Z tego wszystkiego zaczął się zastanawiać kto był bardziej dziwny w kwestii pierwszego spotkania, tudzież poznania - Akane czy Pandora. Jedna zabłądziła w środku lasu, a druga gadała coś o jakichś potworach. Może wszyscy na południe, wschód i zachód od Islandii już tak mieli? Północy akurat nie brał pod uwagę jako, że nic tam nie było po za pingwinami na wiecznych zmarzlinach, a te wydawały się być bardziej normalne od tej dwójki kobiet.
No tak, teraz wszystko jasne. Szkoda, że nie Pokiwał głową z zainteresowaniem i zrozumieniem. Jego wyrazy twarzy wykazywał ulgę i podziękowanie za wytłumaczenie. Wszak bez niego, Hjalmar nie byłby w stanie zrozumieć niczego co przyjaciółka Pandory starała mu się przekazać. Modlił się tylko o jedno - niech kobieta się nie zorientuję, że ten nie bardzo wie o co jej chodzi. Najlepiej jakby była przekonana o tym, że on wie co jest pięć - to powinna uszczęśliwić wszystkich - Postaram się zrobić co w mojej mocy... Znaczy tylko pod warunkiem, że no ona... - wskazał ruchem głowy w kierunku Prewettówny, jednak nie dokończył zdania, chociaż kontekst był raczej jasny. Nie pojawi się na jakiejś imprezie będąc dalej w stanie "kosy" z Pandorą - wtedy siedzieli by przy jednym stoliku i byłaby taka martwa atmosfera, pełna nienawiści czy nieporozumień - No cóż... Dopóki nikt mi oficjalnie nie pozwoli mówić do siebie po imieniu, a już na pewno klient, to pozostają wszelkie formy grzecznościowe Akane - wytłumaczył jej z uśmiechem, wyciągając w jej kierunku rękę - Hjalmar. Ale wracając do biżuterii, to tak. Każdą. Od pierścionków przez naszyjniki na kolczykach kończąc. Cała gama i wszystko to czego dusza zapragnie - dodał w kwestii świecidełek. Nawet jeżeli młodszy z Nordgersimów nie byłby w stanie czegoś wykonać, nadal był starszy z ich dwójki, który był jeszcze sprawniejszy w tym fachu. We dwójkę byli w stanie zrobić coś z niczego, więc żadne bransoletki nie stanowiłyby dla nich problemu.
- Proszę bardzo. Do mojego powrotu krzesełko jest do Twojej dyspozycji - zapewnił ją. W sumie lepiej, że tu została - zawsze to była osoba do pilnowania warsztatu podczas jego nieobecności. Nie to, żeby Hjalmar oskarżał swoich sąsiadów o kradzież ale świadomość, że ktoś jest w środku dodawał mu spokoju ducha podczas jego batalii z chaosem.
Śnieg nie był dla niego żadną przeszkodzą. Pandora chyba zapomniała jak wyglądają zimy na Islandii. W porównaniu z jego rodzinną wyspą, Wielka Brytania była niczym kropla w morzu. Może i padało tutaj więcej deszczu, niż w jego rodzinnych stronach ale to było tyle - pod względem temperatur i tak było tutaj przyjemniej niż w domu, a już na pewno w okresie od listopada do marca. Prawdę mówiąc, kilka minut stania w mrozie nikogo jeszcze nie zabiło.
Prewettówna powinna była go uświadomić o tym, że zarówno jego błękitne oczy jak i gesty zawsze działają perfekcyjnie. Wtedy nie miałby innego wyjścia jak za każdym razem korzystać z tego asa w rękawie - i to nie tylko w sytuacji w której coś przeskrobał albo byli pokłóceni. Korzystałby w tego aby przechylać szalę na swoją stroną w momencie w którym nie mogli się na coś zdecydować - ot taki mały "life hack" na Pandore.
- Ja wiem... Domyślam się ale nie chciałem Ci robić żadnych problemów, których i tak już masz pewnie za dużo - odparł. Dlaczego zawsze uparcie chciał radzić sobie sam? Pewnie dlatego, że był mężczyzną i społeczeństwo wymagało od niego aby był samodzielny i dawał sobie radę ze wszystkim co go spotka. Pewnie też po części jego codzienna zamkniętość i chęć robienia wszystkiego po swojemu - To nie tak... - westchnął ciężko - Nie zrozumiesz i tak. Już tak po prostu mam i nic tego nie zmieni. I to wcale nie tak, że nie chcę Ciebie do siebie dopuszczać... No ale przeprowadzki to nie jest damska sprawa... No i noszenie ton narzędzi czy surowców przez kilka dni to nie jest najciekawsze zajęcie - dodał, nie wiedząc jak powinien jej to inaczej wytłumaczyć albo obronić siebie. Dla Hjalmara było to całkiem logiczne ale jak widać dla Pandory już nie bardzo - Skąd ja miałem wiedzieć, że mieszkasz w Londynie? Przecież mieszkasz w Turcji - odparł całkowicie zdziwiony. Nie miał zielonego pojęcia o tym, że Prewettówna przebywa w stolicy Anglii. Nie to żeby ta informacja zmieniała cokolwiek w ogólnym rozrachunku, ponieważ i tak by pewnie nie raczył jej powiadomić o przeprowadzce - Jest w porządku. Jakoś dajemy radę ale pogadamy o tym później. Mam dużo pracy na głowe i klientkę. Proszę nie bądź na mnie zła. Gdybym wiedział, że to dla Ciebie będzie tyle znaczyć to dałbym znać, dobrze? - zapytał, a następnie przejechał jeszcze z dwa razy po jej ramieniu. Chwilę później zdjał sweter ze swoich pleców, przekazując go do rak Pandory - A teraz wsiadaj bo się jeszcze rozchorujesz, a ja pójdę zobaczę co u Akane - powiedział, otwierając drzwi od samochodu, które zamknął tak szybko jak tylko Turczynka wsiadła do środka.
Pomachał jej jeszcze na pożegnanie i wrócił szybkim krokiem do kuźni, aby zająć się klientką - Udało się? - zapytał się dziewczyny, kiedy znalazł się w przedsionku warsztatu - W kwestii zapłaty, sądzę, że tyle powinno być wystarczająco - odparł, zabierając kilka moment, przesuwając resztę w jej stronę jako, że sama pozwoliła mu wcześniej wybrać kwotę jaką była należna za usługi.