- Myślę, że nie byłoby to ich miejsce pierwszego wyboru. - Odpowiedziała zupełnie szczerze. Miała świadomość, że bracia i ona żyli w dosyć chłodnych stosunkach, wiadomo, gdyby coś im się działo - wyruszyłaby im z pomocą, w końcu byli rodziną, jednak tak na co dzień wcale nie mieli potrzeby się ze sobą spotykać.
- No pisałam. Mieliśmy się spotkać, ale nie było czasu. Pojawił się ktoś w moim życiu Jo. - Wcale nie tak łatwo przychodziła jej rozmowa o tym wszystkim, co się niedawno wydarzyło. Sama Geraldine od zawsze miała problem z mówieniem głośno o swoich uczuciach, więc naprawdę było to dla niej dosyć trudne. Czy była gotowa się z nim tym wszystkim podzielić, skoro niedawno miała problem, żeby przyznać to przed samą sobą?
Jednak to był Gio, czy Jo, z jednym i z drugim miała silną więź, powinien zrozumieć, ona też miała prawo ułożyć sobie życie. Chociaż, czy w ogóle chodziło o ułożenie życia, tylko jeszcze bardziej je sobie skomplikowała, bo obiekt jej uczuć okazał się być dosyć mocno pogmatwany, w końcu był ćpunem, którego próbowała wyciągnąć z nałogu, a do tego miał umrzeć w przeciągu dwóch lat. Nie mogła lepiej trafić, ale panna Yaxley uwielbiała sobie utrudniać życie.
- Dlatego, że go kocham Jo. - Wyrzuciła z siebie jednym tchem. - Zakochałam się zupełnie przypadkiem. - Spoglądała na niego nieco wystraszona, bo pierwszy raz się z kims tym podzieliła, no może poza samym zainteresowanym.
Geraldine przyspieszyła, aby stanąć na drodze mężczyzny. - Nie zrobisz tego, nie dzisiaj, proszę cię kurwa, nie rób mi tego. - Głos jej drżał, Jonathan mógł dostrzec, że Gerry naprawdę bardzo mocno przeżywała całą tą sytuację. Nie zamierzała go skrzywdzić, czuła, że te słowa mogą go zaboleć, chociaż przecież nie łączyła ich nigdy relacja romantyczna, nie powinna się tym w ogóle przejmować, ale miała wrażenie, że po Beltane coś się zmieniło. Nie chciała jednak też tak zupełnie znienacka pojawić się w sypialni z Jonathanem u boku, gdy ktoś inny spał w jej łóżku. Ktoś, na kim naprawdę zaczęło jej zależeć.