04.06.2023, 15:52 ✶
Louvain
Wyciągnąłeś swoją dłoń do przodu i sięgnąłeś po coś, czego nie rozumiałeś – bo czym właściwie było Limbo? Nie byłeś głupi ani niedouczony, wiedziałeś o miejscu, do którego mieli rzekomo trafiać czarodzieje po swojej śmierci, ale dlaczego przybierało ono taką formę, w jaki sposób miałeś do tego podejść i–
Te pytania można by zadawać nieskończoność...
Odpowiedź na część z nich poczułeś w momencie, kiedy twoja dłoń zetknęła się ze źródłem energii, jakie Voldemort stworzył za pomocą tajemniczego kamienia. Potrafiłeś nią zarządzać – przesuwać ją ze swojego wnętrza, aby korzystać z nekromanckich rytuałów, a teraz wystarczyło tylko odwrócić ten proces. Najpierw ci się to nie udało – twoje ciało zadrżało, kiedy energia w nim przybrała postać wiru i momentalnie zrobiło ci się niedobrze, ale wtedy spróbowałeś znowu i nieprzyjemne uczucie w środku minęło. Osiągnąłeś niemal idealny jej przepływ i chociaż czułeś, że osiągnąłeś gdzieś jakiś limit, którego nie mogłeś przeskoczyć jeżeli zależało ci na stabilności, to na pewno udało ci się wchłonąć tego sporo.
Tego. Czego?
Błękitny ogień ogniska tańczył wokół waszych sylwetek i wtedy dotarło do ciebie, że widzisz w nich kształty. Twarze postaci, zdziwione i zaciekawione, jedne wpatrywały się w ciebie, drugie w Lorda Voldemorta, trzecie – w obszar za tobą, w którym lada moment mieli pojawić się ścigający was Brygadziści i Aurorzy. Jedno z tych obliczy wyglądało gniewnie – to była dobrze znana ci charłaczka, której obraz niewątpliwie utkwił ci w pamięci. Ta, którą pozbawiłeś życia. I teraz ona, w żywej zemście, zamachnęła się tak, jakby chciała cię uderzyć, ale jej ręka przeleciała przez twoją głowę, a ogień, z którego była zbudowana – rozpadł się, został wchłonięty razem z resztą energii, którą w sobie gromadziłeś. Byłeś zmuszony przerwać, kiedy usłyszałeś w sobie paniczny krzyk. Dreszcz spowodowany tym, jak głośne i nieprzyjemne to było doświadczenie, przeszył cię na wskroś.
Victoria, Patrick, Mavelle
Mimo ryzyka zetknięcia się z końcem postanowiliście iść przed siebie. Kiedy przekroczyliście próg gęstwiny, w którą musiał udać się Lord Voldemort, głosy w waszych głowach ucichły. Nie usłyszeliście żadnego komentarza w związku z waszą decyzją, żadnej rady, żadnego dodatkowego słowa – zdani sami na siebie i swoją intuicję, porzuceni przez cokolwiek, co próbowało się z wami skomunikować, dostrzegliście ten wir latających rzeczy. A w środku tego wiru – ogień. Wielkie, błękitne języki magicznego ogniska tańczyły wokół dwóch sylwetek, wciągając wszystko do środka.
Wasze zaklęcia były udane, ale nie ochroniły was przed niczym, bo nic w waszym kierunku nie leciało. Wszystko zdawało się po prostu znikać, dawało się wchłonąć w ten wir. Wy natomiast staliście. Żadna siła nie ciągnęła was w tym kierunku.
Dopiero po chwili znajdowania się obok, płomienie podążyły i ku was. Nie zraniły was, nie sprawiały żadnego zagrożenia. Po prostu przybierały kształty. Widzieliście w nich siebie, ale też innych – swoich bliskich, przyjaciół. Płomienie tańczyły naśladując was i waszych dzisiejszych wybranków, ale kiedy wasze sylwetki były w nich dokładnie widoczne, ich były rozmyte – jedynie domysły utwierdzały was w przekonaniu, że to Alastor, Sauriel i Florence poruszający się w rytm dźwięku bebnów. Domysły i... wasze serca. Widzieliście w tych płomieniach więcej scen, ze swojej bliższej i dalszej przeszłości. I czuliście je, dawne emocje, zarówno te nadal w was żyjące, jak i te całkowicie wygasłe. Mieliście wrażenie, jakby ktoś próbował w ten sposób streścić wam to, kim jesteście.
- Chodź – odezwały się do was trzy kształtujące się sylwetki. Pierwsza, najwyższa, wyciągnęła rękę w stronę Mavelle. Dostrzegłaś, że to ojciec Danielle, który patrolował z wami sabat.
- Nie ma się czego bać – kontynuowali, wpatrując się w was. Victoria w postaci stojącej przed nią rozpoznała swoją prababcię. Opierając się o laskę, wyciągnęła w jej stronę drżącą rękę.
- Inni też tu kiedyś przyjdą – mówili, a trzecia z sylwetek, ojciec Patricka, również wyciągnął swoją dłoń w jego kierunku.
- Po prostu na nich poczekacie.