Jeszcze nie wiedział jak duże miał szczęście, że spośród wszystkich podejrzanych jegomości wpadł na rudowłose dziewczę. W tym momencie pęd lodu obezwładnił go. Po upadku na chodnik przez chwilę przyjął pozycję embrionalną, lecz zagrożenie zdawało się nie nadchodzić. Spodziewał się bólu. Kurczowo ściskał patyk w dłoni, nie pamiętając jak go użyć.
Z opóźnieniem zareagował na słowa, przetwarzane powoli w jego umyśle. Znał ten język, potrafił się w nim komunikować. Z otwartego gardła nie wydobył się żaden dźwięk. Wyschnięta studnia z czasów wieloletniej suszy. Postarał się przyjąć pozycję siedzącą, jednocześnie osłaniając płaszczem na ile było to możliwe. Nie będzie epatował nagością przy niewiaście. Rzucił jej uważne spojrzenie. Jej odzienie, poziom higieny, potencjalny status społeczny. Każdy element był istotny do oceny stopnia zagrożenia.
Sam wyglądał jak bezdomny. Burza srebrzystych włosów kontrastowała ze stosunkowo młodą twarzą. Podkrążone oczy zdradzały ciężar doświadczenia, a śladowy zarost dodawał wszystkiemu dodatkową nutę dziwactwa. Dziewczyna dostrzec mogła niepopularną etniczność odmieńca, szczególnie rzucał się w oczy niezdrowy odcień skóry. Nie posiadał jednej cechy tak charakterystycznej dla bezdomnych — nie raczył okolicy żadną intensywną wonią, był czysty.
Zgromadzona z trudem kropla śliny napędziła aparat mowy. Nawet myślenie o cytrusach i chlebie było niezwykle nieefektywne w tej sytuacji.
— Przepraszam — wycharczał z twardszym niż potrzeba "r".