• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
[18 Marca 1972] Trudne powroty | Eden & William

[18 Marca 1972] Trudne powroty | Eden & William
The Alchemistake
—I am a brain—
The rest of me is a mere appendix
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Naukowiec/Antropolog MM
William zdaje się mieć głowę w obłokach przy swoich 185 centymetrach wzrostu i wiecznie nieobecnym spojrzeniu. Burza kręconych, czarnych włosów wydaje się niezdatna do zaczesania, zazwyczaj towarzyszy jej też lekkie zmarszczenie brwi; w zamyśle, skoncentrowaniu. Skrępowany w towarzystwie mówi zbyt wiele lub za mało. Często zapomina o skarpetkach (czasami nawet o butach) czy jak wiąże sie krawat, nierzadko zapina nierówno koszule (myli guziki). Mówi dość szybko, więc czasami trudno zrozumieć zlewające się ze sobą słowa, ewentualnie nie kończy myśli, więc trzeba go ciągnąć za język.

William Lestrange
#7
31.05.2023, 07:45  ✶  
Nie potrafił zmniejszać dystansów. Zazwyczaj trzymał się z daleka od eventów socjalnych, bliższych relacji. Czuł się bezpiecznie w swoim własnym świecie wypełnionym logicznymi obliczeniami i nowymi schematami. Zabolały go słowa Eden, choć bardziej od nich, neutralność w jej tonie. Miała racje, musiał to przyznać, chociaż nie potrafił zrobić tego na głos. Czuł się bezradny, coraz bardziej uświadamiając sobie, że mimo dobrych chęci, mogą się po prostu zbytnio różnić, aby znów złączyć ich dwa istnienia w dobrze naoliwiony mechanizm. Nie, nawet nie - w szczelnie domkniętą całość. Nieprzyjemnie go to otrzeźwiło. Ani świat już nie wirował, ani fotel nie irytował. Wciąż nie był całkowicie wolny od upojenia, ale trzymanie pionu oraz motoryka były w normie.
Dzisiejszy wieczór dokopał się do źródła czułości w jego umyśle, bo zamiast cokolwiek odpowiedzieć, po prostu przesunął dłonią po lekko rozwichrzonych włosach żony. Były miękkie w dotyku, więc wsunął palce w kosmyki, delektując się słodkością kolejnego pocałunku; chwilą ulotną, która złączyła ich usta lepkim upojeniem.
Lubił jej zadziorność, pewność siebie, to że z łatwością stawiała na swoim i zawsze miała ostatnie zdanie w konwersacji. Nigdy nie spoglądał na nią z przestrachem, podziwem czy wymuszonym szacunkiem. Spoglądał na nią jak osobę każdą inną, a nie postrach świata nieruchomości, szkolnych korytarzy czy Ministerstwa. Jednocześnie traktował ją wyjątkowo, chociaż w ostatnich latach ta kwestia się zatarła, przypruszona grubą warstwą kurzu i przyzwyczajenia trwania w zdefiniowanej przez społeczeństwo i tradycję relacji. Eden była w stanie do niego dotrzeć, tak zwyczajnie, bez większych manipulacji.
– Żyjesz ze mną pod jednym dachem, nie możesz nie być dziwna – nawet jeżeli większość dni się mijali, William miewał swoje dziwactwa. Zdawał sobie sprawę, że te mogły być wyczuwane w domu, nawet jeżeli jego urządzenie w stu procentach zależało od żony. Budynki były tylko szkieletami, to ludzie wkładali w nie dusze, serce, bądź cokolwiek innego, co akurat uznali za stosowne.
Przymknął oczy słysząc jak opisała ich kłótnie na balu.
Zdusił chęć odgryzienia się, chociaż poczuł, że na samo wspomnienie tej irracjonalnie głupiej rozmowy zrobiło mu się gorąco.
– Florence mi ją oczyściła, jest uzdrowicielem. To znajoma po fachu – odparł jedynie, odpowiadając tez na kolejne, zadane pytanie. Obiecał, że żona dostanie informacje o tym kim była kobieta, z która tańczył, więc tak też się stało.
Nie rozumiał czemu poczuł rozlewające się ciepło, tym razem niezwiązane ze złością, gdy blondyna przyglądała się jego dłoni z taką dokładnością, nawet jeżeli było to związane z jej słabym wzrokiem. Przez chwilę był skołowany, ale postanowił nie błądzić myślami po meandrach analiz uczuć. Zazwyczaj lądował wtedy w labiryncie niedopowiedzeń i sygnałów dymnych.
– Wszystko w porządku – zapewnił tylko i nie chcąc jej dać momentu na reakcje, postanowił wykorzystać fakt przewagi fizycznej jak i tego, że wciąż trzymał ją jedną ręką w talli.
Upojenie alkoholowe naprawdę dało mu zastrzyk pewności siebie lub obudziło zagubionego romantyka, bo wziął ją na ręce z postanowieniem wdrapania się po schodach.
– Wybacz, ale zadecydowałem za ciebie. Idziemy do góry – odparł, z pewną trudnością, bo mimo różnicy w aparycji, podnoszenie drugiej osoby nie było najprostszą czynnością.


Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Eden Lestrange (1694), William Lestrange (2294)




Wiadomości w tym wątku
[18 Marca 1972] Trudne powroty | Eden & William - przez William Lestrange - 21.01.2023, 08:06
RE: [18 Marca 1972] Trudne powroty | Eden & William - przez Eden Lestrange - 22.01.2023, 00:42
RE: [18 Marca 1972] Trudne powroty | Eden & William - przez William Lestrange - 27.01.2023, 03:21
RE: [18 Marca 1972] Trudne powroty | Eden & William - przez Eden Lestrange - 15.02.2023, 19:45
RE: [18 Marca 1972] Trudne powroty | Eden & William - przez William Lestrange - 22.02.2023, 09:20
RE: [18 Marca 1972] Trudne powroty | Eden & William - przez Eden Lestrange - 28.05.2023, 16:19
RE: [18 Marca 1972] Trudne powroty | Eden & William - przez William Lestrange - 31.05.2023, 07:45

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa