi magicznymi pułapkami. Wkurzyło ją to, miała ochotę coś kopnąć, no ale nie mogła za bardzo korzystać z kończyn więc w głowie sobie zwizualizowała jak się zamachuje i kopie wyimaginowane drzewo, czy coś.
- Będziemy tak tu stali i gawędzili? - Zapytała jeszcze, bo była to dla niej niekomfortowa sytuacja. Zdecydowanie wolałaby mieć możliwość ruszenia się z miejsca. Nie znosiła ograniczeń, dlatego też ta sytuacja tak bardzo podniosła jej ciśnienie.
- Nie zauważyłam. - Odparła krótko, chociaż nawet jakby dostrzegła je wcześniej to pewnie by się tym nie przejęła. Gdy ruszała w pogoń za zwierzyną liczyło się dla niej tylko to, aby złapać bestię. Nie jakieś tabliczki.
- Nie zdążyłam ich przeczytać, spieszyłam się. - Dodała jeszcze, żeby wytłumaczyć swoje zachowanie tak w skórcie, chociaż nie uważała, że powinna się przed nim usprawiedliwiać. - To miejsce to jakaś twoja własność? - Ciekawa była, czy dlatego właśnie się tu pojawił, bo okolica należała do niego.- Nie chciałam tu trafić, jakby coś. - Postanowiła jeszcze się odezwać, miała wrażenie, że może sobie pomyśleć, że zjawiła się tutaj z jakiegoś konkretnego powodu. Skoro było tu tyle dziwnych tabliczek możliwe, że bardzo nie chciał, aby ktoś się tutaj znalazł. Tylko dlaczego? Co mógł tutaj ukrywać. Wiele pytań pojawiło się w głowie panny Yaxley. Nie sądziła jednak, że szybko uzyska na nie odpowiedzi.