- Nie strzelam do ludzi. - Odpowiedziała krótko. Może i był to jedynie żart, ale wolała wyjaśnić, jakie ma podejście. Miała świadomość, że ludziom często zdarzało się myśleć o niej pewne rzeczy, przez wzgląd na jej profesję. Wiele razy musiała tłumaczyć, że nie jest tak, jak myślą. Zresztą przyzwyczaiła się do tego, że wszyscy spoglądali na nią raczej niezbyt przyjacielsko. Nie miała z tym problemów, jednak istotne było, aby mu wyjaśnić, że nie poluje na ludzi. Zazwyczaj, chyba, że bardzo tego chcą. - Dodała jeszcze, bo jeśli przychodziła taka potrzeba, a osoby, które spotykała na swojej drodze się o to prosiły, to nie miała problemu aby skorzystać z rowiązania jakim była przemoc.
- Nie będę cię oszukiwać, zdecydowanie mogłoby być lepsze. - Dostrzegła ten kawałek muru, jednak nie uważała go za szczególnie atrakcyjny, nie połączyła go nawet z tym miejscem, którego pilnowały te wszystkie zabezpieczenia. Wydawało jej się, że dalej jest coś jeszcze - nie zamierzała sprawdzać co. Nie po to się tutaj pojawiła.
Miał szczęście, że Gerry miała do siebie trochę dystansu. Te wszystkie zaczepki niejedną osobę bardzo mocno by zirytowały, szczególnie o takim statusie społecznym, jak jej. - Nie kłusowniczka, a łowczyni potworów i wszelkich wynaturzeń. - Poprawiła jeszcze mężczyznę, bardzo nie lubiła tego słowa, którego użył, aby nazwać jej zawód. Nie zamierzała mu zresztą teraz opowiedać historii o tym, że wcale nie chciała zabić tych hipogryfów, tylko zawinąć jajo z gniazda i sprzedać je na czarnym rynku - jakby w ogóle w jakiś sposób mogło ją to wybielić. Większość zleceń, które wykonywała dotyczyły pomagania ludziom, walki ze stworami, które żyły zbyt blisko i uprzykrzały im życie, jednak gdy nadażała się okazja... Yaxley zawsze z niej korzystała. No chyba, że przypadkiem wpadła w magiczne sidła - wtedy trochę gorzej.
Dostrzegła ruch różdżki. Nie bała się, że zrobi jej krzywdę. Wydawało jej się, że argumenty nie były takie najgorsze i wyjaśniła mu skąd się tutaj wzięła. - Kurwa, nareszcie. - Mruknęła bardziej do siebie niż do niego. Ostrożnie wyszła z miejsca, w którym jeszcze chwilę wcześniej była uwięziona - nie chciała zaliczyć powtórki z rozrywki.
- Tego nie mogę ci obiecać. Właściwie, czy ty mi grozisz? - Mówiła spokojnym tonem, zbliżając się do mężczyzny. Myślał, że ją wystraszy, że Gerry potulnie skuli głowę i się tutaj więcej nie pojawi? - Wiem, że masz jakąś tajemnicę, już za pierwszym razem to wyczułam. - Wróciła do tematu, który tak ją dręczył, bo był to pierwszy raz, gdy nie umiała rozpoznać genetyki stojącego przed nią czarodzieja.