Miała świadomość, że i bez jej komplementu czuł się lepszy od większości. Od szarych, zwykłych ludzi jak ona. Nie potrzebował jej aprobaty, chciała jednak podkreślić jego wyjątkowość, bo faktycznie wydawało jej się, że ma w sobie to coś. Rhiannon potrafiła docenić swoich uczniów, nie miała problemu z tym, aby ich chwalić, szczególnie gdy na to zasługiwali.
- Może, chociaż wiele zależy od ucznia. Jeśli ktoś nie ma choć odrobiny talentu, to nawet ja, z moją cierpliwością nie jestem w stanie zdziałać zbyt wiele. - Mogła próbować, starać się przekazać wiedzę w każdy możliwy sposób, jednak było to niczym uderzanie głową w ścianę. Nie potrafiła czynić cudów - niestety. - Niekiedy pracowitość nie wystarcza, wiadomo, można wypracować pewne umiejętności, ale nie przeskoczy się wtedy pewnego poziomu, nie kiedy brakuje talentu. - Sama nie uważała się za jakiegoś wybitnego muzyka, szczególnie przy swojej matce, która zrobiła światową karierę, ona należała raczej do tych przeciętnych. Właściwie przeciętność była jej cechą charakterystyczną. Niczym się nie wyróżniała, nie była szczególnie uzdolniona w żadnej dziedzinie, nie należała do ponadprzeciętnych piękności. Może to, że odziedziczyła po babce gen selkie - jednak nie było to coś szczególnie interesującego, przynajmniej jej zdaniem. Zresztą bardzo skrzętnie dbała o to, aby nikt o tym nie wiedział. Ta zwyczajność jej odpowiadała, była przyzwyczajona do tego, że żyła w cieniu swojej matki. Nie rzucała się w oczy.
Dostrzegła ten ciepły uśmiech na jego twarzy. Nadal jednak nie potrafiła stwierdzić, co się za nim kryło. Nie rozgryzła go jeszcze. Sięgnęła po raz kolejny po kieliszek i upiła niewielki łyk szampana. Każda wypita przez nią kropla alkoholu powodowała, że nieco się uspokajała. Faktycznie można było zauważyć, że to spięcie powoli znika. To co niewidoczne dla oczu, czyli zaciśnięty żołądek jednak nadal jej doskwierał. Wydawało jej się, że czuje na nim bardzo silny ciężar. Może z czasem i to minie. Oby.
Jako, że nie odrywała od niego wzroku nawet na moment dostrzegła chwilową zmianę koloru jego tęczówek. Ta umiejętność zawsze ją fascynowała. Dzięki niej był wyjątkowy, jakby wszystko inne to było za mało, żeby to potwierdzić. Zabawne, że niektórzy dostawali od losu aż tyle, a innym przychodziło żyć w ich cieniu w każdej możliwej dziedzinie, może nawet bardziej gorzkie niż zabawne. - Rok faktycznie można uznać za długo, ale zauważ, jak po takim czasie może wszystko smakować. Jakbyś znowu próbował wszystkiego po raz pierwszy. Cierpliwość to bardzo poczciwa cecha, mało kto ją docenia. - Ton jej głosu był nadal spokojny i melodyjny, aczkolwiek nie dało się nie wyczuć, że była nauczycielką. - Milczenie ma w sobie swój urok, po co świergolić o niczym, kiedy można znad tej książki spojrzeć w oczy tak głęboko, że będzie się je pamiętało przez całe życie? - Widać było, że ma nieco odmienne zdanie od Oleandra. Nie bała się zresztą pokazać mu jak ona to widzi. Mieli bardzo różne temperamenty, podejście do życia, stąd zapewne wynikały te rozbieżności.
Zapamiętała ten cytat, bo uważała, że idealnie pasuje do Oleandra. Mało kto mógłby sobie pozwolić na takie zachowanie, on był młody i butny, nawet mu trochę tego zazdrościła, bo ona od zawsze należała do tych pokornych i ułożonych. Widziała, że uśmiechnął się szeroko, gdy o tym wspomniała. Mogła się tego spodziewać, uwielbiał być w centrum uwagi, to zdążyła zauważyć przez te kilka lat kiedy spotykali się dosyć często.
- Nie przeczę, że się nie należało. Aczkolwiek dosyć dobitny to był komentarz. Właściwie, to akurat po tobie można się tego spodziewać. Zawsze byłeś bardzo bezpośredni. Na pewno zwolnienie ze stażu było warte zobaczenia jej reakcji. - Nie każdy mógł sobie pozwolić na taki komentarz. Tacy, jak ona zapewne mieliby przekreśloną karierę, gdyby odezwali się w ten sposób do kogoś bardziej doświadczonego. On tylko zyskał na tym sławę, gazety rozpisywały się o tym niepokornym chłopcu, który tak mocno pragnął uwagi. Znowu wygrał, nie musiał się męczyć w Wizengamocie, czarodzieje o nim plotkowali, jak zawsze dostał to, czego chciał.
- Dwa? - Uniosła brew pytająco. Zapewne długo będzie się zastanawiała kogo powinna ze sobą zabrać. Ostatnio należała raczej do samotników, a wolałaby nie pojawić się sama, żeby nie wyjść na kompletną nieudaczniczkę. Życie osobiste zdecydowanie jej się nie układało, ale to nic nowego, w zasadzie od zawsze tak było. - Nie, nie potrzebuję więcej. - Dwa to i tak o jeden za dużo. Przeniosła wzrok na kieliszek z szampanem, ogarnęła ją nostalgia na samą myśl, że nie miała nawet kogo zabrać ze sobą na koncert, powinna wreszcie zacząć żyć, tak jak każdy człowiek w jej wieku. Tyle, że Rhii nigdy nie pasowała do standardów. Zawsze była bardziej zamyślona, nieco oderwana od rzeczywistości, nie do końca potrafiła odnaleźć się w towarzystwie.
Kiedy wspomniał o nutach w jej oczach pojawiła się iskierka, błysk. Zainteresowało ją to. Ramiona opadły już zupełnie, jakby zdenerwowanie całkowicie zniknęło. - Bardzo chętnie je zobaczę. - Mógł wyczuć entuzjazm w jej głosie. Była ciekawa, co takiego stworzył.
Niestety bardzo szybko zgasił ten entuzjazm. Będzie musiała jeszcze chwilę zaczekać, aby móc zobaczyć jego nowy utwór. Cóż, teraz mógł mieć pewność, że póki co nie zamierza stąd wyjść, przynejmniej póki nie zerknie na te nuty. - Tak właściwie, to apetyt mam raczej średni. Oczywiście potowarzyszę ci w jedzeniu, może nawet coś skubnę. - Jej żołądek nadal był zaciśnięty, jakby miała tam supeł. Nie była pewna, czy będzie w stanie przełknąć cokolwiek. Wiele stresu kosztowało ją to spotkanie.