— Dziękuję, ale... tak naprawdę to była zbliżona sytuacja do pani. Żadne z nas tego nie chciało. Chociaż Kordelia była o stokroć lepszym człowiekiem od Edwarda...
Wtedy Martin nawet nie był przeciwny temu małżeństwu. Widział w tym nikłą nadzieję na zmianę swojego życia na lepsze. Niestety nie dane mu było nawet poznać Kordelii nim ta odeszła na zawsze. Chociaż była mu tak daleka, postanowił z należytym szacunkiem dbać o jej pamięć.
Crouch podążył wzrokiem za ciotkami.
— Jak to mówią... Nie żałuj umarłych, żałuj żywych, a przede wszystkim tych, którzy żyją bez miłości. Tym w końcu są pogrzeby. Okazją do przekazania komfortu żałobnikom. Martwym nie robi to różnicy. O ile nie trzyma ich przywiązanie do tego świata i krążą gdzieś w postaci ducha.
Martin miał tylko nadzieję, że z powodu tej podwójnej tragedii nikt nie wpadnie na pomysł, by zeswatać go z niedoszłą żoną Edwarda. Po odczekaniu odpowiednio długiego okresu żałoby, oczywiście.