- Teraz to mi przykro. - Udała rozczarowanie, chociaż wcale nie miała za złe Brennie szczerości. - Wiem, że moja kawa jest najlepsza, w końcu ma w sobie trochę magii, zresztą zawsze taka zaparzona przez kogoś smakuje lepiej. - Uśmiechnęła się do przyjaciółki serdecznie. Zaczęła w między czasie przygotowywać jej ciepły napój, wiedziała, że Longbottom na pewno spieszy się do pracy. Wydawało jej się też, że Brenna ostatnio ciągle gdzieś biegnie, nie chciała jej tutaj niepotrzebnie zatrzymywać.
Krótką chwilę potrwało nim podała jej kawę. - Taka jak lubisz. - Przesunęła w jej stronę spory, papierowy kubek. Zapach napoju przyjemnie uderzał w nozdrza. Był bardzo intensywny, mieszał się z wonią stojących nieopodal słodkości.
- Ty, toczyć? Moja droga przecież ciągle gdzieś biegniesz, możesz sobie pozwolić na pączka dziennie, ewentualnie dwa. - Zmierzyła ją wzrokiem, musiała stanąć na palcach, aby zobaczyć cokolwiek znad lady. Jej wzrost nieco utrudniał to zadanie. - Może nawet i trzy, jak tak na ciebie patrzę. - Dodała jeszcze. - Zresztą jak to mówią, kochanego ciała nigdy zbyt wiele? Czy jakoś tak. - Brennie nie groziło szybkie przybranie na wadze, przynajmniej zdaniem panny Figg. Zresztą potrzebowała kogoś kto będzie testował jej najnowsze produkty, Brenna nadawała się do tego idealnie, szczególnie, że Norka wiedziała o tym, że uwielbia ona słodycze. Lepiej trafić nie mogła.
Westchnęła ciężko. Czyli zauważyła, mimo tego, że próbowała udawać, że wszystko jest w porządku, to Brenna jak zawsze wiedziała, kiedy coś było nie tak. Nic się przed nią nie ukryje. Powinna się tego spodziewać. Nie chciała jej zawracać głowy swoimi przyziemnymi problemami. Co miała jej powiedzieć? że przyśniło jej się coś i teraz nie mogła przestać myśleć o tym śnie. Wydawało jej się to głupie, ale z drugiej strony Longbottom nigdy nie lekceważyła żadnych z jej problemów. - Tak, Mabel w przedszkolu, wszystko idzie dobrze, właściwie to lepiej niż się spodziewałam. - Naprawdę zaskoczyła ją popularność cukierni. - To może zabrzmieć głupio. - Postanowiła się z nią podzielić tym, co ją męczyło. - Miałam dzisiaj sen, wiesz, taki bardzo realistyczny sen. Zresztą wczoraj, nie wiem, takie dziwne uczucie. Gdy wracałam z Mabel do domu miałam wrażenie, że ktoś się nam przygląda. - Przerwała na moment, aby wziąć oddech. - Położyłam się spać, dosyć późno i przyśnił mi się jakiś dziwny facet, strasznie chudy, jakby dawno nie jadł pączków, w ręku miał strzelbę, stał nad moim łóżkiem i powiedział, że się go pozbył. Obudziłam się, a okno było otwarte, a ja nie mam w zwyczaju go otwierać. Nie wiem o co w tym wszystkim chodzi, kogo się pozbył, zresztą jak się pozbył skoro to był sen, tyle, że skoro to był sen to dlaczego okno było otwarte? - Wyrzuciła z siebie jednym tchem, widać było, że trochę się zdenerwowała tym wszystkim.