Śmiech był zaraźliwy. Nic więc dziwnego, że sam się zaśmiał na jej odpowiedź. Z drugiej strony ucieszył się, że nie jest sam na tej liście i ma jakiegoś sojusznika w tej kwestii. Szkoda tylko, że w razie czego to on dostanie tak zwany opieprz, a sztaluga obejdzie się bez żadnego uszczerbku.
- O nie, nie. Żadne może, a na pewno? Tak? - przedstawił swoje żądania niczym małe dziecko. Nie było żadnego innego wyjścia z tej sytuacji, skoro już mu zaproponowała, że istniałaby taka możliwość. Gdyby tylko zmieniła zdanie to Stanley zapewne przyszedłby tego dnia do niej rano aby ją zanieść na te urodziny - Możesz nawet bez tortu. Ja jakiś ogarnę, chociaż gwarantuję Ci, że nie będzie tak dobry jak ten co Ty przynosisz - odparł, proponując, że może ją lekko odciążyć w tej kwestii. No bo nie dosyć, że miała zrobić obraz to jeszcze fatygować się po tort, kiedy to Borgin czekałby szczęśliwie na miejscu? Nie to, że to mu nie pasowało ale trzeba było zachować jakąś twarz.
- Ty już powinnaś mieć o tym przeświadczenie. No i ktoś Ci musi to zresztą powtarzać abyś przypadkiem nie zapomniała o tym - dodał. Jak to możliwe, że nikt jest do tej pory jej o tym nie uświadomił? Albo może po prostu lubiła dostawać komplementy?
Pokręcił głową z niedowierzaniem na tę pięciolatkę. Jak na tak małe dziecko było bardzo utalentowana ale strasznie niecierpliwa. Chwila w tę czy we wte nic nie zmieni w kwestii odpowiedzi zawartej w tym liście. No a przynajmniej dopóki dopóty nie skorzystaliby z magii aby zmienić zawartość tej koperty.
Uśmiechnął się na jej komentarz. Jednak dobrze wiedziała, że chodzi o niego - ucieszył się z tego faktu niezmiernie. Stella nadal się jednak gorączkowała, a przecież nie miał żadnego wpływu na to ile zbędnych formułek dorzucono w tym liście. Według Stanleya mogli po prostu napisać "tak" lub "nie" jako odpowiedź i to by było całkowicie wystarczająco. A tak to tylko denerwował pannę Avery i to nie ze swojej winy! Znaczy częściowo swojej ale to tylko w bardzo małym ułamku.
Entuzjazm jaki przejawiła po zakończeniu odczytywania werdyktu, pozwolił mu zrozumieć, że decyzja była pozytywną, więc i on powinien się ucieszyć. Nie omieszkał spróbować (nie) udusić jej kiedy po raz kolejny się na nią rzucił aby wyściskać - To awans... - odparł, przejeżdżając dłonią po jej plecach - Koniec z patrolowaniem ulic. Tylko poważne śledztwa - dodał, a następnie ją puścił, upewniając się uprzednio, że nie zrobił jej żadnej krzywdy. Mina, która zagościła na twarzy Stelli po zadanym przez nią pytaniu, nie świadczyła o niczym dobrym - Hej, przygotowuję się do niego od dobrych trzech lat... - złapał jej podbródek dłonią, unosząc go lekko do góry aby mógł spojrzeć w oczy Avery. Kciukiem przejechał też kilka razy po jej policzku - Obiecałem Ci, że nigdy więcej nie postawię pracy wyżej od Ciebie, tak? - przypomniał o swojej obietnicy. Nie mógł jej zawieść w ten sam sposób po raz drugi. Wtedy by mu już chyba nie wybaczyła - nawet jeżeli przyniósłby jej tonę dali - Zresztą tak długo się już do tego uczę, że nie ma chyba nic nowego, czego mógłbym się dowiedzieć. Chester też mi mówił, że jestem gotowy i powinienem dać sobie radę - kontynuował, wspominając o opinii swojego mistrza, który wspierał go w tym całym procesie - Nic się nie zmieni. Nie zamierzam teraz ślęczeć całymi nocami nad książkami. To przecież nie zdrowe. A nawet jak mi się nie uda to zawsze jest drugi termin - zapewnił aby ją trochę uspokoić. Nie miał żadnego zamiaru jej odstawić ani nawet ograniczyć i tak już ubogich w czas, spotkań na cześć jakiegoś śmiesznego egzaminu. Może nie tyle co śmiesznego, bo nadal po za Ministerstwem nie widział swojego życia ale nadal mniej ważnego od Stelli.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972