— Martin — przedstawił się po chwili zawahania. Wymiana imion wyrwała go z rozmowy. Na moment znów przypomniał sobie kim i gdzie jest. Pokiwał więc tylko głową na dalsze słowa Cynthii. Zgadzał się z nią oczywiście. Rzeczywiście była szczęściarą, że uniknęła małżeństwa z Edwardem. Męczyłaby się straszliwie.
— Pogrzeby pojawiły się z wierzeń, że człowiek jest najwyższą z istot i jego odejście należy przypieczętować z szacunkiem. Pojawiły się też różne wierzenia związane z mniej lub bardziej konkretnymi religiami... Dzisiaj to bardziej obowiązek narzucony przez kulturę. Okazja do spotkania. Do obdarzenia uwagą osoby, których śmierć prawdziwie dotknęła. Oficjalne i uporządkowane zakończenie życia. Nawet w przypadku nieprzewidywanego, człowiek chce mieć swoje ostatnie słowo, chce sprawiać pozory, że wciąż ma wszystko pod kontrolą.
Martin wiele czytał o śmierci. To jeden z tych wątków wielokrotnie powtarzających się w filozoficznych dziełach.
— A Edward, nie, nie chciałby być duchem. Do tego trzeba mieć samoświadomość lub głębokie uczucia.
Nie dodawał, że kuzyn był tych pozbawiony. To oczywiste.
I tak na pogrzebie Edwarda powstała loża jego hejterów.