01.06.2023, 09:49 ✶
- Mogłabym udawać, że przybiegłam tu, bo nie potrafiłam wytrzymać z tęsknoty za tobą i Salemem… ale powiem prawdę, fantazjowałam od rana o twojej kawie i pomyślałam, że zamiast pić ją w domu przed pracą, wpadnę tutaj i przy okazji pięć minut pogadamy – oświadczyła Brenna radośnie, kiedy Nora wyłoniła się zza lady. Oderwała spojrzenie od wystawiony wypieków i skoncentrowała wzrok na Figg.
Znała ją na tyle dobrze, by wychwycić, że uśmiech jest jakiś niemrawy, a spojrzenie zmartwione. Nie musiało to jeszcze oznaczać niczego złego. Nora była ostatnio przemęczona: przeprowadzka, rozkręcanie nowego biznesu, zmartwienie, czy wszystko pójdzie, jak należy, pomaganie Mabel w aklimatyzacji w nowym miejscu. Mogła po prostu źle spać. Albo Mabel pobiła się z kimś w przedszkolu. Ewentualnie jakiś klient narobił wczoraj kłopotów czy coś takiego.
A może coś się stało.
Brenna aż za dobrze pamiętała nie tak dawną rozmowę z Salemem…
Rozejrzała się szybko, ale nie wyglądało na to, aby lekko nadpęknięty sufit zaczął się sypać, a nic we wnętrzu kawiarni nie wyglądało na zniszczone.
– Wszystko wygląda zajebiście dobrze, jak zwykle. Muszę rzadziej tu przychodzić, bo inaczej niedługo zacznę się toczyć, zamiast chodzić. Jak tam? – spytała Brygadzistka, dalej pozornie lekko, przysuwając sobie krzesło w pobliże lady. Uwagi w rodzaju „wyglądasz fatalnie”, „nie spałaś dobrze?” i tak dalej, wydały się jej trochę wobec Nory niegrzeczne (na takie pozwoliłaby sobie wobec Mavelle czy Erika). Brenna kombinowała więc, w jaki sposób wyciągnąć z Figg, co takiego się stało w możliwie delikatny sposób. Może zresztą nic się nie działo? Może Nora miała tylko tej nocy złe sny, więc ot była niewyspana? – Mabel już w przedszkolu? Wszystko idzie dobrze? Może potrzebujesz tu jakiejś pomocy? Mam pół godzinki, zanim będę leciała do Ministerstwa.
Nawet godzinkę, jakby się uparła, skoro zamierzała dzisiaj pojawić się szybciej.
Znała ją na tyle dobrze, by wychwycić, że uśmiech jest jakiś niemrawy, a spojrzenie zmartwione. Nie musiało to jeszcze oznaczać niczego złego. Nora była ostatnio przemęczona: przeprowadzka, rozkręcanie nowego biznesu, zmartwienie, czy wszystko pójdzie, jak należy, pomaganie Mabel w aklimatyzacji w nowym miejscu. Mogła po prostu źle spać. Albo Mabel pobiła się z kimś w przedszkolu. Ewentualnie jakiś klient narobił wczoraj kłopotów czy coś takiego.
A może coś się stało.
Brenna aż za dobrze pamiętała nie tak dawną rozmowę z Salemem…
Rozejrzała się szybko, ale nie wyglądało na to, aby lekko nadpęknięty sufit zaczął się sypać, a nic we wnętrzu kawiarni nie wyglądało na zniszczone.
– Wszystko wygląda zajebiście dobrze, jak zwykle. Muszę rzadziej tu przychodzić, bo inaczej niedługo zacznę się toczyć, zamiast chodzić. Jak tam? – spytała Brygadzistka, dalej pozornie lekko, przysuwając sobie krzesło w pobliże lady. Uwagi w rodzaju „wyglądasz fatalnie”, „nie spałaś dobrze?” i tak dalej, wydały się jej trochę wobec Nory niegrzeczne (na takie pozwoliłaby sobie wobec Mavelle czy Erika). Brenna kombinowała więc, w jaki sposób wyciągnąć z Figg, co takiego się stało w możliwie delikatny sposób. Może zresztą nic się nie działo? Może Nora miała tylko tej nocy złe sny, więc ot była niewyspana? – Mabel już w przedszkolu? Wszystko idzie dobrze? Może potrzebujesz tu jakiejś pomocy? Mam pół godzinki, zanim będę leciała do Ministerstwa.
Nawet godzinkę, jakby się uparła, skoro zamierzała dzisiaj pojawić się szybciej.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.