Norka spoglądała niepewnie na przyjaciółkę. Widziała jej minę. Miała świadomość, że coś jest nie tak. Kiedy się odezwała na twarzy Figg mogła zobaczyć przerażenie. - Jak to nie był sen? - Jakim cudem? Czy komuś stała się przez nią krzywda. Na samą myśl o tym robiło jej się gorąco, jak to ktoś mógł być u niej przy łóżku, ktoś zupełnie obcy, a obok spała Mabel. Powinna bardziej zabezpieczyć to miejsce, ale skąd mogła wiedzieć. Salem nic nie wyczuł? Jak do tego właściwie doszło. Nie miała pojęcia.
- Skąd wiesz, że nie doszło do żadnej napaści? Jaką masz pewność, może nie znaleźliście jeszcze ofiary. - Zresztą jak właściwie doszło do tego, że komuś wcześniej też się coś takiego przytrafiło? Czy to był zbieg okoliczności, czy zaplanowane działanie. Miała tak wiele pytań, jednak nie chciała nimi atakować przyjaciółki. - Brenn, on był tutaj, przy mnie i przy Mabel. - Głos się jej złamał. Najbardziej martwiło ją to, że coś mogło się stać jej córce. Gdyby nie to, to by się pewnie jakoś zbytnio nie przejęła. Jednak jeśli chodziło o Mabel... to sytuacja wyglądała o wiele gorzej. Starała się nie panikować, chociaż było to trudne.
- Oczywiście, rób co musisz. Trzeba go złapać, nie może niepokoić innych, zresztą tak okropnie mnie martwi to, że powiedział, że się kimś zajął. Co jeśli kogoś skrzywdził? - Tylko właściwie kogo? To też było okropne, że nie usłyszała żadnych konkretów i zupełnie nie wiedziała o co chodzi.
- Mam nadzieję, że się nie powtórzy, ale jeśli tak będzie, to oczywiście, że postąpię, jak mówisz. - Nie zamierzała oponować, uważała Brennę za osobę, która była kompetentna i powinna w sytuacji jak ta postępować według jej wytycznych.
- Chodźmy. - Powiedziała jeszcze do Longbottomówny i wpuściła ją za ladę. Następnie ruszyła przodem, aby zaprowadzić ją do części mieszkalnej. Znała ona drogę, w końcu bywała tu często, jednak Norka postanowiła ją zaprowadzić. - Mam nadzieję, że coś znajdziesz. - Nie wiedziała sama jednak, czego będzie szukać.