Na twarzy Gio pojawił się rozmarzony uśmiech, gdy dostrzegł radość Kim. Zawsze uwielbiał jej spontaniczność, co dotyczyło także ukazywania emocji. Była w tym niezwykle bezpośrednia. Niewiele osób się na to zdobywała. Przez wielu uczucia były maskowane. Ludzie bali się okazać wszystkim to, co dzieje się w ich środku. U Kim tak nie było. Jako osoba wrażliwa, rozumiała wartość emocji i nie kryła się z nimi. Gio często również taki był, chociaż głównie w sytuacjach nieformalnych. Na wszelkich przyjęciach musiał wkładać maskę uśmiechniętego dżentelmena, co jednak rzadko go męczyło, gdyż autentycznie uwielbiał poruszać się w gromadzie ludzi. Ale i tak wydawało mu się, że daleko mu do tak czystych ekspresji jak u Kim.
— Uhm... kiedy? — W myślach przejrzał swój grafik. Oczywiście miał plany. Ale one mogły poczekać. Nawet gdyby udał się do swojego gabinetu, nie potrafiłby się skupić. Doskonale znał swoje słabości. Jedyną słuszną opcją wydawało się więc spędzić więcej czasu z Kim. — Co powiesz na... rozpoczęcie tuż po twoim śniadaniu?
Wpierw jednak postanowił zasięgnąć języka, którą sypialnię przydzielono przyjaciółce. Ale to może poczekać. Teraz sobie będzie tak siedział... i zerkał co jakiś czas. Już zapomniał jak pełna wdzięku była. Nawet jajecznicę jadła jakoś tak... niezwykle.
!traumadoliny