Dotarcie spod Londynu do Londynu było ciężkie? A co miał powiedzieć jeżeli mieszkał jeszcze dalej, niż pod stolicą? W końcu Dolina Godryka była 3 godziny drogi samochodem, nie wspominając o innych środkach transportu jak na przykład pociąg, którym się tutaj dzisiaj dostał. Nie skomentował jednak jej uwagi jako, że ona już po prostu tak chyba miała. Przymknął jedynie oczy, starając się wyluzować i pozwolić sobie zapomnieć o sytuacji, która miała miejsce chwilę temu - Nie obiecuję, że się nie przejmę. Znaczy ja się mogę nie przejąć ale nie obiecuje, że to samo zrobią moje pięści - odparł. Hjalmara interesowały tylko i wyłącznie kobiety - nie miał pojęcia jakby zareagował na przystawiającego się do niego faceta, który nie rozumie słowa "nie". W takim wypadku musiałby skorzystać ze środków przymusu bezpośredniego.
- Wyzwać na pojedynek? Mnie? - zdziwił się co nie miara ale dopytał się na wszelki wypadek aby mieć pewność, że chodzi o niego. W czym Pandora miałaby się z nim pojedynkować? Mieli pić piwo na czas? Żonglować butelkami? A może przepłynąć jakieś jezioro wpław w jak najkrótszym czasie? Tego nie wiedział ale liczył, że w niedługiej chwili się o tym przekona.
Na słowa o tym, że Oliver jest uroczy chciał po raz kolejny zaznaczyć swoją dezaprobatę przy użyciu mruknięcia, jednak nie zdecydował się na to. Jeszcze by wyszło, że jest jakiś zazdrosny lub coś w tym stylu, a nie miał zamiaru tego pokazywać.
Niedoszły kompan Pandory na resztę wieczoru ewidentnie nie rozumiał co Hjalmar do niego mówił. Czy on naprawdę myślał, że ma jakiekolwiek szanse z Nordgersimem? W tym wypadku nie powstrzymałby się przed uderzeniem go, tak jak to miało miejsce z tamtym pijaczyną przy barze - Mam nadzieję, że się zrozumieliśmy? Brak odpowiedzi uznaje za akceptację naszych ustaleń. No chyba, że wiesz... - zaśmiał się krótko, nadal jednak konspiracyjnie szepcząc z chłopakiem - Chcesz się przekonać czym to się może skończyć. Wtedy możemy wyjść w tym momencie przed budynek i załatwić to po męsku - machnął lekko głową w kierunku wyjścia, dając mu do zrozumienia, że wystarczy jeden znak i mogą wyjść aby tam sobie porozmawiać lub ewentualnie odbyć rycerski pojedynek o Prewettównę.
- Jakie tajemnice? Mamy jakieś tajemnice Oliver? - spojrzał na niego wymownym wzrokiem, który miał mu wskazać jak powinien odpowiedzieć jeżeli chciał dzisiaj zakończyć dzień bez szwanku - Niestety nie szukam kolegów na razie. Ale jakby coś, to będę wiedział gdzie szukać - dodał, chociaż wątpił, że byłby w stanie się z nim dogadać. Zwłaszcza, że ten próbował się przystawiać do jego Pandory... Znaczy jego koleżanki... Albo przyjaciółki? Mniejsza o to jako, że sam Hjalmar nie był w stanie odpowiedzieć na tę zagwozdkę poprawnie.
- Spokojnie, nic wielkiego przecież. Ale przyznaję, nie spodziewałem się tego, że dotarcie tutaj będzie trudniejsze niż do Turcji - zaśmiał się. Po części zaczął żałować, że nie skorzystał z sieci Fiuu, która była przecież dla nich dostępna i przede wszystkim na porządku dziennym - Umm... - rzucił zdziwiony kiedy Prewettówna zaczęła go "kciukować". Wydawało mu się, że po drodze zmył całą szminkę ale najwidoczniej się mylił albo jego umiejętności w pozbywaniu się 'śladów' były niewystarczające - Mówiłem Ci przecież, że możesz gadać - westchnął - No na mugolskim komisariacie to jeszcze nie siedziałem. Może to akurat odpowiedni czas? - zażartował. Nordgerim co prawda wolałby tam nie wylądować ale wieczór był jeszcze relatywnie młody, a on nie miał pojęcia jak może się zakończyć. Nie wykluczał przecież opcji w której mógłby kogoś pobić albo wdać się w większą ustawkę z grupą.
- No na czystą to ona nie wygląda ale raz się żyje - odparł, a następnie podniósł jeden z kieliszków aby go wypić. Na twarzy pojawił się grymas wynikający ze zbyt intensywnego smaku słodkości czy innych owoców aniżeli najczystszego trunku - To jest dobre - dodał, zapijając szybko tamtego szota aby przeczyścić swoje kubki smakowe. Islandczyk właśnie przypadkowo wypił coś na kształt "u-boota" - lepiej aby go Merlin trzymał w swojej opiece tego wieczora jak tak dalej pójdzie. W końcu najtwardsi zawodnicy odpadali po takich sztuczkach.
- Nie wiem. Coś do zrobienia w kuźni zawsze się znajdzie ale Dagur powinien mi wybaczyć jak raz się pojawię trochę później. Najwyżej w sobotę popracuje dłużej czy coś. Dam radę, wymyślę coś - zapewnił Pandorę aby się nie przejmowała tym. Jego ojciec może i był momentami surowy ale w głównej mierze dogadywali się bardzo dobrze i przede wszystkim szanowali wzajemnie. Wiedział, że może na nim polegać, a on nie będzie miał wielkiego problemu jeżeli raz pojawi się później - Od razu, że zabiję. Dlaczego zakładasz tak pesymistyczną wersję? - zapytał kiwając głową. Miał trochę krzepy w tył łapach. No ale żeby tak kogoś zabić przypadkiem czy nawet specjalnie? To nie wchodziło w rachubę. Prędzej on by dostał tak zwaną "kosę pod żebra" jako, że słyszał o Angielskich wandalach, którzy przemierzają to miasto w akompaniamencie noży pochowanych po kieszeniach.
Reszty tematu nie zdążył poruszyć jako, że został po prostu uciszony przez Pandorę. Miała szczęście, że byli pośrodku Londynu, a nie na jakiejś plaży. W innym przypadku już byliby w drodze do zwodowania Prewettówny - No po części obiecałem, więc nie bardzo miałem wybór - zauważył, odpowiadając jej, a następnie wziął solidny łyk piwa z kufla - Nie mam pojęcia. Zobaczymy jak się sytuacja rozwinie i czy w ogóle będziemy w stanie gdzieś iść - uśmiechnął się w jej kierunku, podsuwając jeden z kieliszków w jej stronę - No to co. Za spotkanie? A może powinienem powiedzieć... Na zgodę? - zapytał, unosząc drugi kieliszek tego ohydnego, słodkiego trunku. Nie omieszkał również spojrzeć w jej oczy jako, że wypadało podczas rozmowy utrzymywać kontakt wzrokowy.