Po co miał wysyłać jej list, że się przeprowadza? Pandora przecież mieszkała setki, jak nie tysiące kilometrów od Islandii. Nie byli sąsiadami z którymi by się nie pożegnał, więc tym bardziej nie rozumiał tej idei. Prędzej czy później by ją przecież zaprosił czy w jakiś inny sposób poinformował o swoim nowym miejscu pobytu. Niestety los chciał inaczej i sprawił, że Prewettówna dowiedziała się o tym szybciej niż on był nawet w stanie jakkolwiek zareagować. No cóż, głupio wyszło...
Pracy było od groma, bo od groma było zleceń. Nie było dnia tygodnia podczas którego mieliby wolne. Kuli od rana do nocy i to we dwójkę - No trochę jest. Nie da się ukryć - odparł. Nie trzeba było być geniuszem aby coś takiego stwierdzić. W końcu jej zamówienie było potężne. Może nie pod względem ilości ale drobiazgów i szczegółów jakie należało wykonać aby spełnić zachciankę klientki. Kim więc był Hjalmar aby nie włożyć całego serca w te przedmioty? - To musi być jakaś bardzo ciekawa wystawa... - przyznał. Trochę dziwnie się czuł jak Akane tłumaczyła się z tego do czego było jej to potrzebne. No i jeszcze to oczko kiedy wspominała kajdanki. Nordgersim wolał nie wchodzić w szczegóły odnośnie tego. W imię zasady - im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.
Nie rozumiał skąd takie nastawienie Pandory. Za wszelką cenę próbował to sobie jakoś wyjaśnić ale nadal nic. Nie dawał nic po sobie poznać ale w środku zrobiło mu się w pewien sposób smutno. Nagle się nie znamy? A fiordy, morze? To wszystko na nic? Pokiwał tylko głową ze zrezygnowaniem - Od października... - poprawił ją, starając się za wszelką cenę nie mruknąć tak jak to miał w zwyczaju. Teraz jednak miał do obsługi klienta, więc nie mógł się temu oddać.
- Dokładnie tak jak pani chciała. Daliśmy z siebie 110% - powiedział, próbując nie patrzeć się na Pandore i tym samym utrzymując wzrok na swojej rozmówczyni. Jak miał się nią nie przejmować? Dopiero ją nosił na plecach albo podtapiał, a teraz zaczęła go nienawidzić? Tragiczny obrót spraw co by nie mówić - Nic się nie stanie jeżeli nawet spadnie z góry. To bardzo wytrzymałe i hartowane w ogniu. Tak jak spadnie z takiej wysokości też nic się nie stanie - odpowiedział na pytanie dotyczące wytrzymałości wykutych przedmiotów. Najwyższa klasa Islandzkiej szkoły kowalstwa - to mówiło samo za siebie. Nie wspominając o tym, że zostały stworzone pod czujnym okiem Dagura - wirtuoza tej sztuki, który poświęcił cały swój żywot dla młota i kowadła.
Kiedy Prewettówna podeszła, ucieszył się lekko chociaż była to tylko zmyłka. Tak szybko jak podeszła, tak szybko odeszła ze skrzynką w kierunku auta. Przyglądał się jak z każdym krokiem się oddalała, przez moment ignorując jej przyjaciółkę. Dopiero jej słowa sprawiły, że z powrotem wrócił do niej i był w stanie kontynuować ich rozmowę - Tak... Przejdzie... - odpowiedział bez przekonania, a następnie przejechał po brodzie. Przyjacielem? To stwierdzenie wybiło Hjalmara z rytmu. Był zagubiony we własnych myślach, nie wiedząc co powinien o tym wszystkim myśleć - No ale... To nie ja przecież zakładałem warsztat... - dodał zdziwiony. Właścicielem i mistrzem tej kuźni był Dagur - ojciec Hjalmara. On był tylko czeladnikiem w jego przybytku. Nikim więcej, nikim mniej. Lubi niebieski? Z każdym jej słowem rozumiał jeszcze mniej - Jasne zrobimy, proszę mi je tylko opisać... Za chwilę się rozliczymy... - odparł, przyglądając się jak Pandora chowa zamówienie i znika w aucie. Kątem oka dostrzegł wysypywane monety. Nie miał jednak teraz głowy do takich interesów - Dziękuję za polecenie... Proszę chwilę poczekać.. Zaraz wrócę... - poprosił Akane i powolnym krokiem ruszył w kierunku furtki. Dziewczyna mogła zauważyć, że odkąd Pandora podeszła po skrzynkę, Islandczyk stał się trochę nieobecny w ich rozmowie.
Kiedy przeszedł przez próg kuźni i tym samym postawił swoje stopy na śniegu, przyśpieszył i truchten podbiegł do płotu, przez który następnie przeskoczył z iście zwierzęca gracją i pewnością. Co najmniej jakby nie była to dla niego żadna nowość, a nawet w pewien sposób chleb powszedni. Skierował się do auta od strony z której siedziała Prewettówna. Zatrzymał się przy nim aby zapukać w szybę od jej strony - Porozmawiajmy, proszę. Co się stało? Wytłumacz mi to, proszę? - spojrzał się na nią przez, unosząc brew, co świadczyło o tym, że rzeczywiście nie ma zielonego pojęcia z czego to wynika.
Zdawał sobie, że nie powinien zostawiać klientki samej, ponieważ nie świadczyło to za dobrze o warsztacie ale liczył, że ta to zrozumie. W najgorszym wypadku zrobi jej te lżejsze kajdanki za darmo w ramach pewnej rekompensaty, a za surowiec utnie sobie z pensji.