Nie była to najlepsza noc w jej życiu. Można o niej było powiedzieć wszystko, jednak na pewno nie to, że była spokojna. Nie dość, że poprzedniego dnia miała wrażenie, że ktoś się jej przygląda (co nie było niczym nietypowym, w końcu kiedy stała za ladą zdarzało się ciągle) tyle, że nie przytrafiło się to w kawiarni. Kiedy wracała z magicznego przedszkodla z Mabel wydawało się jej, że ktoś je śledzi. Czasem pojawia się takie dziwne uczucie, jakby ktoś przeszywał ją wzrokiem, właśnie to towrzyszyło jej wczoraj. Wróciła do cukierni - wtedy zniknęło. Zapomniała o tej całej sytuacji, położyła się dosyć późno - jak zawsze, w końcu musiała posprzątać i przygotować wszystko na zbliżający się poranek, nikt jej w tym nie pomagał, całość była na jej barkach. Trochę na własne życzenie. Kiedy więc udało jej się położyć do łóżka i zasnąć we śnie nawiedził ją mężczyzna. Nie znała go, był przeraźliwie chudy, a do tego trzymał w ręku strzelbę. Jeszcze te słowa... Na szczęście obudziła się z tego koszmaru. Dreszcz przechodził jej po plecach na samo wspomnienie jego wyrazu twarzy. Gdy podniosła się z łóżka zobaczyła, że okno było otwarte, na pewno nie przez nią. Miała zwyczaj zamykać je przed snem - bo mieszkała na parterze. Bała się o bezpieczeństwo swoje i Mabel. Odruchowo ruszyła do łóżka córki, aby zobaczyć, czy jest ona bezpieczna. Była - słodko spała w najlepsze. Nora trochę spanikowała, bo nie wiedziała, co właściwie się wydarzyło, kogo się pozbył, kto da jej spokój? Nie miała zielonego pojęcia o co w tym wszystkim chodziło.
Musiała jednak zacząć dzień, jakby nigdy nic. Wzięła szybki prysznic i zaczęła piec, w końcu słodkości same się nie zrobią. Myślała przy tym o wydarzeniach minionej nocy.
Udało jej się zdążyć z otwarciem, choć była trochę roztrzęsiona. Akurat wkładała ostatnie wypieki pod ladę, kiedy usłyszała znajomy głos. Podniosła się i uśmiechnęła dość niemrawo jak na nią do Brenny. Wyglądała tak jak zawsze, pstrokata, różowa sukienka była zdecydowanie w jej stylu, tyle, że po oczach Longbottom mogła dostrzec, że coś było nie tak. - Jestem, gdzie indziej mogłabym być. - Rzekła spokojnym tonem. - Kawy? - Wiedziała, że przyjaciółka na pewno nie pogardzi tym napojem.