— O tak, chętnie też przetestuje. Moja skóra nie cierpi słońca – mruknęła wyciągając swoją rękę przed siebie i podziwiając chwilę bladość. Lubiła mieć jasną karnację, ponieważ opalona skóra kojarzyła się jej z brudem. Maya nie lubiła nakładać na twarz za dużo makijażu, podkreślała czasami swoją urodę przy pomocy metamorfomagii, ale takich kosmetyków upiększających nie wykorzystywała. Jedynie kremy nawilżające, chroniące przed słońcem, odżywki do twarzy, włosów, balsamy, aby jej ciało, twarz, włosy zawsze były delikatne, ładne i mocne.
— Może historia magii? Nie lubię jej i wolę mieć ją za sobą. – westchnęła cierpiętniczo i złapała za pierwszy podręcznik. Pod nim było zaraz zielarstwo, które Maya miała w małym palcu, ale było dla niej przyjemne, więc po Historii magii chciała coś przyjemnego poczytać. Zaczęła standardowo czytać podsumowania działów, które przerabiali na zajęciach. Każdy podpunkt musiały razem omówić szerzej i przypomnieć sobie odpowiednie daty. Lubiła uczyć się z Peppą i nie wyobrażała sobie w tej roli nikogo innego.
Ziewnęła przeciągle, gdy tak przewertowali najważniejsze daty.
— Naprawdę nie lubię uczyć się tych dat. Ciekawe co robi Oleander. Brakuje mi gry z nim w czasie wolnym. – zerknęła na swoją przyjaciółkę wiedząc, że dziewczyna nie za bardzo za nim przepada, ale Maya za to uwielbiała z nim grać na instrumentach, a najbardziej te momenty, gdy próbował ją uczyć gry na pianinie.