- Może i mam trzech braci, ale żaden z nich nie jest stałym bywalcem tego miejsca. Jeszcze tylko brakuje tego, żeby zostawiali tutaj swoje spodnie... - Przecież wiedział, że z rodziną to Geraldine prezentuje się ewentualnie na zdjęciach, czy pokazuje publicznie jedynie podczas czystokrwistych spędów, żeby nie było i aby nie sprawiać przykrości matce. Poza krwią łączyła ją z nimi jedynie jej profesja, no i skarbiec, do którego nadal miała dostęp właśnie dzięki temu, że od czasu do czasu pokazała się w domu, czy w innym miejscu, w którym wypadało. To by było na tyle.
- Faktycznie, nie noszę takich. - Spoglądała na niego uważnie, o co mu właściwie chodziło? Od kiedy to tak bardzo interesował się tym, czy ktoś pojawiał się u niej w mieszkaniu. - Martwiłeś się o mnie? - Nie wiedzieć czemu zadała to pytanie. Nie było to nic nowego, przecież przyjaźnili się od zawsze, każde z nich się trochę martwiło. Ją też ogarnęło dziwne uczucie po wczorajszym wieczorze, jednak wydawało jej się to normalne. - Pisałam ci przecież, że nie mieszkam już sama. Giovanni ci nie przekazał? - Jonathan musiał tego nie zarejestrować, ale poprosiła nawet Giovanniego o pomoc z przypadłością jej nowego towarzysza. Poczuła się dziwnie, jakby została przyłapana na czymś, na czym nie powinna.
- Jo, co się dzieje? - Bo nie zachowywał się normalnie, wręcz przeciwnie. - Tak, deportował mnie prosto do domu, ale nie poszłam spać, tylko zaraz, dlaczego o to pytasz? - Próbowała zrozumieć o co mu chodziło. - Nie wchodź proszę do sypialni. - Miała nadzieję, że wysłucha jej prośby.
Gdy położył jej ręce na ramionach wpatrywała się w niego. Czuła, że coś się zmieniło, że po tym wczorajszym Beltane ich relacja nie była już taka jak kiedyś. Gerry wyglądała jak zawsze, widać było po niej zmęczenie spowodowane bezsenną nocą, ale to by było na tyle.