— Dziękuję — odpowiedział na jej obietnicę. Ufał Kim oraz jej zdolnościom. Wiedział, że poradzi sobie w trudnych sytuacjach. Ale czym innym był nieoczekiwany atak zwierzęcia, a czym innym starannie zaplanowany atak grupy Śmierciożerców.
— Oh, cóż, ja... rozszczepiłem się na zajęciach dość poważnie i bałem się dokończyć — zaśmiał się zakłopotany. — A później jakoś nie było okazji... Ale za to brak zdolności odczuwam niesamowicie często. Hm... Możemy zrobić tak. Nie będę dłużej wytykał ci przybycia na wyspy, o ile przeprowadzisz mi intensywny kurs deportacji.
Uśmiechnął się szeroko wpadając na ten potężny pomysł. Wiedział, że nie potrafiła usiedzieć na miejscu dłuższy czas, więc lekcje zatrzymają ją przed wycieczkami w potencjalnie niebezpieczne miejsca takie jak Pokątna, czy pobliski spożywczak. A Gio przynajmniej zaliczy dawno odkładany plan i... spędzi z Kim więcej czasu. A może to o to chodziło mu od początku?