Dużo prościej to wyglądało kiedy mogli planować nad świeżym płótnem. Jej pomysł ograniczał do minimum szansę na to, że Stanley przypadkiem zniszczy któryś z obrazów Stelli - Hogwart, rośliny i Mung - poprawił lekko - Tak wiesz, przemijanie. Najpierw jak była w szkole, potem zainteresowała się w jej trakcie tymi ziołami całymi i dzięki temu zdecydowała się na pracę w Mungu - wytłumaczył swój pomysł, a raczej historię jaka stała za takim doborem scen. Krótko, zwięźle i na temat - dokładnie tak jak to widział Borgin.
- W sumie to trochę tak. Podobnie do magicznych szachów. Tam można zagrać na zasadzie mózg-ręka i to samo zastosowaliśmy tutaj - odparł ucieszony. Bardzo mu się spodobał pomysł z tym aby i on miał część udziałów w stworzeniu tego dzieła. Aż przypomniała mu się jego rozmowa z początku roku, gdzie Avery mówiła o tym, że ciężko będzie zrobić z niego talent artystyczny. Może jednak nie byłoby tak źle z jego malarstwem? Albo może Stanley powinien rzucić swój stołek w ministerstwie aby zaczęli współpracować? On by wymyślał pomysły, a Stella by malowała.
Nie miał zamiaru wzbudzać w niej żadnego poczucia winy ani nic z tych rzeczy. Chciał ją po prostu uspokoić aby nie musiał tutaj przychodzić w nocy po zakrapianej imprezie na odwagę - Nic się nie stało. Przecież to nie Twoja wina, że nie mogę się zdecydować - odparł zgodnie z prawdą. Nie oczekiwał przeprosin ale była to data warta zapamiętania. Gdyby miał pod ręką jakiś notes albo kawałek kartki, to nie omieszkałby zapisać sobie tego na pamiątkę aby móc to w późniejszym czasie zamknąć w ramce.
Kamień spadł mu z serca, a na twarzy zagościł jeszcze większy uśmiech kiedy usłyszał, że Avery sobie z tym poradzi. W końcu jak nie ona, to kto miałby sobie dać z tym radę? - Szczerze to nie planowałem żadnego przyjęcie. Ale jeżeli byś była chętna aby dać prezent razem ze mną, to mogę zorganizować małe przyjęcie. W końcu każdy lubi tort czekoladowy, nie prawdaż? - odpowiedział rozentuzjazmowany jak nigdy. Nie widział żadnego problemu aby coś przygotować, zwłaszcza jeżeli Stella byłaby chętna aby wziąć w tym również udział - A jeżeli chodzi o datę to początek lipca, a dokładniej to 4 lipca czyli sobota. Trochę czasu jeszcze jest - dodał, informując ją od razu o dacie kiedy te urodziny miałyby się odbyć gdyby wyraziła chęć stawienia się na nich.
Na jej słowa, aż mu się zabłysnęły oczy. Wszystko było ustalone, a pomysł zaakceptowany - Mówiłeś już Ci to kiedyś Stella, że jesteś najlepsza? - spojrzał na nią, a chwilę później niemal się rzucił w jej kierunku aby ją przytulić. Za wszelką cenę starał się jej również nie udusić tym samym - N-A-J-L-E-P-S-Z-A! - wyartykułował aby to podkreślić, ponieważ tak naprawdę było. Nikt go tyle nie znosił tak dobrze co panna Avery. No i jeszcze spełniała jego zachcianki i kaprysy, które czasami miał - i zachowywał się jak małe dziecko podczas nich - W sumie mógłbym się napić czegoś. Może kawy? Mam jeszcze jedną rzecz - odparł, puszczając ją ze swoich morderczych szponów, które wcale, a wcale nie chciały jej udusić. Następnie sięgnął do kieszeni płaszcza po kopertę, którą wyciągnął, tym samym pokazując Stelli i uniósł do góry, kołysząc ją na bok. Bez większego trudu można było tam dostrzec pieczęć Ministerstwa Magii.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972