31.10.2022, 23:15 ✶
Figg szybko jeszcze omiotła wzrokiem stoliki obok. Na całe szczęście, nie było tutaj dzisiaj tłumu. Miała więc możliwość porozmawiać z obecnym tu mężczyzną na spokojnie. Nie, żeby dobrze czuła się poruszając takie tematy, czuła jednak, że musi to zrobić. Potrzebowała się dowiedzieć na czym stoją, musiała obronić najbliższych, zapewnić bezpieczeństwo Mabel, tym bardziej, że sama ją wychowywała. Tylko i wyłącznie ona była odpowiedzialna za jej bezpieczeństwo i musiała mieć pewność, że będzie w stanie to zrobić.
Nie miała zielonego pojęcia o tym, czy istnieje jakaś organizacja, która ma zamiar walczyć z tymi czarodziejami, którzy zamierzali wesprzeć tego świra. Wszak była tylko kelnerką, kucharką, cukiernikiem samoukiem. Kto w takich momentach myślał o takich zwyczajnych osobach jak ona? Nikt. Nie była wojownikiem, posiadała za to inne umiejętności, które mogłyby się przydać walczącym, ale to tylko tyle.
- Czyli to wszystko to prawda.- westchnęła ciężko nieco rozczarowana. Może łudziła się jeszcze, że jest jakaś nadzieja? Kto ją tam wiedział. Teraz musiała zmierzyć się z tym, co faktycznie działo się na świecie. - Wiadomo, jak wielu ich jest?- była ciekawa, może na razie nie było ich wielu, jednak czuła, że z czasem, kiedy inni zobaczą, jak to wszystko wygląda, to zaczną do nich dołączać. Może z powodu strachu? W końcu lepiej sprzymierzyć się z wrogiem, niż dać się zabić.
Spoglądała na mężczyznę, w jej oczach widać było, że trochę się bała. Jednak nie zamierzała pozwolić na to, żeby strach ją paraliżował. Oczy otworzyły się jej szerzej, gdy usłyszała jego kolejne słowa. Czyli jest jakaś organizacja, która ma zamiar z nimi walczyć. Trochę jej teraz ulżyło, a w oczach pojawił się blask. - Dobrze to słyszeć. Czy potrzebujecie jakiejś pomocy, wsparcia?- jakoś tak od razu założyła, że ten mężczyzna, który przed nią siedzi jest jej członkiem. Czuła, że się nie myli. - Nie zamierzam czekać na to, aż zaatakują moją rodzinę. Może marny ze mnie wojownik, jednak mogę się na coś przydać. Posiadam inne umiejętności, które mogłyby wesprzeć tych, którzy zamierzają ryzykować życiem, by chronić niewinnych.- jeśli tylko byłaby ku temu okazja wsparłaby ich. Nie zamierzała zgadzać się na to, żeby ludzie ginęli z tak błahego powodu, jakim była czystość krwi.
Nie miała zielonego pojęcia o tym, czy istnieje jakaś organizacja, która ma zamiar walczyć z tymi czarodziejami, którzy zamierzali wesprzeć tego świra. Wszak była tylko kelnerką, kucharką, cukiernikiem samoukiem. Kto w takich momentach myślał o takich zwyczajnych osobach jak ona? Nikt. Nie była wojownikiem, posiadała za to inne umiejętności, które mogłyby się przydać walczącym, ale to tylko tyle.
- Czyli to wszystko to prawda.- westchnęła ciężko nieco rozczarowana. Może łudziła się jeszcze, że jest jakaś nadzieja? Kto ją tam wiedział. Teraz musiała zmierzyć się z tym, co faktycznie działo się na świecie. - Wiadomo, jak wielu ich jest?- była ciekawa, może na razie nie było ich wielu, jednak czuła, że z czasem, kiedy inni zobaczą, jak to wszystko wygląda, to zaczną do nich dołączać. Może z powodu strachu? W końcu lepiej sprzymierzyć się z wrogiem, niż dać się zabić.
Spoglądała na mężczyznę, w jej oczach widać było, że trochę się bała. Jednak nie zamierzała pozwolić na to, żeby strach ją paraliżował. Oczy otworzyły się jej szerzej, gdy usłyszała jego kolejne słowa. Czyli jest jakaś organizacja, która ma zamiar z nimi walczyć. Trochę jej teraz ulżyło, a w oczach pojawił się blask. - Dobrze to słyszeć. Czy potrzebujecie jakiejś pomocy, wsparcia?- jakoś tak od razu założyła, że ten mężczyzna, który przed nią siedzi jest jej członkiem. Czuła, że się nie myli. - Nie zamierzam czekać na to, aż zaatakują moją rodzinę. Może marny ze mnie wojownik, jednak mogę się na coś przydać. Posiadam inne umiejętności, które mogłyby wesprzeć tych, którzy zamierzają ryzykować życiem, by chronić niewinnych.- jeśli tylko byłaby ku temu okazja wsparłaby ich. Nie zamierzała zgadzać się na to, żeby ludzie ginęli z tak błahego powodu, jakim była czystość krwi.