01.06.2023, 23:03 ✶
- Do was wpadłabym po prostu wieczorem – roześmiała się Brenna, obserwując, jak Nora przygotowuje kawę. Gdy ta była gotowa, kobieta przysunęła sobie kubek i wciągnęła zapach kawy, chociaż na razie jeszcze się jej nie napiła, czekając aż ta nieco wystygnie.
– Och, to tylko tak wygląda, zwykle raczej się teleportuję. I „jeden” pączek to niemożliwość. Jeżeli już zaczniesz jeść pączka, nie opłaca się skończyć na jednym.
Brenna miała to ogromne szczęście, że przynajmniej na razie jej przemiana baterii była szybka. Ba, nawet szybsza niż u normalnych ludzi – co bywało i niekiedy problematyczne, bo potrzebowała nie tylko podwójnej porcji jedzenia, ale też zwiększonych dawek eliksirów. Z drugiej strony jednak dzięki temu nie zamieniła się jeszcze w kulkę, co na pewno groziłoby jej w innym przypadku, zważywszy na to, jak uwielbiała jedzenie. Słodycze to był dopiero początek, bo Brenna nie wybrzydzała – kochała też owoce, warzywa, mugolskie jedzenie z knajp i pieczenie.
Uniosła kubek do ust, przypatrując się Norze uważnie, gdy ta wspomniała, że to „może zabrzmieć głupio”. I bardzo szybko tego pożałowała. Nie, nie wysłuchania historii Nory, a tego, że podczas opowieści zdecydowała się napić. Z wrażenia bowiem pod koniec monologu panny Figg Brenna zakrztusiła się kawą i przez chwilę nie mogła złapać oddechu. Łatwo było wziąć to za zwykłe, przypadkowe zakrztuszenie, choć w rzeczywistości sprawa wyglądała zupełnie inaczej.
Opowieść Nory brzmiała znajomo. Niepokojąco znajomo.
Ledwo kilka dni temu Brenna zobaczyła cień, potem zdawało się, że ktoś ją śledził, a wreszcie miała ten sam sen, okno pokoju zaś okazało się otwarte, choć zamykała je na pewno ze względu na chłodny wiatr. Jej widmowidzenie nie pomogło. Nos Mavelle i nos wilka nie dawały jednoznacznych odpowiedzi – obu zdawało się, że… czują coś… ale nie potrafiły powiedzieć, co takiego. Brenna sprawdziła tamtego ranka zabezpieczenia posiadłości, a potem to robiła to regularnie i z czasem, gdy nic się nie działo, prawie uwierzyła, że poniosła ją wyobraźnia, że to był tylko sen, że nie zamknęła okna dość dokładnie…
Ale jakim cudem Norze śniło się dokładnie coś takiego?
Brenna odstawiła kubek i gdy teraz spoglądała na Norę, wcześniejszy pogodny wyraz twarzy ustąpił czujności. Kalkulowała przez chwilę, ile powiedzieć. Nie chciała przestraszyć przyjaciółki, ale nie mogła tego ot tak po prostu zostawić. Bo skoro obie śniły ten sam sen, to musiało za tym stać coś więcej. Otwarcie okna zaś sugerowało ingerencję fizyczną.
Ktoś, kogo nie powstrzymały wszystkie ochrony, jakimi dysponowała warownia Longbottomów…
Brenna wariowała na początku na myśl o tym, że domownicy mogą być w niebezpieczeństwie. Fakt, że zagrożenie mogło zawisnąć nad Norą i Mabel zmroził ją jeszcze bardziej. One były tutaj same. Nie dała jednak po sobie poznać tego strachu, choć nagła uważność w jej wzroku była już trudna do przegapienia.
– Czy poprzedniego dnia zauważyłaś jakieś dziwne cienie? A ten mężczyzna był ubrany w mugolskie ubrania? – spytała w końcu Brenna.
– Och, to tylko tak wygląda, zwykle raczej się teleportuję. I „jeden” pączek to niemożliwość. Jeżeli już zaczniesz jeść pączka, nie opłaca się skończyć na jednym.
Brenna miała to ogromne szczęście, że przynajmniej na razie jej przemiana baterii była szybka. Ba, nawet szybsza niż u normalnych ludzi – co bywało i niekiedy problematyczne, bo potrzebowała nie tylko podwójnej porcji jedzenia, ale też zwiększonych dawek eliksirów. Z drugiej strony jednak dzięki temu nie zamieniła się jeszcze w kulkę, co na pewno groziłoby jej w innym przypadku, zważywszy na to, jak uwielbiała jedzenie. Słodycze to był dopiero początek, bo Brenna nie wybrzydzała – kochała też owoce, warzywa, mugolskie jedzenie z knajp i pieczenie.
Uniosła kubek do ust, przypatrując się Norze uważnie, gdy ta wspomniała, że to „może zabrzmieć głupio”. I bardzo szybko tego pożałowała. Nie, nie wysłuchania historii Nory, a tego, że podczas opowieści zdecydowała się napić. Z wrażenia bowiem pod koniec monologu panny Figg Brenna zakrztusiła się kawą i przez chwilę nie mogła złapać oddechu. Łatwo było wziąć to za zwykłe, przypadkowe zakrztuszenie, choć w rzeczywistości sprawa wyglądała zupełnie inaczej.
Opowieść Nory brzmiała znajomo. Niepokojąco znajomo.
Ledwo kilka dni temu Brenna zobaczyła cień, potem zdawało się, że ktoś ją śledził, a wreszcie miała ten sam sen, okno pokoju zaś okazało się otwarte, choć zamykała je na pewno ze względu na chłodny wiatr. Jej widmowidzenie nie pomogło. Nos Mavelle i nos wilka nie dawały jednoznacznych odpowiedzi – obu zdawało się, że… czują coś… ale nie potrafiły powiedzieć, co takiego. Brenna sprawdziła tamtego ranka zabezpieczenia posiadłości, a potem to robiła to regularnie i z czasem, gdy nic się nie działo, prawie uwierzyła, że poniosła ją wyobraźnia, że to był tylko sen, że nie zamknęła okna dość dokładnie…
Ale jakim cudem Norze śniło się dokładnie coś takiego?
Brenna odstawiła kubek i gdy teraz spoglądała na Norę, wcześniejszy pogodny wyraz twarzy ustąpił czujności. Kalkulowała przez chwilę, ile powiedzieć. Nie chciała przestraszyć przyjaciółki, ale nie mogła tego ot tak po prostu zostawić. Bo skoro obie śniły ten sam sen, to musiało za tym stać coś więcej. Otwarcie okna zaś sugerowało ingerencję fizyczną.
Ktoś, kogo nie powstrzymały wszystkie ochrony, jakimi dysponowała warownia Longbottomów…
Brenna wariowała na początku na myśl o tym, że domownicy mogą być w niebezpieczeństwie. Fakt, że zagrożenie mogło zawisnąć nad Norą i Mabel zmroził ją jeszcze bardziej. One były tutaj same. Nie dała jednak po sobie poznać tego strachu, choć nagła uważność w jej wzroku była już trudna do przegapienia.
– Czy poprzedniego dnia zauważyłaś jakieś dziwne cienie? A ten mężczyzna był ubrany w mugolskie ubrania? – spytała w końcu Brenna.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.