Nowy rok, nowy Hjalmar. Tak można by rzec i nawet nie byłoby w tym ani krzty kłamstwa. Początek 1970 był czasem ogromnym zmian zarówno w jego życiu ale również jego najbliższych - w końcu postanowili przeprowadzić się w nieznane. Do nowego świata, bardziej cywilizowanego, oddalonego od natury, zwanego również jako Wielka Brytania. Nie była to łatwa decyzja, jednak konieczna jeżeli chcieli dalej żyć i trudzić się swoim fachem. Na Islandii zaczynało brakować zleceń, a jak już się pojawiły, to było dużo mniejsze niż zwykle - Nordgersimowie musieli coś z tym faktem zrobić, więc dlatego zdecydowali się na przeprowadzkę. W pierwszej turze na wyspę zawitali męscy przedstawiciele tego rodu - Hjalmar wraz z ojcem Dagurem. Mieli taki natłok pracy i obowiązków związanych z całym procederem, że młodszy z kowali nawet nikogo nie powiadomił o swoich przenosinach... No i to był właśnie błąd o którym miał się niedługo przekonać.
To był dzień jak każdy inny. Od samego ranka urzędował w kuźni, dopinając na ostatni guzik kilka zamówień. Co by nie mówić, biznes kręcił się na razie na najwyższych obrotach. Szło tak dobrze, że Dagur musiał wyruszyć lada świt aby złożyć zamówienia na nowe surowce i tym samym zostawił warsztat na barkach syna. Sama kuźnia nie była istnym cudem świata - wręcz przeciwnie, bliżej jej było do kanciapy niż prawowitego kramu. Najważniejszy był jednak piec, który palił się ogniem wieczystym jako, że Nordgersimowie nie pozwalali mu zgasnąć. Budynek w którym mieścił się ich warsztat był raczej kruchy i w średnim stanie technicznym. Wyróżniał go jedynie fakt, że był bardzo wysoki ze względu na wzrost mistrza tej kuźni. Sklepienie znajdowało się około 3.5 metra od ziemi, co było niespotykane w innych warsztatach czy nawet domostwach.
Kończył akurat zamówienie na jakieś zdobione uchwyty do drzwi dla państwa Greenhardów, kiedy usłyszał jakieś głosy za sobą, a raczej swego rodzaju rozmowę. Przez kilka chwil myślał, że to nie jest skierowane do niego, więc tym bardziej się nie zainteresował, a po prostu kontynuował to czym był zajęty do tej pory - czyli kucie. Dopiero kiedy kobieta przywitała się z nim, zrozumiał, że chodzi jednak o niego. Mając na uwadze fakt, że klient nasz pan, czym prędzej odłożył dzierżone narzędzia, złapał za szmatę, a następnie się odwrócił na pięcie, aby sprawdzić w czym może pomóc - Dzień dobry, hej - odparł, rozpoznając dziewczynę, która kilka dni wcześniej składała zamówienie w ich warsztacie i to akurat u niego. Na początku nie zwrócił uwagi na drugą kobietę jako, że był zbytnio zaaferowany wytarciem swoich rąk.
W środku było gorąco, więc nikogo nie powinien dziwić fakt, że Hjalmar miał założoną lnianą koszulę z podwiniętyni rękawami, a na wierzchu miał skórzany, rzemieślniczy fartuch - Nie. Zaraz sprawdzimy w księdze co było i wydamy zamówienie - odparł łagodnym głosem, nie chcąc robić kobiecie pod górkę. Skierował się czym prędzej do stolika przy którym leżał katalog zamówień. Odchodząc usłyszał imię, które przecież tak dobrze znał - Panda czy Pandzia. To było imię, które nosił kwiat orientu, zwany również jako chaos lub jak kto woli Prewettówna - Widzę, że są jakieś narzędzia do odbioru na dzisiaj. Kajdany jakieś. W głównej mierze nieduże produkty... I mam wpisane na panią Akane. Zgadza się? - przeczytał na głos aby upewnić się, że mówi o dobrym zamówieniu. Podniósł głowę, a chwilę później poczuł jakby trafił go jakiś piorun. To była ona - Pandora.
- O hej, Pandora. Dobrze Cię widzieć... - przywitał się z nią, chociaż to co usłyszał nie brzmiało jak ona. A już na pewno nie jak dziewczyna, którą poznał i która doprowadzała go do szału - Dobra... Rozumiem... - odparł, unosząc brew, ponieważ nic nie rozumiał - Mógłbym prosić panią o podejście i sprawdzenie zamówienia? - zapytał, a następnie wskazał dłonią drewnianą skrzyneczkę, która stała na blacie w rogu kuźni, nieopodal rozgrzanego do czerwoności pieca. Podszedł do pojemnika, który następnie otworzył, ukazując kobiecie jej zamówienie - Proszę się nie spieszyć w oglądaniu towaru. Jeżeli coś nie pasuje lub jest nie tak jak pani to widzi... To proszę dać znać, naprawimy to - poinformował Akane, odsuwając się na bok. Wykorzystał ten moment aby zerknąć na Pandore, która chyba nie bardzo chciała z nim rozmawiać albo przynajmniej stwarzała takie pozory. Hjalmar nie miał pojęcia skąd to mogło wynikać, wszak nie zrobił przecież nic złego, a ostatnia próba utopienia jej była we wrześniu.
Wrócił z powrotem do swojej klientki. Podszedł o krok i nachylił się do niej - Emm... Przepraszam. Czy coś się stało? Może coś zrobiłem źle? - zapytał po cichu kobiety, biorąc jedno z narzędzi do rąk aby dokładnie je pokazać. No i przy okazji aby nie wyglądało to na jakieś podejrzane szepty, Merlin jeden wie o czym.