31.10.2022, 23:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.06.2023, 00:30 przez Brenna Longbottom.)
Brenna musiała pojawić się na otwarciu kawiarni Nory. Po pierwsze, bo Nora była jej przyjaciółką, więc Brenna nigdy by jej nie zawiodła. Po drugie, bo córka Nory była jej córką chrzestną, a kawiarnia miała zapewnić dziewczynce byt.
Po trzecie wreszcie, Brenna była typowym gliną. Czyli bardzo, bardzo lubiła pączki.
Przed przyjściem tutaj mogłyby ją powstrzymać chyba tylko tornado albo atak śmierciożerców. A być może one i nie. W końcu podobno miłość była najpotężniejszą magią, a Brenna bardzo kochała jedzenie. Znalazłaby jakiś sposób.
- Mówię ci, Ida, Nora robi cudowne pączki. I wspaniałe tiramisu. I doskonałe tarty. Mav, jak myślisz, co powinnam zamówić pierwsze? Zaraz, po co ja się pytam. Zamówię po prostu wszystko – paplała Brenna, holująca za sobą dwie inne Brygadzistki. Nieomal dosłownie holująca, bo zaciskała palce na rękawie kuzynki, a Zeneidę po prostu bezczelnie ujęła pod ramię. Tak na wszelki wypadek, gdyby dziewczyna postanowiła jednak dać nogę w ostatniej chwili. A Brenna przecież nie mogła pozwolić, aby minęły je ciasteczka Nory Figg. Nie wspominając już o tym, że miała wielki Plan sprawienia, że smakołyki pokochają wszyscy Brygadziści. Była pewna, że z jednej strony dzięki temu uszczęśliwi Brygadzistów, z drugiej, stanie się to doskonałą reklamą dla Nory. Jeśli funkcjonariusze BUM i aurorzy zaczną regularnie gościć w kawiarni panny Figg, to miejsce stanie się bezpieczniejsze, a sama Nora będzie lepiej zarabiać. Układ doskonały, prawda? (Chociaż to nie tak, że była całkiem interesowna w tym, że zabrała tutaj obie dziewczyny. Brenna lubiła swoją kuzynkę i lubiła Idę, więc spacer w ich towarzystwie był dla niej samą przyjemnością.)
- Ponieważ ja was tam zaciągnęłam, chociaż na pewno będziecie mi potem za to dziękować, i to tak gorąco, ze łzami w oczach, stawiam wam pierwszą kawę i pierwszego pączka. Albo tiramisu. Czy co sobie tam wybierzecie. Merlinie, zastanawiam się, czy Nora zrobi dziś te pączki z czekoladą… mogłabym dla nich… hm, może nie kogoś zabić, ale może tak lekko poturbować? – zastanowiła się. Jej twarz wyrażała głęboki zamysł, jakby faktycznie zastanawiała się, czy zdołałaby kogoś poturbować w zamian za stały dostęp do pączków.
To była specjalna okazja, więc Brenna wyjątkowo się uczesała. A nawet ubrała w miarę porządnie – zwykle robiła to wtedy, kiedy miała organizować jakąś rodzinną licytację albo inicjatywę i odwiedzała inne rodziny czystej krwi. Kobieta była dość wesoła, można by rzecz, że nieomal beztroska. Po prawdzie jednak radość z sukcesu przyjaciółki mieszała się z pewną obawą i odruchowo rozglądała co jakiś czas po ulicy, aby upewnić się, że w okolicy nie widać niczego podejrzanego. W głębi ducha cieszyła się, że Nora nie jest mugolakiem, a wiedźmą półkrwi: gdyby była tą pierwszą, pewnie Brenna ciągnęłaby tutaj Brygadzistów nie tylko ze względu na walory smakowe pączków… A ot... by byli na miejscu. Lokale chętnie odwiedzane przez Brygadzistów i aurorów miały nieco mniejszą szansę stać się celem czyjegoś ataku. Nawet niekoniecznie śmierciożerców - durne dzieciaki też potrafiły zachlapać komuś okna farbami i tak dalej.
- Cześć, Nora! Salem, jak się miewasz? – zawołała Brenna, wparowując do środka, ze swoimi obiema towarzyszkami, jakieś dziesięć sekund po oficjalnej godzinie otwarcia kawiarni. Uśmiechnęła się do gospodyni szeroko, a potem rozejrzała, nieco uwagi poświęcając dekoracjom, a znacznie więcej wypiekom, które przygotowano na ten specjalny dzień. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, chociaż wydawało się to prawie niemożliwe.- Mav pewnie pamiętasz, a to Zeneida. Znacie się?
Mavelle dość często bywała w Dolinie Godryka i domu Longbottomów. Ba, obecnie w nim nawet mieszkała. Co do tego, czy Nora zna Idę, Brenna nie była jednak pewna.
Po trzecie wreszcie, Brenna była typowym gliną. Czyli bardzo, bardzo lubiła pączki.
Przed przyjściem tutaj mogłyby ją powstrzymać chyba tylko tornado albo atak śmierciożerców. A być może one i nie. W końcu podobno miłość była najpotężniejszą magią, a Brenna bardzo kochała jedzenie. Znalazłaby jakiś sposób.
- Mówię ci, Ida, Nora robi cudowne pączki. I wspaniałe tiramisu. I doskonałe tarty. Mav, jak myślisz, co powinnam zamówić pierwsze? Zaraz, po co ja się pytam. Zamówię po prostu wszystko – paplała Brenna, holująca za sobą dwie inne Brygadzistki. Nieomal dosłownie holująca, bo zaciskała palce na rękawie kuzynki, a Zeneidę po prostu bezczelnie ujęła pod ramię. Tak na wszelki wypadek, gdyby dziewczyna postanowiła jednak dać nogę w ostatniej chwili. A Brenna przecież nie mogła pozwolić, aby minęły je ciasteczka Nory Figg. Nie wspominając już o tym, że miała wielki Plan sprawienia, że smakołyki pokochają wszyscy Brygadziści. Była pewna, że z jednej strony dzięki temu uszczęśliwi Brygadzistów, z drugiej, stanie się to doskonałą reklamą dla Nory. Jeśli funkcjonariusze BUM i aurorzy zaczną regularnie gościć w kawiarni panny Figg, to miejsce stanie się bezpieczniejsze, a sama Nora będzie lepiej zarabiać. Układ doskonały, prawda? (Chociaż to nie tak, że była całkiem interesowna w tym, że zabrała tutaj obie dziewczyny. Brenna lubiła swoją kuzynkę i lubiła Idę, więc spacer w ich towarzystwie był dla niej samą przyjemnością.)
- Ponieważ ja was tam zaciągnęłam, chociaż na pewno będziecie mi potem za to dziękować, i to tak gorąco, ze łzami w oczach, stawiam wam pierwszą kawę i pierwszego pączka. Albo tiramisu. Czy co sobie tam wybierzecie. Merlinie, zastanawiam się, czy Nora zrobi dziś te pączki z czekoladą… mogłabym dla nich… hm, może nie kogoś zabić, ale może tak lekko poturbować? – zastanowiła się. Jej twarz wyrażała głęboki zamysł, jakby faktycznie zastanawiała się, czy zdołałaby kogoś poturbować w zamian za stały dostęp do pączków.
To była specjalna okazja, więc Brenna wyjątkowo się uczesała. A nawet ubrała w miarę porządnie – zwykle robiła to wtedy, kiedy miała organizować jakąś rodzinną licytację albo inicjatywę i odwiedzała inne rodziny czystej krwi. Kobieta była dość wesoła, można by rzecz, że nieomal beztroska. Po prawdzie jednak radość z sukcesu przyjaciółki mieszała się z pewną obawą i odruchowo rozglądała co jakiś czas po ulicy, aby upewnić się, że w okolicy nie widać niczego podejrzanego. W głębi ducha cieszyła się, że Nora nie jest mugolakiem, a wiedźmą półkrwi: gdyby była tą pierwszą, pewnie Brenna ciągnęłaby tutaj Brygadzistów nie tylko ze względu na walory smakowe pączków… A ot... by byli na miejscu. Lokale chętnie odwiedzane przez Brygadzistów i aurorów miały nieco mniejszą szansę stać się celem czyjegoś ataku. Nawet niekoniecznie śmierciożerców - durne dzieciaki też potrafiły zachlapać komuś okna farbami i tak dalej.
- Cześć, Nora! Salem, jak się miewasz? – zawołała Brenna, wparowując do środka, ze swoimi obiema towarzyszkami, jakieś dziesięć sekund po oficjalnej godzinie otwarcia kawiarni. Uśmiechnęła się do gospodyni szeroko, a potem rozejrzała, nieco uwagi poświęcając dekoracjom, a znacznie więcej wypiekom, które przygotowano na ten specjalny dzień. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, chociaż wydawało się to prawie niemożliwe.- Mav pewnie pamiętasz, a to Zeneida. Znacie się?
Mavelle dość często bywała w Dolinie Godryka i domu Longbottomów. Ba, obecnie w nim nawet mieszkała. Co do tego, czy Nora zna Idę, Brenna nie była jednak pewna.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.