To było to czego Stanley potrzebował do pełni szczęścia. Potwierdzenia, że Stella pojawi się na małej imprezce, swego rodzaju posiadówce z okazji urodzin Anne - wtedy będą mogli wspólnie przekazać ich arcydzieło, które pieczołowicie zaplanowali.
Co by nie mówić chciał aby ta sprawa właśnie tak się skończyła. Zaoferował swoją pomoc aby chociaż lekko odciążyć Avery ale wiedział, że nigdy nie będzie w stanie wybrać tak dobrego tortu jak ona. W końcu już nie raz dała popis swoim umiejętnościom doboru czekoladowego ciasta. Bez dwóch zdań był w stanie uznać ją za ekspertkę w tej dziedzinie - przecież wyznała przed Borginem swoją miłość do czekolady.
- Z przyjemnością - dodał, odpowiadając jej uśmiechem. Skoro nikt inny nie chciał jej w tym uświadamiać, kim był Stanley aby jej tego odmówić. Powinna była znać swoją wartość i zawsze iść z głową do góry, nie zważając na to co mówili wokół inni.
Nie był w stanie zareagować inaczej niż w taki sposób jaki to zrobił. Wyściskanie Stelli było zresztą po części tym, czego w tym momencie potrzebował. W końcu specjalnie tu przyszedł z tym listem aby mogli we dwójkę poznać werdykt komisji. Z drugiej strony czuł w głębi serca, że gdyby otrzymał odmowę to również wolałby być koło kogoś dla siebie bliskiego aby zapewne otrzymać jakieś słowa otuchy.
Borgin chciał aby to wszystko było takie proste. Chciał aby wszystko co powie mogło się spełnić i przede wszystkim aby się spełniło. W spojrzeniu Avery było jednak coś co mu nie pasowało. Nie musiał też dużo czekać na to aby poznać jej opinię na ten temat.
Myślisz, że to wystarczy? Powtórzył w myślach po niej. Może właśnie to nie wystarczy? Może nie jest gotowy na ten egzamin? Może jego umiejętności nie są wystarczająco duże aby był w stanie ukończyć ten kurs z pozytywnym wynikiem? Te jak i wiele innych myśli zaczęły krążyć po jego głowie. W końcu to właśnie ona sprowadzała go na ziemię najczęściej. I czy to właśnie nie był jeden z takich momentów? Chwil w których potrzebował szybkiego ściągnięcia na dół zanim będzie za późno?
Wysłuchał co ma do powiedzenia pomimo tego, że z każdym kolejnym słowem jak i zdaniem, co raz mniej mu się podobało to co mówiła. Nawet nie tyle co nie podobało, bo nie miał przecież do niej żadnych wyrzutów i to nie ona tutaj była wszystkiemu winna. Stanley zaczął rozumieć rzeczy, których po prostu wcześniej nie brał pod uwagę albo nie przykuł do nich wystarczającej uwagi.
Opuścił dłoń z jej policzka, pozwalając sobie przejechać po nim jeszcze raz, a następnie zrobił kilka kroków kierunku kanapy, na której usiadł, chociaż tak naprawdę to opadł trochę bezsilnie - Ja nie wiem... - zaczął, chowając twarz w swoich dłoniach - Ja bym chciał Ci Stella to tak cholernie obiecać, że wszystko będzie będzie dobrze i że o nic się nie musisz martwić... - kontynuował lekko podłamanym głosem - Ale nie wiem czy potrafię... A bardzo, kurwa, bardzo nie chciałbym Cię zawieść. Nie mogę na to pozwolić - czuł jak z każdą sekundą coraz bardziej zasycha mu w gardle. Że każde kolejne słowo przechodzi mu coraz ciężej przez usta. Znalazł się pod ścianą i musiał wybrać drogę z której już nie będzie odwrotu. Dlaczego ze wszystkich możliwości na świecie musiało się akurat stać to czego tak bardzo nie chciał? Dlaczego musiał wybierać między tą dwójką - Stellą i Ministerstwem? Z jednej strony czuł, że awans na Aurora był rzeczą, która mogłaby postawić go w lepszym świetle w oczach Anne, tym samym powodując, że będzie ona po prostu dumna ze swojego syna - chociaż ten jeden raz w całym jego życiu. Z drugiej zaś strony za bardzo mu zależało na Avery aby po tych wszystkich wybojach i wspólnych chwilach tak po prostu zniknąć czy ograniczyć kontakt. Zwłaszcza jak obiecał jej, że nigdy więcej nie postawi pracy ponad nią...
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972