To prawda. Wraz ze swoim przybyciem zauważył, że jest tutaj po prostu bardzo mało osób, które trudniły się ich fachem. Nawet w Dolinie Godryka nie widział żadnego innego warsztatu, podczas gdy na ich rodzinnej Islandii taki widok był na porządku dziennym - jedna osada, a kilka czy nawet kilkanaście kuźni - No niestety... Odchodzi się już powoli od tego co robione ręczne na pracę wykonywaną maszynowo... - dodał odnośnie kurczącej się listy fachowców. Były to bardzo smutne słowa, jednak jak najbardziej prawdziwe i nie do uniknięcia wraz z biegiem czasu - Każdy ma swojego potwora pod kluczem? - powtórzył z błędem, nie wiedząc, że ma jakiegoś potworka pod kluczem. Czy to oznaczało, że powinien zbadać piwnicę w ich warsztacie aby go odnaleźć? Co autorka tych słów miała na myśli? No i przede wszystkim co robiła w ich piwnicy w wolnych chwilach - Proszę powiedzieć kiedy. Jeżeli znajdę chwilę wolnego to na pewno wpadnę zobaczyć tę wystawę - poinformował, chociaż wątpił, że będzie w stanie się tam stawić. Pracy nadal było od groma o czym mogły świadczyć porozrzucane kartki z projektami. Część z nich była poprzybijana na gwoździe do belek wspierających sklepienie - te zamówienia należały do Dagura jako, że prościej było mu patrzeć w niebo niż na ziemię.
Od października, no tak... Powtórzył po niej w myślach, nadal starając się zbytnio na nią nie zdenerwować, chociaż z każdą sekundą było coraz ciężej. Najchętniej wziąłby ją za fraki - to jest na siłę - i wrzucił do wody, wykonując akt terroryzmu, który zmusiłby ją do gadania - No cóż... Ma mnie pani. Zawsze lepiej się robi takie właśnie rzeczy ale nie robimy ich pod siebie, a pod klientów. A Ci jak widać wolą inne rzeczy, co mnie wcale nie dziwi. Z drugiej strony czym chata bogata tak jak się mówi. Jakby trzeba było to biżuterię też potrafimy wykonać - zapewnił ją. Nie wspomniał jednak o gamie innych usług, które tutaj świadczyli, takich jak chociażby renowacja, zaklinanie, pieczętowanie czy rzeźbienie nordyckich run. Hjalmar sam był zdziwiony jak z taką gamą umiejętności byli zmuszeni do wyprowadzki z domu.
To chwalisz mnie czy nienawidzisz? Nie był w stanie odróżnić już tego. Jeszcze moment temu prawie prychnęła w jego kierunku, a teraz z oddaniem i podziwem komentowała jego kunszt. Pandora dawała mu same sprzeczne sygnały, co powodowało, że Nordgersim czuł się niczym operator reaktora atomowego, który dostaje niepoprawne komunikaty, a za moment ma dojść do wybuchu - Mam taką nadzieję - odparł, łapiąc się za końcówki oczu przy nosie, nie do końca wiedząc dlaczego czy po co. Czyżby ktoś kroił gdzieś jakąś cebulę? Albo mu coś do oka wpadło? Pewnie tak było. Na szczęście szybko się zorientował na taki obrót spraw i mógł dość sprawnie zareagować - Ale to nie jest takie proste jakby się mogło wydawać... Zresztą co się będę produkować... - machnął ręką z lekkim zrezygnowaniem. Akane i tak by za pewne nie zrozumiała. U nich, artystów, życie wyglądało całkowicie inaczej. Oni się niczym nie przejmowali i żyli chwilą. Najczęściej jednak mieli bajecznie bogatych rodziców, więc problemy dnia codziennego schodzili u nich na plan dalszy, jeżeli w ogóle nie znikały - Dobrze. Proszę kartki są tam, a któryś z ołówków też powinien być zaostrzony - wskazał jej na nieduży pojemnik z którego wystawał biały arkusz i kubeczek z narzędziami do rysowania w przeróżnym stanie - zarówno życia jak i rozkładu, wszak niektóre były nawet połamane.
Nie byłby sobą gdyby to tak zostawił. Skoro nie zostawił jej na zagładę rok temu w jakimś lesie, nie pozwoli aby jakaś głupia kłótnia cokolwiek zmieniła. Kiedy szedł w kierunku samochodu, rozglądał się za większym zbiornikiem wodnym do którego mógłby ją ewentualnie wrzucić. Na jego nieszczęście, nie znalazł niczego innego niż przymarznięta beczka. No nic, dzisiaj odbędzie się bez wodowania Nie chciał jej też straszyć swoim pukaniem w szybę ale jak widać wyszło inaczej - Nic mi nie będziemy. Pandora porozmawiajmy, proszę. Daj mi to wszystko wytłumaczyć. Proszę Cię - powtórzył po tym jak się odsunął, ponieważ Prewettówna chciała wysiąść, a Hjalmar wolał mieć pewność, że ta go usłyszy. Chwilowy odwyk od ognia nic złego mu przecież nie zrobi, a tylko zahartuje ducha. Co by nie mówić zarzucenie przez nią czegoś na kształt swetra było bardzo miłe. Może więc jej jednak zależało? - Ale to nie tak jak myślisz... Nie chciałem Cię informować o czymś co jest nie pewne. Nie wiedzieliśmy czy nie wrócimy do domu po tygodniu. Po dwóch. Nadal nic nie jest pewne. Nie wiem czy jutro nas już tu nie będzie. Chciałem trochę też tu z ojcem ogarnąć, bo spójrz jak to wygląda... - dodał, usilnie wpatrując się w Pandore. Nawet jeżeli ona nie chciała patrzeć na niego to on patrzył na nią i musiała to czuć. Położył dłoń na jej barku, aby przejechać raz czy dwa - Hej, to nie tak że nie chce Cię widzieć... Po prostu tak wyszło... Głupio trochę? Ta cała przeprowadzka też była dla mnie bardzo ciężka i jeszcze się tutaj nie odnajduje... Pandora proszę Cię, nie możesz się o coś takiego obrazić... - dodał, przejeżdżając raz jeszcze po jej ramieniu aby przypadkiem nie było jej zimno od tego stania na dworze. Hjalmar nie miał zamiaru się stąd ruszyć do czasu, aż usłyszy, że wszystko już w porządku - nawet jeżeli miałaby skłamać.