— Oh, jak dobrze się składa, bo chętnie nauczyłbym się teleportacji. Ile wynosi koszt takiego kursu?
Spotkanie zdawało się coraz bardziej owocne. Ururu nie miał jeszcze grosza przy duszy, ale zdecydowanie warto uzbierać na inwestycję w siebie. Za jego czasów w Hogwarcie nie prowadzono kursów teleportacji i dopiero w ostatniej chwili powstrzymał się, by o tym wspomnieć.
— Bardzo chętnie! Do tej pory nie miałem okazji współpracować z nikim na tej płaszczyźnie.
Marquez również był wyraźnie podekscytowany. Przez całe życie był samotnikiem. W szkole praca w grupie przychodziła mu z trudnością, głównie z powodu jego specyficznego podejścia do zadania. Bardzo ciężko było się z nim dogadać, dlatego zazwyczaj oddawano mu do zrobienia wszystko. Natomiast w prywatnych projektach nie znalazł nikogo dzielącego jego zainteresowania. Być może zmieniło się to w czasach studiów, ale ostatni rok poprzedniego życia widział jak przez mgłę.
Ururu niepewnie i szybko uścisnął dłoń rozmówcy. Samuel mógł poczuć chłód jego martwej ręki. Następnie Marquez nieco zamarł słysząc nazwisko nowego kolegi. Teraz dostrzegł również podobieństwo Samuela do swojego szkolnego oprawcy. Ale przecież ten zajmował się inżynierią i z zaciekawieniem słuchał o mugolskim tosterze.
— Mi również miło poznać — odpowiedział. Postanowił zdystansować się od uprzedzeń. Minęło sporo czasu, a z całej rodziny Carrowów znał tylko jedną osobę. Najwyraźniej nie wszyscy są źli.
— Czy pracuje pan teraz nad czymś?
Bardzo trudno przechodziło mu się do zwracaniu po imieniu.