30.05.2023, 12:48 ✶
Brenna kojarzyła Sebastiana, ale tylko mgliście i głównie dlatego, że zwracała pilną uwagę na otoczenie. Już za czasów Hogwartu umiała wymienić nazwiska, imiona i Domy większości uczniów, studiujących razem z nią, a potem, kiedy zaczęła pracować w Brygadzie, stało się to bardziej świadomym i celowym nawykiem. On miał wszelkie prawo jej nie pamiętać… i może dobrze, bo jeszcze zaryglowałby drzwi, skoro właśnie umierał na przeziębienie, a Brenna przecież nie przyszła tutaj, by tylko spytać, co on o tym myśli.
- Jeremiah Rose. I Brenna Longbottom. On jest opętany, a ja jestem Brenna, tak dla jasności – stwierdziła, odsuwając sobie krzesło, by przysiąść po drugiej stronie biurka. Dość cierpliwie poczekała aż Sebastian znajdzie w szufladzie właściwe papiery i nawet wytrzymała w milczeniu całą minutę, pozwalając mu na nie zerknąć.
– Tak, to ten. I byłam tam z lekarzem, który nie stwierdził żadnych nieprawidłowości fizycznych, ale dalsza część konsultacji poszła trochę… no źle. Jonathan zaczął krzyczeć coś o tym, że nie mamy pojęcia, z kim mamy do czynienia i powinniśmy się oddalić, zanim spadnie na nas jego gniew. To znaczy, tak mi się wydaje, że właśnie to krzyczał, bo używał wielu słów w rodzaju „azaliż” i mówiąc szczerze, nie bardzo go rozumiałam. A wtedy jego żona najwyraźniej uznała, że krzywdzimy jej męża i pokazała nam drzwi – wyrecytowała Brenna. Pominęła ten moment, w którym Jonathan rzucał w uzdrowiciela rzeczami, ona go osłaniała, a sam uzdrowiciel krzyczał, żeby nie robiła krzywdy pacjentowi, chociaż – jako żywo – nawet go nie dotknęła, tylko próbowała odpychać lampę, książki i filiżanki, lecące w ich stronę. – I tu natykamy się na ten problem, że aby uzyskać pełną konsultację w takich warunkach, powinniśmy przenieść go do Munga albo Lecznicy Dusz. Nie ma możliwości sprawdzenia wszystkiego w warunkach domowych. Nie mogę go jednak przenieść do Munga albo Lecznicy Dusz, jeżeli jest opętany, bo stwarzałby zagrożenie dla lekarzy… Nie wspominając o tym, że jeżeli nie jest opętany i nie jest chory, powinien trafić do aresztu i to bardzo szybko. Zaatakował mugola i to dość brutalnie. Zdaje się obecnie ich szczerze nienawidzić, chociaż jak wynika z relacji jego rodziny i przyjaciół, jeszcze dwa tygodnie temu nie miał nic przeciwko nim. Więc tak, to nie może czekać.
Tu Brenna uniosła jedną z dłoni i zaczęła odginać kolejne palce.
– Nagła zmiana zachowania, zupełnie inny sposób wyrażania się, problemy ze współczesnym angielskim, wysoki stopień agresji, dziwnie duża siła fizyczna… – Wśród rzuconych w nią przedmiotów znalazł się stół. Wyglądał na ciężki, a pan Rose był raczej mężczyzną drobnej postury. – Nierozpoznawanie znajomych i tak dalej… Albo kompletnie ześwirował, albo udaje, żeby uniknąć odsiadki, albo został opętany. Chciałabym wykluczyć chociaż jedną z tych trzech możliwości.
A najprościej było sprawdzić, czy nie siedzi w nim jakiś złośliwy duch. Egzorcysta powinien być w stanie to stwierdzić bez dziesięciu sesji w gabinecie magipsychiatry. Zwłaszcza, że całkiem niedawno mieli Beltane, co wskazywało na możliwość opętania…
- Jeremiah Rose. I Brenna Longbottom. On jest opętany, a ja jestem Brenna, tak dla jasności – stwierdziła, odsuwając sobie krzesło, by przysiąść po drugiej stronie biurka. Dość cierpliwie poczekała aż Sebastian znajdzie w szufladzie właściwe papiery i nawet wytrzymała w milczeniu całą minutę, pozwalając mu na nie zerknąć.
– Tak, to ten. I byłam tam z lekarzem, który nie stwierdził żadnych nieprawidłowości fizycznych, ale dalsza część konsultacji poszła trochę… no źle. Jonathan zaczął krzyczeć coś o tym, że nie mamy pojęcia, z kim mamy do czynienia i powinniśmy się oddalić, zanim spadnie na nas jego gniew. To znaczy, tak mi się wydaje, że właśnie to krzyczał, bo używał wielu słów w rodzaju „azaliż” i mówiąc szczerze, nie bardzo go rozumiałam. A wtedy jego żona najwyraźniej uznała, że krzywdzimy jej męża i pokazała nam drzwi – wyrecytowała Brenna. Pominęła ten moment, w którym Jonathan rzucał w uzdrowiciela rzeczami, ona go osłaniała, a sam uzdrowiciel krzyczał, żeby nie robiła krzywdy pacjentowi, chociaż – jako żywo – nawet go nie dotknęła, tylko próbowała odpychać lampę, książki i filiżanki, lecące w ich stronę. – I tu natykamy się na ten problem, że aby uzyskać pełną konsultację w takich warunkach, powinniśmy przenieść go do Munga albo Lecznicy Dusz. Nie ma możliwości sprawdzenia wszystkiego w warunkach domowych. Nie mogę go jednak przenieść do Munga albo Lecznicy Dusz, jeżeli jest opętany, bo stwarzałby zagrożenie dla lekarzy… Nie wspominając o tym, że jeżeli nie jest opętany i nie jest chory, powinien trafić do aresztu i to bardzo szybko. Zaatakował mugola i to dość brutalnie. Zdaje się obecnie ich szczerze nienawidzić, chociaż jak wynika z relacji jego rodziny i przyjaciół, jeszcze dwa tygodnie temu nie miał nic przeciwko nim. Więc tak, to nie może czekać.
Tu Brenna uniosła jedną z dłoni i zaczęła odginać kolejne palce.
– Nagła zmiana zachowania, zupełnie inny sposób wyrażania się, problemy ze współczesnym angielskim, wysoki stopień agresji, dziwnie duża siła fizyczna… – Wśród rzuconych w nią przedmiotów znalazł się stół. Wyglądał na ciężki, a pan Rose był raczej mężczyzną drobnej postury. – Nierozpoznawanie znajomych i tak dalej… Albo kompletnie ześwirował, albo udaje, żeby uniknąć odsiadki, albo został opętany. Chciałabym wykluczyć chociaż jedną z tych trzech możliwości.
A najprościej było sprawdzić, czy nie siedzi w nim jakiś złośliwy duch. Egzorcysta powinien być w stanie to stwierdzić bez dziesięciu sesji w gabinecie magipsychiatry. Zwłaszcza, że całkiem niedawno mieli Beltane, co wskazywało na możliwość opętania…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.